Z informacji uzyskanych przez „DGP” z agencji pracy tymczasowej wynika, że w tym roku mniej osób jest zainteresowanych podjęciem pracy sezonowej w Polsce. To efekt m.in. otwarcia niemieckiego rynku pracy.

– Mimo że statystyki tego jeszcze nie pokazują, to część pracowników sezonowych zamiast pracy w kraju wybrała Niemcy – mówi Artur Ragan z agencji doradztwa personalnego Work Express.

Chodzi przede wszystkim o pieniądze. Tam stawki są kilkakrotnie wyższe niż w Polsce. Pracując jako magazynier można zarobić 6 euro za godzinę. Natomiast, jak mówi Agnieszka Bulik, członek zarządu agencji zatrudnienia Randstad, w Polsce zarobki pracowników sezonowych są porównywalne do tych z ubiegłego roku. Na przykład magazynier zarobi 7,5 zł za godzinę. Natomiast przy zbieraniu owoców obowiązuje stawka 6,50 zł.

Zdaniem Artura Ragana wynika to z tego, że pracodawcy nie mają powodu, aby je podwyższać.

– Pracownik sezonowy jest zatrudniony na kilka tygodni, jeśli zrezygnuje, to z łatwością można go zastąpić – tłumaczy.

Tak jak w latach ubiegłych pracę w wakacje podejmują zwłaszcza osoby młode, szczególnie studenci. Oni już zimą szukają pracodawcy, np. w atrakcyjnym kurorcie, u którego mogliby podjąć zatrudnienie w okresie letnim.

– Stawki, które oferują pracodawcy, nie są na tyle wysokie, aby mogli uzbierać np. na utrzymanie na studiach – mówi Artur Ragan.

Przedstawiciele agencji pracy tymczasowej wskazują jednak, że wśród pracowników sezonowych jest coraz więcej osób starszych.

– Są to osoby po 40. roku życia – mówi Tomasz Szpikowski, prezes agencji zatrudnienia Work Service.

Od kilku lat odnotowywany jest też wzrost zainteresowania tą formą zatrudnienia wśród pracowników etatowych. Jeśli znajdą atrakcyjną ofertę np. za granicą, to w ramach urlopu wyjeżdżają do pracy w innym kraju UE. Na to decydują się zwłaszcza trzy grupy zawodowe: budowlańcy, pielęgniarki i nauczyciele.