Uczestnikami PPK, czyli pracowniczych planów kapitałowych, jest ok. 2,5 mln Polaków, którzy postanowili – m.in. za radą rządzących - dodatkowo oszczędzać na emeryturę. Teraz przekonują się, że – podobnie jak dawniej klienci otwartych funduszy emerytalnych – i oni są pogardzanymi prostymi dawcami kapitału (PDK). To jest bardzo zła wiadomość. Ale jest jeszcze gorsza: w odróżnieniu od OFE, ich inwestycjami na starość miała rządzić wyłącznie ekonomia. A okazuje się, że – jak zawsze - wygrywa z nią polityka.
Zacznijmy od wyjaśnienia, kim są PDK. Otóż w teorii rynek kapitałowy to miejsce, w którym reguły gry są jasne i uczciwe oraz przestrzegane przez wszystkich – o co dbają uczestnicy obrotu, nadzór finansowy i państwo. A jeśli ktoś je łamie, szybko ponosi konsekwencje. W praktyce wygląda to inaczej. Jest wielu takich, którzy słabości prawa i wielkie kłopoty z jego egzekucją próbują (często skutecznie) wykorzystywać dla własnych zysków. Kosztem innych. Historia giełdy to również historia takich przypadków. Niektóre udało się napiętnować, zdecydowanie rzadziej - ukarać, a inne nie. Mimo to rynek i giełda są potrzebne i bardzo pożyteczne. Wspierają przedsiębiorczość. Pozwalają sprawnie alokować kapitał i rozwijać gospodarkę. A solą „tej ziemi” są ci, którzy zamieniają własne oszczędności na inwestycje przedsiębiorstw. Najgorzej się dzieje, kiedy to oni są oszukiwani i okradani. A tak, niestety, jest najczęściej.

Dlatego moi koledzy w pierwszych latach funkcjonowania warszawskiej giełdy ukuli wyrażenie: prosty dawca kapitału (PDK). To ktoś, komu mówi się, jak wspaniałą rzeczą jest rynek i kogo jednocześnie zapewnia się, że giełda oznacza m.in. przejrzystość, zweryfikowane, sprawdzone dane i dokumenty oraz równy dostęp do informacji. No i potencjalne zyski. A kiedy już po namowach zdecyduje się zainwestować pieniądze, kupując akcje lub obligacje, robi się go …w konia. Wiem, to brzydki kolokwializm, który zgrzyta w merytorycznej rozmowie – ale oddaje istotę rzeczy. Prosty dawca kapitału ma wyłożyć pieniądze, a potem bezradnie patrzeć, co się z nimi dzieje. Powinien milczeć, nawet jeśli widzi, że jego oszczędności topnieją i przepadają w niejasnych okolicznościach. Zresztą nawet jeśli spróbuje mówić lub krzyczeć, nikt nie będzie go słuchał. Zostanie zlekceważony.