Program powszechnych świadczeń ma spowodować zwiększenie wskaźnika dzietności i zmniejszenie poziomu ubóstwa wśród najmłodszych Polaków. Jednak zdaniem uczestników naszej debaty, aby jego cele zostały osiągnięte, nie można zapominać o inwestycji w edukację i instytucje opieki. Potrzebny jest też monitoring ustawy, bo kumulowanie pomocy finansowej może grozić biernością zawodową rodziców
1 kwietnia zacznie obowiązywać ustawa z 11 lutego 2016 r. o pomocy państwa w wychowywaniu dzieci, która zakłada wypłacanie wszystkim rodzicom 500 zł świadczenia na drugie i każde kolejne dziecko, a na pierwsze pod warunkiem spełnienia kryterium dochodowego. Rząd na każdym kroku podkreśla, że jest to przełom w polityce rodzinnej. Czy rzeczywiście tak jest?
Marek Rymsza
Uchwalenie programu 500+ jest krokiem w dobrym kierunku. Patrząc na niego z dłuższej perspektywy czasowej, nie jest to jakieś pojedyncze szarpnięcie, ale dokonanie pewnego zwrotu w polityce rodzinnej, poprzedzonego jednak działaniami przygotowującymi grunt pod tę zmianę, jak chociażby poprzez wprowadzenie karty dużej rodziny. Przełomowy charakter programu 500+ polega na odejściu od pewnego redukcjonizmu sprowadzania polityki rodzinnej do polityki społecznej, a tej ostatniej do pomocy społecznej. To zakwestionowanie przekonania, że najlepszym sposobem wspierania rodzin są działania selektywne, czyli programy z użyciem testu dochodowego, adresowane do najuboższych. Nowa ustawa uruchamia program po części powszechny, skierowany do wszystkich rodzin wielodzietnych. Wychowywanie dzieci potraktowane jest tu jako tworzenie korzyści dla całego społeczeństwa: rodzące się dzisiaj dzieci będą w przyszłości utrzymywać starsze pokolenia.
Dorota Szelewa
Jeżeli popatrzymy na politykę rodzinną i międzynarodowe rankingi wydatków na ten cel, to Polska we wszystkich zestawieniach była na końcu lub na prawie samym ich końcu. Tylko przez krótkie momenty wybijała się w debacie publicznej na pierwsze miejsce. Natomiast od kilku lat mówi się o niej w kontekście demograficznym, chociaż kolejne rządy dość późno zauważyły problem, bo największy spadek dzietności miał miejsce w latach 90. Program 500+ jest trochę rewolucją, bo wcześniej często pojawiał się argument, że nie mamy pieniędzy, nie stać nas na tak kosztowne świadczenia. Ta bariera w myśleniu została teraz przekroczona. Polityka rodzinna musi być kosztowna, a wprowadzenie uniwersalnego świadczenia, które funkcjonuje w większości krajów UE, wypełnia lukę występującą u nas do tej pory w tym zakresie.
Iga Magda
Zdecydowanym plusem programu 500+ jest na pewno to, że pozwoli silnie obniżyć ubóstwo wśród rodzin z dziećmi, a to jest jeden z najważniejszych problemów, który nie został przezwyciężony dotychczasowymi działaniami związanymi z realizacją polityki społecznej. Z dużo większą ostrożnością patrzę na zakładany w ustawie skutek w postaci wzrostu wskaźnika dzietności. Faktycznie wśród deklarowanych przez rodziców barier związanych z posiadaniem dzieci na pierwszym miejscu wymieniane są te ekonomiczne. Są one nie tyle związane z dochodem jako takim, ale potrzebą zabezpieczenia jego stabilności, czyli utrzymaniu zatrudnienia i powrocie na rynek pracy.