Zwiększa się liczba uczniów w szkołach zawodowych i technicznych. Przy współpracy z dużymi firmami może przynieść to korzyści wszystkim zainteresowanym, bo młodzi ludzie mają ułatwiony zawodowy start, a pracodawca pozyskuje wykwalifikowanych pracowników i ma wpływ na ich przygotowanie.
– Mamy w szkołach zawodowych i technicznych liczbę młodzieży porównywalną do krajów takich jak Niemcy czy Szwajcaria. Jednak przy najniższym od lat bezrobociu w Polsce, jeszcze niedawno mieliśmy najwyższe wskaźniki bezrobocia wśród absolwentów szkół zasadniczych. Sięgały one 30–40 proc. – wskazała Marzena Machałek, sekretarz stanu w Ministerstwie Edukacji i Nauki. Jej zdaniem ta trudna sytuacja zmieniła się dzięki wdrożeniu reformy kształcenia zawodowego dwa lata temu. Dziś widać efekty. – Postawiliśmy na jakość, skuteczność i trafność edukacji zawodowej. Powszechnie pokutujący stereotyp, że zawodówki są szkołami gorszego wyboru odszedł w zapomnienie. Pokazaliśmy, że na posiadaniu konkretnych kwalifikacji w zawodzie można zbudować prestiż społeczny i finansowy – tłumaczyła. Potwierdzają to także ministerialne statystyki. – Mimo pandemii po raz pierwszy od 15 lat obserwujemy pozytywny trend. Prawie 57 proc. absolwentów szkół podstawowych idzie do techników i zawodówek dlatego, że widzą dla siebie szanse – wskazała wiceminister.
Spółka KGHM Polska Miedź, zatrudniająca ponad 30 tys. osób, od lat partycypuje w tworzeniu programów dydaktycznych, a potencjalnych pracowników pozyskuje już w szkołach. – We współpracy z MEiN uruchamiamy szkoły patronackie po to, żeby mieć kadrę wykwalifikowanych pracowników, którzy widzą dla siebie szanse rozwoju. Chcemy pokazać im drogę zawodową. To najlepsza inwestycja w przyszłość – mówił Marcin Chludziński, prezes zarządu KGHM.
W miedziowym koncernie szkolenie pełnoprawnego pracownika trwa nawet trzy lata. Głównie ze względu na ścisłe procedury bezpieczeństwa i kształtowanie odpowiednich nawyków w pracy. – Zatrudniamy w większości specjalistów z bardzo konkretnym przygotowaniem technicznym: elektryków, ślusarzy, monterów instalacji elektrycznych czy konserwatorów maszyn hutniczych. Ich dobre przygotowanie do pracy jeszcze na etapie edukacji bardzo ułatwia późniejszą adaptację w firmie – mówi Marcin Chludziński.
Na tym – według prezesa KGHM – zalety partycypacji firm w procesie kształcenia się nie kończą. – Możliwość nauki w ramach praktyk niesie bezcenne korzyści także dla uczniów. W ramach praktyk w KGHM zdobywają oni doświadczenie, uczą się zawodu w praktyce, obserwują jak pracujemy. To sprawia, że widzą dla siebie realną ścieżkę kariery w naszych strukturach – wskazał.
Opinię Chludzińskiego podzieliła Marta Florczak z Lidl Polska. – Współpraca biznesu ze szkołami pozwala na utrzymywanie partnerskich relacji i osiągnięcie korzyści dla obu stron. Uczniowie mogą pokierować swoim rozwojem, a pracodawcy mają wykwalifikowanych pracowników – stwierdziła. – Prowadzimy szeroko zakrojoną współpracę ze szkołami technicznymi, doradzamy w wyborze ścieżki kariery, mamy klasy patronackie i widzimy, że przynosi to wymierne korzyści. Kształcimy w zawodach technik-sprzedawca i technik-logistyk. Dzięki temu zachowujemy ciągłość zatrudnienia, a uczniowie mają dobry start zawodowy – tłumaczyła Marta Florczak.
Menedżerka Lidl Polska podkreśliła także, że wizerunek pracodawcy musi opierać się przede wszystkim na wiarygodności, która jest kluczowa. – Robimy to, co mówimy. To nasz klucz do sukcesu. W swoich działaniach staramy się promować umowy zapewniające bezpieczną przyszłość w niepewnych czasach, unikamy nierówności w płacach ze względu na płeć, a nasze wynagrodzenia są w pełni transparentne – wyliczała.
Marcin Chludziński dodał, że pracownicy chcą identyfikować się z firmą tylko wtedy, gdy przedsiębiorstwo opiera swoją filozofię i działania CSR na prawdziwych wartościach oraz tym, co się w firmie rzeczywiście dzieje.
Strategiczne i konsekwentne budowanie marki pracodawcy staje się koniecznością również ze względu na wydłużającą się lista wymagań wobec potencjalnego pracodawcy. Zdaniem Marzeny Machałek to cecha pokoleń, które wkraczają obecnie na rynek pracy. – Młodzi ludzie mają w sobie więcej odwagi i nie boją się zmian. Proces dobrowolnych odejść już się w Polsce rozpoczął. Kiedyś pracy raczej się nie zmieniało. Przy dzisiejszej dynamice pozostawanie w jednym miejscu bez względu na okoliczności to już przeżytek – oceniła.
Jednym z dużych wyzwań dla biznesu jest również upowszechniony przez pandemię trend pracy zdalnej, która wśród młodych pracowników często staje się oczywistością. – 95 proc. informatyków nie wyobraża sobie innego trybu pracy niż praca zdalna – mówił Rafał Mrówka ze Szkoły Głównej Handlowej. – Z naszych badań wynika, że 90 proc. pracowników życzyłoby sobie, żeby ich praca była elastyczna. Młodzi ludzie chcą pracować z każdego miejsca i jeśli nie dostaną takich warunków, po prostu zaczną szukać nowej pracy – dodał Artur Miernik, partner EY Polska.
bach
foto: materiały prasowe
foto: materiały prasowe