Odczucia kandydatki z przebiegu postępowania rekrutacyjnego nie mogą w żadnym wypadku zastępować wiarygodnych dowodów – tak wynika z orzeczenia sądu.

Naczelny Sąd Administracyjny (NSA) zajmował się sprawą niedoszłej doktorantki, która zaskarżyła decyzję o nieprzyjęciu jej na studia trzeciego stopnia. Sprawa ma swój początek w 2018 r. Wówczas uczelniana komisja rekrutacyjna orzekła o nieprzyjęciu kandydatki na studia doktoranckie i wskazała, że w postępowaniu kwalifikacyjnym uzyskała ona zaledwie 6,59 pkt, na które składały się: 3,59 pkt ze średniej ocen z ukończonych studiów oraz 3 pkt z rozmowy kwalifikacyjnej (na 50 pkt możliwych do zdobycia). Komisja wskazała również, że na studia doktoranckie na wydziale mogły zostać przyjęte osoby, które otrzymały co najmniej 10 pkt z rozmowy kwalifikacyjnej.

Kandydatka odwołała się od tej decyzji. W uzasadnieniu opisała swój temat rozprawy doktorskiej, która była przedmiotem rozmowy kwalifikacyjnej. Zastrzegła przy tym, że temat jest szeroki i bardzo ciekawy, oraz że jest to w całości jej koncepcja autorska. Skarżąca nadmieniła ponadto, że prowadzi samodzielne badania w tym kierunku od ok. 10 lat.

Następnie wskazała, że decyzja komisji rekrutacyjnej jest dla niej „bardzo krzywdząca i niesprawiedliwa w każdym aspekcie oraz w wymiarze płaszczyzn i w zakresie, w którym została wydana”. Według kandydatki, podczas dyskusji z komisją była bardzo komunikatywna, a rozmowa rekrutacyjna z jej strony była treściwa i rzeczowa.

Dlatego nie zgadza się z oceną komisji, która przyznała jej 3 pkt z rozmowy kwalifikacyjnej, gdzie minimum to 10 pkt. W subiektywnej ocenie skarżącej powinna otrzymać 12 pkt.

W dalszej części odwołania skarżąca wskazała, że podczas rozmowy zostały jej zadane pytania, na które udzieliła wyczerpujących odpowiedzi. Zdziwiło ją „tak płytkie i powierzchowne zrozumienie zagadnienia przez renomowanych profesorów”. Według skarżącej komisja traktuje kandydatów, zbywając ich i nie szanując, ma swoje własne poglądy polityczne, którymi kieruje się w ocenie osób przyjmowanych na studia doktoranckie, a powinna być od nich wolna i nie przejawiać prywatnych chęci politycznych w rozmowach na uczelni.

Komisja rekrutacyjna po przeanalizowaniu treści odwołania nie dopatrzyła się podstaw do jego uwzględnienia. Zwróciła jednocześnie uwagę, że forma odwołania w jego kształcie stylistycznym, ortograficznym i interpunkcyjnym jednoznacznie dowodzi braku wystarczających kompetencji kandydatki do podjęcia studiów trzeciego stopnia.

Wskazała, że zgodnie z kartą oceny kandydatka otrzymała m.in. zero pkt za: znajomość języków obcych, ukończenie studiów kierunkowych, aktywność naukową. Za rozmowę kwalifikacyjną – 3 pkt, w tym po 1 pkt za komunikatywność, umiejętność argumentowania, temat projektu badawczego, a 0 pkt za poprawne posługiwanie się kategoriami naukowymi w obrębie wybranej dyscypliny czy umiejętność logicznego formułowania wypowiedzi.

Po analizie dokumentacji również rektor nie dopatrzył się nieprawidłowości podczas rozmowy kwalifikacyjnej ani też znamion dyskryminacji, co zarzuciła komisji kandydatka. Podkreślił, że podstawą odwołania może być jedynie wskazanie naruszenia warunków i trybu rekrutacji na studia. A tych wymogów nie spełnia analizowane odwołanie.

Sprawa trafiła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. Ten podtrzymał decyzję o nieprzyjęciu kandydatki na studia. W ocenie sądu zaskarżona decyzja nie narusza przepisów prawa i zawiera trafny wniosek, że uzyskana przez skarżącą ostateczna liczba punktów po prawidłowo przeprowadzonym postępowaniu rekrutacyjnym nie uprawniała jej do podjęcia studiów trzeciego stopnia.

– Skarżąca nie przedstawiła również żadnych dowodów na brak bezstronności członków komisji rekrutacyjnej, a co za tym idzie, jej zarzuty w tym zakresie nie znalazły potwierdzenia w zgromadzonym w sprawie materiale dowodowym. Podkreślenia wymaga również to, że subiektywne odczucia skarżącej z przebiegu postępowania rekrutacyjnego nie mogą w żadnym wypadku zastępować wiarygodnych dowodów w sprawie – zaznaczył sąd. Od tego wyroku kandydatka wniosła skargę do NSA, ten jednak ją oddalił. ©℗