Problemy uczelni

Rektorzy tłumaczą, że trudno im sprostać nakładanym na nie obowiązkom.

– Nasza uczelnia umożliwia dostęp do budynków osobom niepełnosprawnym ruchowo, ale kłopoty innych szkół, nawet państwowych, biorą się po prostu z tego, że niektóre wydziały mieszczą się w zabytkowych budynkach, w których trudno jest zamontować windę – mówi prof. Jerzy Malec, rektor Krakowskiej Akademii Andrzeja Frycza Modrzewskiego.

Problem nie leży jedynie w niedostosowaniu infrastruktury. Chodzi także o zapewnienie studentom dostępu do książek brajlowskich czy audiobooków oraz przystosowanie wykładów czy formy egzaminów do potrzeb wynikających ze stanu zdrowia.

W tym wypadku uczelnie tłumaczą się brakiem środków.

– Ten argument nie jest wiarygodny. Uczelnie państwowe już teraz dostają pieniądze na dostosowanie procesu kształcenia dla potrzeb niepełnosprawnych – komentuje Anna Rutz.

Środki te można również pozyskać z Państwowego Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych czy programów unijnych. Z nowego obowiązku trudniej będzie się jednak wywiązać uczelniom niepublicznym.

– Przyzwyczailiśmy się do tego, że wszystkie koszty działalności i zmian w przepisach na razie musimy pokrywać z własnej kieszeni – mówi prof. Jerzy Malec.

Wkrótce jednak i te placówki będą mogły ubiegać się o ministerialne dotacje. Resort nauki nie będzie co prawda przekazywać uczelniom dodatkowych środków na dostosowanie uczelni do potrzeb niepełnosprawnych, ale wchodząca w życie 1 października reforma szkolnictwa wyższego zagwarantowała dostęp do tych pieniędzy również uczelniom niepublicznym.

Dobra wola to podstawa

Zdaniem niepełnosprawnych studentów sama zmiana przepisów nie rozwiąże ich problemów. Wynikają one często nie z braku środków na dostosowanie, ale ze złej woli wykładowców czy pracowników uczelni.

– Nadal niektórzy nauczyciele wprost uniemożliwiają niepełnosprawnym uczestnictwo w zajęciach. Tak je prowadzą, że udział w nich staje się dla osoby niepełnosprawnej po prostu niemożliwy – mówi Krzysztof Osóbka, przewodniczący Zrzeszenia Studentów Niepełnosprawnych UAM „Ad Astra” w Poznaniu.

Podaje przykład niepełnosprawnego, który został przyjęty na studia i dopiero na trzecim roku dowiedział się, ze dyplomu nie dostanie, bo nie spełnia kryteriów potrzebnych do wykonywania zawodu, w którym się kształcił. Podkreśla, że osoba ta fizycznie rzeczywiście nie mogłaby wykonywać takich obowiązków, ale nic nie stało na przeszkodzie, aby np. prowadziła badania czy pracę naukową w tym zakresie.

Takich przykładów jest znacznie więcej.

– Uczelnie nadal uzurpują sobie prawo do selekcjonowania kandydatów ze względu na niepełnosprawność. A do tego prawa nie mają – mówi Krzysztof Osóbka.