W matematyce wleczemy się w europejskim ogonie. Polska musi zreformować kształcenie nauczycieli

autor: Artur Grabek30.06.2011, 03:00

Dziś poznamy wyniki matur. W tym roku licealiści po raz drugi musieli się zmierzyć z obowiązkową matematyką. Dobre wyniki byłyby zaskoczeniem. Próbny egzamin zaliczyło 64 proc. uczniów, rok wcześniej 76 proc. O zapaści w nauczaniu tego przedmiotu nie świadczą jedynie wyniki egzaminu dojrzałości, eksperci wskazują na elementarne błędy w kształceniu przyszłych nauczycieli matematyki.

wróć do artykułu

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję
Redakcja gazetaprawna.pl
Źródło:Dziennik Gazeta Prawna
Polub Gazetaprawna.pl

Polecane

Komentarze (30)

  • Igo(2011-12-14 01:23) Zgłoś naruszenie 00

    ** Wyniki nauczania tego przedmiotu świadczą o całym procesie kształcenia. Jest to język do opisywania wszystkich innych dziedzin nauki. ** W szkolach ucza miedzy innymi religii i oceny z tego przedmiotu sa przez niektorych powaznie traktowane. Czy aby matematyka a w szczegolnosci logika sa rzeczywiscie uzywane do opisywania religii? Owszem, moim zdaniem w szkolach powinno byc w ramach historii religioznawstwo, na ktorym religie bylyby traktowane jako objawy kultur roznych ludow. Przy tym nalezaloby rowniez te rozne religie porownywac oraz przedstawiac rowniez argumenty myslicieli niereligijnych oraz antyreligijnych. Wtedy logika i matematyka mialyby swoje miejsce. Miejsce nauczania religii jest w salach katechetycznych przy kosciolach i innych swiatyniach.

    Odpowiedz
  • Igo(2011-12-14 01:23) Zgłoś naruszenie 00

    ** Wyniki nauczania tego przedmiotu świadczą o całym procesie kształcenia. Jest to język do opisywania wszystkich innych dziedzin nauki. ** W szkolach ucza miedzy innymi religii i oceny z tego przedmiotu sa przez niektorych powaznie traktowane. Czy aby matematyka a w szczegolnosci logika sa rzeczywiscie uzywane do opisywania religii? Owszem, moim zdaniem w szkolach powinno byc w ramach historii religioznawstwo, na ktorym religie bylyby traktowane jako objawy kultur roznych ludow. Przy tym nalezaloby rowniez te rozne religie porownywac oraz przedstawiac rowniez argumenty myslicieli niereligijnych oraz antyreligijnych. Wtedy logika i matematyka mialyby swoje miejsce. Miejsce nauczania religii jest w salach katechetycznych przy kosciolach i innych swiatyniach.

    Odpowiedz
  • Igo(2011-12-14 01:23) Zgłoś naruszenie 00

    ** Wyniki nauczania tego przedmiotu świadczą o całym procesie kształcenia. Jest to język do opisywania wszystkich innych dziedzin nauki. ** W szkolach ucza miedzy innymi religii i oceny z tego przedmiotu sa przez niektorych powaznie traktowane. Czy aby matematyka a w szczegolnosci logika sa rzeczywiscie uzywane do opisywania religii? Owszem, moim zdaniem w szkolach powinno byc w ramach historii religioznawstwo, na ktorym religie bylyby traktowane jako objawy kultur roznych ludow. Przy tym nalezaloby rowniez te rozne religie porownywac oraz przedstawiac rowniez argumenty myslicieli niereligijnych oraz antyreligijnych. Wtedy logika i matematyka mialyby swoje miejsce. Miejsce nauczania religii jest w salach katechetycznych przy kosciolach i innych swiatyniach.

    Odpowiedz
  • Igo(2011-12-14 00:57) Zgłoś naruszenie 00

    ** 3: taka jest prawda z IP: 83.27.87.* (2011-06-30 07:58)

    Instytut Badań Edukacyjnych badając stan polskiej edukacji za zeszły rok sam robi błedy.
    IBE podał wiele mówiący przykład. Studenci matematyki zostali poproszeni o rozwiązanie zadania – obliczenie obwodu bryły. Z takim wyzwaniem mógłby zmierzyć się gimnazjalista...
    ..Nie jestem matematykiem, ale o ile pamietam bryły nie maja obwodu, ale pole powierzchni. Obwód to cecha figur płaskich...
    Więc "fachowcy" z IBE powinni sami sie douczyć **
    Owszem. Kazda bryle mozna dowolnie ciac plaszczyznami i kazde z takich plaskich przeciec moze miec obwod. Jako obwod bryly mozna przyjac najwiekszy z takich obwodow jej przeciec plaszczyznami. Gdyby byl klopot z istnieniem takiego maksimum to mozna to maksimum zastapic przez supremum, kazdy matematyk wie co to jest. Na przyklad obwodem kuli ziemskiej jest dlugosc rownika. Figury plaskie posiadaja objetosc, wynosi ona zero. W obu przypadkach obwodu bryly i objetosci figury plaskiej chodzi o miare zbioru. Problem jest opisany w Teorii Miary i kazdy dobry matematyk na tym sie zna.

    Odpowiedz
  • ścisłowiec(2011-07-28 20:21) Zgłoś naruszenie 00

    Trudno powiedzieć. Matematyka jest takim przedmiotem, którego należy się uczyć od szkoły podstawowej. Ominięcie podstawowej informacji (nawet jednej) spowoduje, że nie zrozumie się trudniejszych rzeczy w nowych szkołach/następnych klasach. Ja nie miałam nigdy problemów z matmą (łatwo mi wchodziły wzory)...ale miałam podobny problem z chemią po gimnazjum . Gim. skończyłam z celującym (6), a w I klasie LO nauczycielka radziła zmienić profil, bo sobie nie radzę. Może znany w liceach natłok wiedzy, kiedy po gimnazujm wychodzi się z niczym sprawił, że nie wszyscy ogarniają nowy materiał. Ale da się coś z tym zrobić. Trzy lata ciężkiej pracy (bez korków), ale z kilkoma zbiorami zadań i maturę rozszerzoną z chemii zdałam na ok. 90 % (przy czym tegoroczna matura była dużo trudniejsza niż dotychczasowe). Nic nie robiąc , żeby uzupełnić luki wiedzy nie poradzisz sobie. Powtórzy materiał i powodzenia.

    Odpowiedz
  • Popi(2011-07-17 20:10) Zgłoś naruszenie 00

    Wiedzialem ze to nie moja wina, ze tak slabo poszla mi matma. Pytanie czy z 40% na maturze poradze sobie na uczelni ekonomicznej? Mysle o studiach na WSB, na zarzadzaniu, i obawiam sie troche czy sobie poradze

    Odpowiedz
  • Lucky Man(2011-07-05 14:00) Zgłoś naruszenie 00

    Absolwent pp.tzw. pedagogice nie powinien nauczac matematyki, bo sie na niej nie zna i jej nie rozumie.

    Odpowiedz
  • Ricky(2011-07-05 13:57) Zgłoś naruszenie 00

    Tzw nauczycieli po tzw"pedagogice" nie powinno sie dopuszczac do zawodu nauczyciela matematyki.Oni matematyki nie umieją. To sa zazwyczaj "humaniści"To jest błąd sejmu, i błąd ministerstwa .Cierpia na tym później uczniowie.Do nauczania poczatkowego matematyki,zatrudniac nalezy co najmniej licencjata po kierunku matematyka.

    Odpowiedz
  • WW Sztum(2011-07-04 23:00) Zgłoś naruszenie 00

    Największym problemem są częste zmiany w programach nauczania. Na to nakłada się zmniejszenie liczby godzin dla matematyki (np w gimnazjum). Na to nakłada się brak motywacji do nauki wśród uczniów szczególnie na poziomie gimnazjalnym oraz coraz większe zbiurokratyzowanie oświaty. Władze są przekonane iż zmuszając nauczycieli do tworzenia programów naprawczych, opracowywania starystycznego wyników poszczególnych sprawdzianów czy przeprowadzania ewaluację poprawi się wyniki nauczania. Ciekawe kto się wreszcie zorientuje, że wszystkie tzw. reformy prowadzą tylko do pogarszania wyników (co widać z każdym rokiem). Chociaż są tacy co zyskują - ci co drukują ciągle zmieniające się podręczniki oraz ci którzy szkolą nauczycieli w nieustannie zmieniających się przepisach nieustającej "reformy". Jeśli ktoś tej bzdury nie przerwie to za kilka lat nauczyciele będą wypełniać tylko kolejne ankiety, kompletować coraz to nowe teczki, czy robić nowe zestawienia, analizy itp. tylko uczeń w tym wszystkim będzie zupelnie zbędnym elementem.

    Odpowiedz
  • Żychu(2011-07-04 19:03) Zgłoś naruszenie 00

    I znów polityka. Ciekawe kto jest tym głupcem. Temat jest o matematyce a nie o kaczyńskim

    Odpowiedz
  • Maria(2011-07-03 18:12) Zgłoś naruszenie 00

    Podstawowym problemem polskiej oświaty jest jej wieczne reformowanie na wzór jakiegoś zagranicznego systemu oświatowego przez fachowców, którzy z pracą naszych szkół nie mają wiele wspólnego. Tworzenie instytucji typu CKE i OKE zdejmuje odpowiedzialność za wyniki edukacji z ministra oświaty, jednocześnie to on przygotowuje kolejne reformy. Samorządy nie mają kadry umiejącej dostrzegać podstwowe zmiany choćby w strukturach demograficznych regionów, a mają decydować o istnieniu placówek. Też spychologia ministerstwa. Siatki godzin dla szkół, to zbyt wiele godzin na przedmioty, których treści i tak są już nauczane na innych zajęciach (np. wok, podst. przedsięb., wdżwr, wos). Ograniczone liczby godz. np. 3 godz/tydz. matematyki (właśnie dzięki tym siatkom) powoduje brak stosowania starych zasad edukacyjnych: wyłożyć, powtórzyć, sprawdzić.

    Odpowiedz
  • Reformatołek z PO(2011-07-03 15:47) Zgłoś naruszenie 00

    Aby być nauczycielem to trzeba mieć dobre znajomości z dyrekcją lub wójtem ewentualnie aparycja misski jeżeli nie przewyższa aparycji dyrekcji.I lojalność dozgonna pod każdym względem.I to zupełnie wystarcza. No a dzieci .No cóż jakoś się je polubi .I tyle się zmieniło pani minister HaLL Czy pani o tym wie ???.

    Odpowiedz
  • Ludwik(2011-07-03 15:34) Zgłoś naruszenie 00

    A wygląda to tak .W szkole rządzi pani dyrektor z babską Rzeczpospolitą (4 fac. na 65 bab) która "nie wie co to Mobbing" Liczy się tylko RANKING i papierzyska.
    Nie może odnosić sukcesów nauczyciel nie z KLUBU pani dyr. Wszystkim nowinkom tech- dydaktycznym - NIEEE ! Po porządnych studiach stacjonarnych niewielu.(9 na 69) No a co z dziećmi ? Reforma POminęła.

    Odpowiedz
  • F.(2011-07-02 11:50) Zgłoś naruszenie 00

    Zauważmy też, że na wielu, może nadal większości, uczelni wyższych nie wymaga się przygotowania pedagogicznego. Ktoś, kto jest dobrym naukowcem, czy dobrze skończył studia lub ma rodzinne koneksje i zostaje potem jako asystent, nie koniecznie ma talent pedagogiczny, a często nie ma nawet narzędzi. Z drugiej strony przygotowanie pedagogiczne na uczelni wcale nie podąża za nowoczesnymi technikami dydatycznymi (rzadko uczy się pracy z grupą - problemów w grupie i ich rozwiązywania, rzadko uczy się motywowania i kompetencji miękkich). Dochodzi jeszcze wypalenie zawodowe... wykładowca, który uczy ciągle tego samego... ma coraz więcej godzin do pensum, większość w weekendy, poziom płac stoi od wielu lat, brak motywacji pozafinansowych, a nawet finansowe nie zależą często od tego, jak wypada dany nauczyciel w ocenie studentów. Poza tym często kierownikiem jest ktoś z tytułem naukowym, co często nie idzie w parze z umiejętnościami zarządzania, skoro to, czego się od niego wymagało, to tworzenia badań, pisania artykułów i prac. Znów, albo ma talent, albo nie. A studenci... mają często ciche przyzwolenie na ściąganie, byleby zdali i nie zawracali głowy. Wykładowcy często dają ciągle te same testy czy zadania. Uczniom ambitnym nie pozwala się poprawiać ocen, ale tym, co nic nie robią cały rok daje się kolejne terminy. Koło się zamyka, bo jak wykładowca ma czuć satysfakcję ze swojej pracy, kiedy ma coraz gorszych studentów? Podobne zjawiska nadal są w szkołach niższego szczebla. Tylko tamtejsi nauczyciele, to większa grupa niż wykładowcy akademiccy, więc mogą czasem walczyć o choćby wynagrodzenie czy zmiany. Jako magister czy doktor - nauczyciel w szkole jest kimś, na uczelni - nikim mimo różnych talentów, czasem większego doświadczenia w biznesie. Jednak pewnie jeszcze dużo czasu upłynie, zanim uczelnie zrozumieją konieczność połączenia systemu edukacji z doświadczeniami z biznesu. Wymagałoby to wprowadzenia np. kontraktów terminowych dla nauczycieli akademickich także zależnych od oceny studenta. Wymagałoby zmiany świadomości kadry, a w szczególności profesorów, którzy nie są często zainteresowani już swoim naukowym czy dydaktycznym rozwojem. Bo i po co? Skoro nikt ich nie wyrzuci, bo są potrzebni do akredytacji uczelni. Wykonali już swoją pracę, by dojść do profesury... po co więcej? Zmiana świadomości ludzi zajmujących się systemem edukacji, a także rodziców, którzy kształtują swoje pociechy przez swoje poglądy! Polska słynie z kombinatorstwa, po co to zmieniać? Po co stawiać na uczciwość, poszanowanie drugiego człowieka, rozwój, ambicje? Po co?

    Odpowiedz
  • maniek11(2011-07-02 09:53) Zgłoś naruszenie 00

    Jak cegła ma te swoje trzy wymiary, to mozna je poskladac w obwód. A więc figura trójwymiarowa może posiadać obwód liniowy a nie tylko pole powierzchni. A więc zapytam jaki obwód posiada stożek? Taki sam posiada niski i wysoki o tej samej podstawie?

    Odpowiedz
  • Radek(2011-07-01 15:43) Zgłoś naruszenie 00

    Przy tak niskich płacach trudno, żeby nie pracować w dwóch szkołach. Pewnych rzeczy się nie przeskoczy.

    Odpowiedz
  • Beata(2011-07-01 15:41) Zgłoś naruszenie 00

    A co to kogo obchodzi, w ileu szkołach pracuje nauczyciel? Lekarze też pracują w kilku miejscach i jakoś nikt im tego nie wypomina.

    Odpowiedz
  • rodzic 2(2011-07-01 10:19) Zgłoś naruszenie 00

    Samorząd + szkoły = klika. Pracują tylko dobrzy znajomi tzw. "sami swoi". Nie liczy się wykształcenie, wystarczy dyplom z najgorszej uczelni lub podyplomowe. Filolog robi podyplomowo w-f. W szkole średniej uczą po licencjacie. Młode osoby posiadające właściwe wykształcenie nie mogą otrzymać pracy, bo brakuje im znajomości. Większośc nauczycieli pracuje w kilku szkołach. Czas to wszystko zmienić. W Urzędach Pracy nigdy nie ma ogłoszeń o naborze nauczycieli do szkół, bo są ustawieni już dużo wcześniej.

    Odpowiedz
  • maturzystka(2011-06-30 16:44) Zgłoś naruszenie 00

    ja jestem tegoroczną maturzystką miałam nauczycielkę od matematyki która już dawno powinna przejść na emeryturę ale dowiedzieliśmy się że zostanie aby doprowadzić moją klasę do matury. Wynik tego jest taki że 8 osób na 20 nie zdaję matury a w dzienniku nie ma oceny niższej niż 3. To jest po prostu koszmar, gdyby nie inni nauczyciele z mojej szkoły uczący matematyki oferujący dodatkowe lekcje dla wszystkich podzieliłabym los osób z klasy. Doprowadziła nas do matury ale i tak nie poniesie żadnych konsekwencji bo i tak jest w wieku emerytalnym i może przejść na emeryturę

    Odpowiedz
  • OBSERWATOR(2011-06-30 11:59) Zgłoś naruszenie 00

    Popieram rodzica. Niektórzy dyrektorzy nie zatrudniają matematyków po studiach podyplomowych. Zatrudniają nawet sprawdzonych emerytów po studiach uniwersyteckich. I słusznie. Skończy taki np. pedagogikę specjalną i zaczyna co roku inny kierunek studiów podyplomowych. Jak można w ciągu kilku miesięcy nauczyć się matematyki, przyrody ( gdzie mieści się biologia, geografia, fizyka i chemia). Jaki to mgr matematyki. On jest mgr pedagogiki specjalnej. Te studia podyplomowe to wielka lipa. Dobrego matematyka po studiach uniwersyteckich na bruk. Liczą się układy. Cierpią uczniowie i ich rodzice wydając pieniądze na korepetyje. NIECH KTOŚ WRESZCIE ZAINTERESUJE SIĘ KSZTAŁCENIEM NAUCZYCIELI. PRECZ Z PODYPLOMÓWKAMI!

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane