Kierunki zamawiane po 3 latach: 148 absolwentów za 53 mln zł

autor: Beata Lisowska12.10.2011, 03:00; Aktualizacja: 12.10.2011, 08:53

Pilotażowy program kierunków zamawianych, czyli tych najbardziej potrzebnych polskiej gospodarce, kończy się fiaskiem. Rozpoczęte trzy lata temu studia dotowane przez UE ukończyła zaledwie co piąta osoba. Pierwsi absolwenci kierunków zamawianych weszli na rynek pracy. Rezultaty pilotażu, na który resort nauki wydał 53 mln zł, są zatrważające. Dotowane przez UE studia licencjackie rozpoczęło w 2008 roku 714 osób, a do lipca ukończyło je 148.

wróć do artykułu

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję
Redakcja gazetaprawna.pl
Źródło:Dziennik Gazeta Prawna
Polub Gazetaprawna.pl

Polecane

Komentarze (22)

  • absolwent starych komunistycznych szkół(2011-10-12 05:27) Zgłoś naruszenie 00

    O to efekt niekończacej sie reformy w edukacji. Najgorzej jak biorą się za nią "specjaliści" podobni do minister Hall. Poprostu chaos, chaos i chaos !!!.
    Według tych "reformatorów" rodzice to ignoranci, ich postulatów nikt nie chce słuchać !

    Odpowiedz
  • Inż.elektron.(2011-10-12 07:09) Zgłoś naruszenie 00

    Po zamawianych studiach inżynierskich też niema pracy.

    Odpowiedz
  • sceptyk(2011-10-12 08:43) Zgłoś naruszenie 00

    pomysl z kierunkami zamawianmy jest bardzo dobry, gorzej z jego wykonaniem, jednak przyczyna takiego stanu rzeczy nie lezy po stronie uczelni ale w duzej mierze po stronie szkol srednich i gimnazjum. To tam wlasnie jest bardzo niski poziom nauczania bo nauczyciele sa jacy, sa, czyli slabi. Na studiach nie nadrobi sie wielu lat nauki, przynajmniej nie odrazu.

    Sukcesem tego pomyslu kierunkow zamawianych jest fakt ze politechniki ciesza sie wiekszym zainteresowaniem, pytani tylko czy jest to efekt samemgo programu czy wiekszej swidomosci mlodych ludzi ktorzy widza ze po humanistycznych studiach to mozna w macdonaldzi pracowac albo na kasie w tesco.

    Oczywiscie nie jest to zasluga zadnego ministra, tylko mlodziezy.

    pozdrawiam

    Odpowiedz
  • malgorzata.academicus(2011-10-12 11:27) Zgłoś naruszenie 00

    Bardzo pozytywnym rezultatem kierunkow zamawianych jest wzrost osob studiujacych kierunki techniczne.

    Czesci uczelni udalo sie tez w ramach tych kierunkow zapewne rozsadnie poprawic warunki studiowania (baze - srodki trwale). Jednak przypuszczalnie w wielu przypadkach byl to najzwyklejszy "skok na kase" ze strony kadry akademickiej i tez studentow pobierajacych stypendia.

    Dla niezorientowanych w temacie. 45 minut zajec na kierunku zamawianym to c.a 200 zl na wiekszosci uczelni. W przypadku jezyka obcego stawki mogly byc prawdopodobnie jeszcze wyzsze. Dodatkowo zajecia byly realizowane i oplacane w ramach NADGODZIN, na ktore kadra tak bardzo narzeka, ze nie pozwalaja na prace naukowa i w oparciu o ta sama kadre.
    Podana w artykule statystyke warto uzupelnic o nastepujace pozycje:
    1. Ile srodkow przeznaczono na wynagrodzenie kadry.
    2. Ilu na stypendia studenckie i ilu wsrod nich ukonczylo studia.
    3. Ilu absolwentow ma prace zgodna z kierunkiem wyksztalcenia.
    4. Jaka kwota pozostala w srodkach trwalych z bazy dydaktycznej.

    Kto jest winny i czy w ogole bylo mozliwe lepsze wykorzystanie tych pieniedzy? Odpowiedz dla mnie jest oczywista. Winne sa poprzednie rzady, ktorte nie zreformowaly wczesniej polskich uczedlni i nie przygotowaly ich na wlasciwa absorbcje i wykorzystanie funduszy strukturalnych. W wielu nuczelniach zarzadzanych przez rady pracownicze fundusze rzeczywsicie istotnie "powiekszyly kapital" !!! Tyle, ze nei ludzki, ale indywidualny pracowniczy i studencki.

    Stawiam teze, ze przez brak duzo wczesniejszych reform strukturalnych (AWS, SLD, PiS) europejskie fundusze strukturalne zamiast zwiekszyc kapital ludzki niestety mogly znaczaco sie przyczynic do deprawacji polskiego srodowiska akademickiego. Wystarczy przesledzic "wyplaty do kieszeni" z wielu grantow i porownac z osiagnietymi "wynikami" :-(

    Odpowiedz
  • ALA(2011-10-12 12:17) Zgłoś naruszenie 00

    Absolwent nr 1 masz w zupełności rację. Nieprzemyślane, złe reformy niszczą nasze szkoły i naszą młodzież. Gimnazja to jest tragedia, z moich obserwacji wynika, że nie jest to wcale wina nauczycieli. Młodzież nie chce się uczyć i już, a przecież wokoło słyszą, że mają do tego prawo więc z tego prawa korzystają. A skąd to poparcie młodzieży dla Palikota. "Róbta co chceta".

    Odpowiedz
  • malgorzata.academicus(2011-10-12 12:30) Zgłoś naruszenie 00

    Podrazmy jeszcze temat kadry w kontekscie kierunkow zamawianych.
    W wywiadzie Jolanty Ojczyk z (10 X br., Rzeczpospolita, Prawo) prof Woznicki, bprzew. Fundacji Rektorow Polskich na stwierdzenie dziennikarki:
    "Dotychczas program studiów często uzależniano od kadry, a nie oczekiwań gospodarki."
    komentuje nastepujaco:
    "Rzeczywiście, zdarzały się programy studiów dopasowane bardziej do kadry niż do potrzeb świata zewnętrznego. Częściowo było to zrozumiałe. Co z tego, że do programu zostaną wpisane przedmioty, na których studenci mają zdobyć aktualną i praktyczną wiedzę, jeżeli nie będzie miał kto jej przekazywać. Aby móc prowadzić określony kierunek, trzeba spełnić wymagania kadrowe."

    To co jest niedpopowiedziane w powyzszym to niezatrudnianie nowej kadry akademickiej nie z chowu wsobnego pod dowolnym pretekstem - glowny to brak etatow.
    Fundusze strukturalne byly na powiekszenie kapitalu ludzkiego, w tym ja to rozumiem jako wlasnie uzupelnienie MERYTORYCZNYCH brakow kadrowych, o ktorych wspomina prof. Woznicki.

    Pytanie jest wiec proste:
    Ile osob zatrudniono na polskich uczelniach w ramach funduszy strukturalnych? I nie chodzi mi tutaj o godziny zlecone na zewnatrz, tylko o trwale UZUPELNIENIE brakujacego kapitalu ludzkiego?

    Odpowiedz
  • xxl(2011-10-12 13:14) Zgłoś naruszenie 00

    Jest źle.Młodzież (na ogół) reprezentuje niski poziom wiedzy,unika tzw. trudnych kierunków, a jak już ukończy to też z tego niewiele wynika,
    Mówię o kierunkach politechnicznych, które powinny owocować wdrożeniami nowych technologii w przemyśle.
    Polska młodzież woli "atrakcyjne" kierunki jak politologia, prawo, bankowość.
    W Polsce nie spotykamy rodzimych technologii które liczyłyby się na świecie- jesteśmy tylko odtwórcami im producentami.
    Polska jest technologicznie na poziomie Syrenki 105 lux.

    Odpowiedz
  • malgorzata.academicus(2011-10-12 14:15) Zgłoś naruszenie 00

    Dajcie spokoj polskiej mlodziezy. Wielu z nich to wspaniali mlodzi ludzie tylko stlamszeni m.in. przez polskich akademikow. I nie zapominajmy, ze polscy nauczyciele to wlasnie wychowankowie polskich uczelni, gdzie wszelka niezaleznosc myslenia i krytycyzm tepi sie bardzo czesto w samym zarobku...

    A wczesniejsza edukacja? Zamiast negowac z gruntu sluszna (w mojej skromnej opinii) idee skrocenia szkoly podstawowej i wprowadzenia gimnazjow, lepiej zajmijcie sie likwidacja Karty Nauczyciela i mianowania profesorow zwyczajnych oraz oceniania ich co 4 lata, a nie raz na dwa jak pozostawila pod wplywem lobby nowelizacja ustawy PSW.

    Odpowiedz
  • xxl(2011-10-12 14:55) Zgłoś naruszenie 00

    Młodzież jest wspaniała to fakt. Tylko leniwa intelektualnie a nawet mało zdolna.
    Studiuje bo taka jest moda, bo rodzice zmusili etc.
    z 23 absolwentów politechnik z którymi miałem do czynienia tylko 4-5 miało predyspozycje do pracy w zawodzie i wykazywało jakieś zainteresowanie praca. reszta to przypadkowi ludzie którzy powiększą armię frustratów.Mówię o kierunkach (politechnicznych) które w jakiś sposób wpływają na tzw. PKB (per capita) lubimy jak PKB jest duży no nie ?
    Nie mam na myśli setek tysięcy sfrustrowanych socjologów , politologów , filologów języka serbochorwackiego i innych egzotycznych kierunków których mamy w nadmiarze i na dodatek nie przysparzają naszego ulubionego PKB.

    Odpowiedz
  • aaa(2011-10-12 15:56) Zgłoś naruszenie 00

    Powiem tak po studiach technicznych nie ma już roboty (politechnice) RYNEK JEST JUZ BARDZO NASYCONY. Niewiem kto młodym ludziom wciska ten kit że po tym jest robota. Sam ukończyłem studja techniczne i jest bardzo ciężko, np. znajomi po wydziale Chemi kończą dodatkowo studia związane z bankowością i pracują w bankach. Sam żałuje że nie poszedłem na bardziej ''lightowe'' studia i pewnie bym szybciej znalazł po tym prace, np. po bankowości tego jest MULTUM np.: banków i itp. instytucji. Za dużo osób kończy politechniki. W takim razie jak ktoś się wybiera na POLIBUDE to powodzenia w poradzeniu sobie na niej a poźniej w znalezieniu pracy. I nie uważam się za osobę z armi flustratów bo przykładałem się w trakcie studiów, trzeba i cały czas szukam już kilka misięcy ciągle chodzę po rozmowach i albo kogoś biorą z doświadczeniem kto pracuje na trzech etatach i tu idzie na umowe zlecenie albo swojego ZIOMKA ;) głównie w firmach finansowanych z samorządów. POZDRAWIAM ;) Jedynie studia zaoczne i robić doświadczenie w międzyczanie to najlepsze rozwiązanie.

    Odpowiedz
  • xxl(2011-10-12 16:59) Zgłoś naruszenie 00

    do AAA- nie wiem jaki kierunek skończyłeś i gdzie mieszkasz. nieraz trzeba zmienić miejsce zamieszkania, zakasać rękawy i samemu coś produkować.Jeśli skończyłeś chemię zacznij na przykład od prostej produkcji np.zniczy lub przerobu surowców wtórnych, wielu ludzi tak zaczynało .
    Praca fizyczna naprawdę nie hańbi.
    ja spotkałem faceta z 2 fakultetami który założył 2-osobową firmę i sam spawał rurociągi.
    Oczywiście nie wszyscy są do tego zdolni jest sporo osób które tylko mogą być pracownikami. Ci mają ciężko- głównie z powodu braku doświadczenia.
    Życzę Ci powodzenia

    Odpowiedz
  • amur64(2011-10-12 19:02) Zgłoś naruszenie 10

    na studiach inżynierskich w 1963 roku miałem 45 godz. zajęć tygodniowo , a co poza tym musiałem wchłonąć, przede wszystkim z matematyki nikt mi nie liczył. Na drugim fakultecie mógłbym podjąć studia, których nikt nie zabraniał, gdybym nie spał. Do tego przydałyby się narkotyki, których ten przeklęty system nie tolerował ( n.b największe pretensje mam do komuny i kościoła o burdele, które teraz działają i mnie na nie stać ale nie stoi. Wtedy nie miałem takich możliwości finansowych a stał. A propos w tym czasie kolega miał na uniwersytecie toruńskim na wydziale prawa 16 godz. zajęć tygodniowo, co doskonale widać dzisiaj.

    Odpowiedz
  • xxl(2011-10-12 21:42) Zgłoś naruszenie 10

    Amur na co Cię nie stać ? i co Ci stoi ? W jakim szpitalu aktualnie przebywasz ?
    Może Ci przysłać trochę narkotyków ?

    Odpowiedz
  • SIWAK(2011-10-13 10:42) Zgłoś naruszenie 10

    Moim zdaniem osoby ktore nie skonczyly w terminie z dyplomem kierunku zamawianego powinny oddac zainwestowane w nich pieniadze...

    Odpowiedz
  • prof.dr hab. Józef Beton(2011-10-13 12:23) Zgłoś naruszenie 01

    Wypowiadający się tu xenofobowie i nacjonaliści nie znają mojego nauczania z zakresu liturgii systemu nauki w Polsce i wiedzą że nasz wspaniały systemu nauki ( pomimo rozlicznych reform) jest nadal oparty na niewzruszonych podwalinach którymi są: habilitacja, zatrudnieniowa polityka prorodzinna, rodzinne dziedziczenie katedr, wielo-etatowość samodzielnych pracowników nauki oraz zdolność sprawowania stanowisk kierowniczych przez samodzielnych pracowników nauki do momentu dobrowolnego położenia się na katafalk oraz transparentne przyznawanie grantów. A najważniejsza jest habilitacja bo ona spaja system. A zgodnie z moim nauczaniem szkoły wyższe , są nie po to by zaspokajać rynek potrzeb edukacyjnych studenta na wiedzę, lecz rynek pracy osób posiadających stopień doktora habil. nauki w Polsce. Stąd kwiat habilitacyjny, olewa to studenckie bydło które tylko przeszkadza swoją obecnością na uczelniach rzeszom naszych Noblistów w ich rozwoju i to czy kierunki zamawiane będą lub to Mu zwisa. Kwiat wie ,że nawet na uczelni nie będzie ani jednego studenta lub ani jednego asystenta to i tak Kwiat będzie opłacany . Bo to ten kwiat gwarantuje MINIMUM KADROWE

    Odpowiedz
  • monika(2011-10-13 14:56) Zgłoś naruszenie 00

    aaa nie mogę się z Tobą zgodzić. Studiuje energetykę na politechnice, aktualnie zaczęłam semestr dyplomowy i nie narzekam na brak ofert, a nie mam przecież jeszcze dyplomu. I pracuje tak większość osób, które znam z różnych kierunków. Bo w szukaniu pracy nie chodzi tylko o wykształcenie, ale o samego człowieka. Jeśli nie pracowałeś ani razu przez 5 lat, to jak ma na Ciebie patrzeć pracodawca ? Jak na nieogarniętego życiowo lenia. I nie mówię tu tylko o pracy w branży ale o jakiejkolwiek ( sklep itp).
    A kierunki zamawiane czasem są tak beznadziejnym kierunkiem studiów, że wcale się nie dziwie, że większość ich nie kończy. Nie mam na myśli wszystkich, ale poszczególnych typu ochrona środowiska w j. angielskim. Jakie są perspektywy po takich studiach w Polsce? Każdy dochodzi do wniosku, że lepiej się przepisać na inny kierunek niż korzystać z tego 1000 zł, bo więcej zyska w przyszłej pracy po konkretnym kierunku niż otrzymując stypendium na zamawianym. Ale zdarzają się też głąby bez znajmości matematyki, tak jak napisali w artykule.

    Odpowiedz
  • Pozdrawia mgr inż.(2011-10-13 19:09) Zgłoś naruszenie 00

    Nie ma co się dziwić, że studenci nie kończą kierunków zamawianych jeżeli do techników przyjmuje się osoby z ocenami dopuszczającymi. Kiedyś jak ktoś miał ocenę dopuszczającą szedł do zawodówki a potem jak się podciągnął to mógł iść do technikum. Połowa uczniów w szkole i późniejszych absolwentów to pokolenie roszczeniowe (stracone) bo im się należy albo na nauczyciela można złożyć skargę czysty obłęd. Uważają, że im się matura albo egzamin zawodowy należy ponieważ robią łaskę, że wogóle chodzą do szkoły. Potem idzie taka osoba na studia i brutalna rzeczywistość pokazuje, że taki uczeń nic nie umie a jego ego zostaje zdeptane. Miałem stypendium naukowe za wyniki w nauce, kolegów mających również inne stypendia socjalne w tym i za wyniki w nauce. Na kierunkach zamawianych 1000 zł stypendium co miesiąc to dobry pieniądz dla studenta ale zamiast uczyć się to daleko od rodziców i baluje się do białego rana co dzień. Mili czytelnicy mojego postu rośnie nam pokolenie stracone mające na myśli, że wszystko im się należy. Podzielam post "moniki" trzeba się uczyć nie obijać się takie czasy ten kto jest najlepszy zbija śmietankę a lenie będący na studiach (zdali dyplom przez przypadek) są na bezrobociu.

    Odpowiedz
  • buparty(2011-10-15 22:32) Zgłoś naruszenie 00

    Co do poziomu umiejętności i wiedzy części absolwentów szkół średnich, - taki stan wynika z wielu narzuconych szkołom ponadgimnazjalnych ministerialnych ,,przykazań'', oraz innych procesów. Nowa demokracja postanowiła wykazać się większą ilością ,,wykształconych" od poprzedniego systemu. Kiedyś do szkół maturalnych przyjmowano ok. 1/3 najzdolniejszych absolwentów podstawówek przesiewając ich w czasie egzaminów wstępnych. Do szkoły do której ,,startowałem'' było 5-7 kandydatów na jedno miejsce. Kto się nie załapał szukał miejsca w szkole zasadniczej zawodowej lub o ile były miejsca do szkoły o niższej renomie. Dziś szkól zasadniczych prawie nie ma a nawet jeżeli są rodzice upychają swojego ,,ćwoka'' w szkole maturalnej. Przy obecnym niżu szkoły upychają ławki klasowe czym się tylko da i cieszą się z udanej rekrutacji. Ciekaw jestem jaki nauczyciel dawniej oceniłby pozytywnie pracę z egzaminu wstępnego której nie sposób odczytać bo pisana była przez dyslektyka lub dysgafa. Obecnie jest nakaz ulgowego traktowania takich specjalistów. Same uczelnie też udają że kształcą fachowców skoro nie prowadzą wstępnej selekcji kandydatów i przyjmują pólanalfabetów. Do szkół maturalnych trafiają oni po egzaminach gimnazjalnych, a na uczelnię po niby maturach. Poziom wymagań w szkole musiał zostać obniżony ( ze stratą dla uczniów zdolnych ) bo po pólroczu lub pierwszej klasię znaczna część uczniów nie uzyskałaby promocji do klasy następnej. Systemowo złamano prawo natury że nie każdy rodzi się piękny i zdolny. Marny system to i marne efekty. Jak myślicie - czym było wycofanie swego czasu w ramach reformy systemu oświaty obowiązkowej matury z matematyki - motywacją do uczenia się czy do bagatelizowania tego przedmiotu? A z drugiej strony to po co kształcić specjalistów politechnicznych skoro w Polsce brak rodzimego przemysłu, a u obcego właściciela Polak ma wykonywać podrzędne prace ( np. sprzedawać w sklepie lub hurtowni , sprzątać) a nie myśleć. Jedynie ekonoiści są potrzebni aby w ramach biurokratycznej machiny wyłapywać wszelkie zobowiązania płatnicze obywateli.

    Odpowiedz
  • Do 15(2011-10-16 22:24) Zgłoś naruszenie 00

    Pięknie ujęty temat. Plus przyjmowanie bylekogo na kierunki zamawiane. Klapa zupełna ale optymizm urzędników w typowo unijnym stylu.

    Odpowiedz
  • krl(2011-10-20 08:53) Zgłoś naruszenie 01

    Główna teza artykułu (fiasko programu studiów zamawianych) jest słuszna, jednak uzasadnienie niezupełnie. Akurat to dobrze, że po zakończeniu programu pilotażowego (3 lata) studia te w terminie skończyło tylko 20% studentów. Bo poprzez to jest większa szansa, że oni cos jednak umieją, czegoś się nauczyli. Kolejna grupa spośród nich może skończyć te studia z opóźnieniem.
    Natomiast sytuacja, gdzie studia ścisłe lub techniczne kończy w terminie 80% studentów, którzy je zaczynali, rodzi podejrzenia, że ci studenci byli przepiszczani na egzaminach i maja luki w wykształceniu.
    Niestety, program studiów zamawianych "zachęcał" uczelnie do takiego właśnie pzrepuszczania studentów. Jeszcze nie w pilotażu. W kolejnych edycjach konkursu wprowadzono jednak do warunków konkursu i umów odopwiednie zapisy, wg których uczelnia może być ukarana finansowo, jeśli nie "wyprodukuje" odpowiedniej liczby absolwentów. Efektem będą niedoksztalceni inżynierowie.
    Cały program studiów zamawianych był pomyślany idiotycznie i realizowany niekompetentnie (na etapie konkursu i na etapie realizacji samego programu).
    Małgorzata Academicus stara się zrzucić tu odpowiedzialnośc na "poprzednie rządy". To śmieszne. Tak samo w PRL starani się obwiniać sanację. Cala "chwala" za wdrozenie i realizacje programu spada na pania minister Kudrycka.
    Główne wady programu:

    1. Brak prawdziwie merytorycznej oceny wniosków w konkursie na studia zamawiane. Z jednej strony warunki sporządzania wniosku na konkurs uniemożliwiają pełne przedstawienie oferty, z drugiej strony asesorzy (tj. recenzenci) sa niekompetentni. Spośród blisko 100 asesorów tylko kilku ma wykształcenie ścisłe.
    2. Chaos i niekompetencja urzędników obsługujących konkurs i realizację projektów w Ministerstwie. W szczególności, zmieniające sie co tydzien interpretacje niejasnych przepisów.
    3. W związku z punktem 1. przypadkowość w przydzielaniu finansowania projektów. Pieniądze dostają uczelnie przypadkowe, często słabe. Te słabe odciągają wtedy dobrych kandydatów z tych mocnych, poprzez lep stypendium 1000 zł. W ten sposób zdolni kandydaci tracą szansę na naprawdę dobre wykształcenie.
    4. Zbyt "menedżerskie" podejście do procesu kształcenia w zasadach programu. Kształcenie studentów to nie produkcja guzików, którą można zaplanować tak by osiągnąć ściśle z góry zamierzone efekty. W szczególności na poważnych studiach większość studentów kończy je z poślizgiem. Wtedy zgodnie z zasadami programu uważa się, że w ich przypadku program nie zakończył się sukcesem. Zasady programu zachecaja wiec uczelnie do obnizania jakosci ksztalcenia i przepuszczania niedouczonych studentow, by wykonac plan liczby absolwentow (co i tak im nie wychodzi).
    5. Studenci - uczestnicy programu widza to. To sprzyja ich demoralizacji.
    6. Fasadowość całego programu. On sie dobrze sprzedaje w okienku telewizyjnym, w praktyce jest dużo gorzej. Z uwagi na brak poglebionej oceny merytorycznej finansowane sa czesto projekty, gdzie na absolwentow nie ma prawdziwego zapotrzebowania na rynku pracy.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane