Bez orzekania winy

Obecnie pacjent, który uważa, że jest ofiarą błędu medycznego, musi udowodnić winę lekarza. W nowym systemie takiej potrzeby już nie będzie. Postępowanie prowadzone przez komisje, na podstawie dokumentacji medycznej, zeznań stron, a także opinii biegłych, ma doprowadzić do zawarcia ugody i przyznania pokrzywdzonemu odszkodowania. Te będzie wypłacał zakład ubezpieczeń, z którym dany szpital ma zawarte ubezpieczenie OC. Brak konieczności orzekania o winie konkretnego lekarza już budzi kontrowersje wśród samych zainteresowanych. Z jednej strony samorząd lekarski chwali takie rozwiązanie, z drugiej – związki zawodowe lekarzy nie wykluczają zaskarżenia nowych przepisów do Trybunału Konstytucyjnego.

– Procesy przed sądami powszechnymi trwają po kilka lat, co nie służy ani pacjentowi, chcącemu szybko uzyskać rekompensatę finansową, ani lekarzowi, który nosi brzemię być może popełnionej winy – tłumaczy Maciej Hamankiewicz, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej (NRL).

Krzysztof Bukiel, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy (OZZL), uważa jednak, że skoro w projekcie ustawy jest mowa o błędach medycznych, to żeby udowodnić ich popełnienie, trzeba wskazać winnego.

– Definicja błędu medycznego obowiązuje w prawie karnym. A tam należy udowodnić winę. Dlatego, żeby nie narażać się na zarzut niekonstytucyjności, resort zdrowia powinien w projekcie raczej posługiwać się pojęciem wypadku medycznego – uważa Dorota Karkowska, ekspert ds. ochrony zdrowia Instytutu Praw Pacjenta i Edukacji Zdrowotnej ks. Adama Nowaka.

7 miesięcy na odszkodowanie

Jak tłumaczy resort zdrowia, brak konieczności orzekania o winie ma przyśpieszyć uzyskiwanie roszczeń przez pokrzywdzonych pacjentów. Obecnie właśnie obowiązek wskazywania winnego lekarza stanowi jedną z głównych przyczyn zbyt długiego oczekiwania na wypłatę odszkodowania czy renty.

Inny powód przewlekłości postępowania w przypadku błędów medycznych to brak odpowiedniej liczby biegłych sądowych. Obecnie na uzyskanie ich opinii trzeba czekać nawet dwa lata.

W tej sprawie interweniowała już u ministra sprawiedliwości rzecznik praw pacjenta. Jak na razie bezskutecznie, bo sprawa rozbija się o pieniądze. Żeby biegłych było więcej, resort musiałby przeznaczyć na ich opłacenie dodatkowe środki. A tych na razie nie ma. Tego problemu nie rozwiązuje również nowy projekt resortu zdrowia, bo komisje wojewódzkie będą musiały również opierać się na opiniach biegłych. Dlatego dotrzymanie terminu 7 miesięcy na zawarcie ugody przez pokrzywdzonego ze szpitalem może okazać się niewykonalne.

Tylko niektóre błędy

Najwięcej wątpliwości wzbudza jednak ograniczenie kręgu pacjentów, którzy będą mogli skorzystać z szybszej ścieżki uzyskiwania odszkodowań. Taką możliwość będą bowiem mieli tylko pokrzywdzeni w czasie leczenia szpitalnego.

– To nielogiczne, przecież do zakażenia np. żółtaczką może dojść równie dobrze w czasie robienia zastrzyku w ambulatorium – uważa Stanisław Maćkowiak.

Niewykluczone ze z czasem katalog pacjentów zostanie rozszerzony.

Osoby, które zdecydują się na zawarcie ugody ze szpitalem przed komisją wojewódzką, nie będą mogły dochodzić swoich roszczeń dodatkowo na drodze sądowej. Może się więc okazać, że część z nich oczekując jednak wyższego odszkodowania (ustawa określa maksymalną wysokość), wybierze dłuższą, ale bardziej opłacalną dla nich drogę sądową.