W połowie roku zakończył się ostatni etap wdrażania pracowniczych planów kapitałowych (PPK). Partycypacji na poziomie 30 proc. nie można chyba nazwać sukcesem?
Mając na względzie sytuację pandemiczną, kolejne lockdowny i brak zaufania społecznego do systemowego oszczędzania, ten wynik nie jest zły. Choć sukcesem bym go nie nazwał. Powiedziałbym raczej, że to poprawny rezultat. Zwracam uwagę, że do tej pory nie mieliśmy sukcesów w oszczędzaniu systemowym. Od wejścia w życie pracowniczych programów emerytalnych (PPE) 20 lat temu program założyło nieco ponad 2 tys. firm. To nie jest dużo. W ubiegłym roku około 1,5 mln osób wchodziło w drugi próg podatkowy. Tymczasem choć wpłaty na IKZE można odliczyć od podstawy opodatkowania, liczba systematycznie korzystających z tej formy oszczędzania oscyluje w granicach 200 tys. Te programy nie są niekorzystne dla uczestników ani państwowe, a jednak się nie przyjęły na masową skalę. Na tym tle PPK wygląda naprawdę dobrze. Po półtora roku funkcjonowania programu, z pandemią, która zamroziła wiele dziedzin życia, oszczędza w nim ponad 2 mln osób.