Z kończącą się kadencją wójtów, prezydentów miast, starostów i marszałków prace tracą asystenci i doradcy. Istnieje jednak furtka w przepisach, która pozwala na utrzymanie zatrudnienia. Dzięki niej asystenci i doradcy bez odpowiedniego przygotowania mogą zostać urzędnikami. Pozwalają na to nieprecyzyjne przepisy ustawy z 21 listopad 2008 r. o pracownikach samorządowych (Dz.U. nr 223, poz. 1458 z późn. zm.). Artykuł 12 ustawy definiuje pojęcie wolnego stanowiska w samorządzie. Jego uzupełnienie może nastąpić na drodze awansu wewnętrznego lub porozumienia o przesunięciu innego pracownika samorządowego na to miejsce.

– Pojęcie pracownika samorządowego jest szerokie, a to oznacza, że na stanowiska urzędnicze mogą być awansowani np. asystenci lub doradcy. Bo posiadają oni taki status – mówi dr Stefan Płażek z Katedry Prawa Samorządu Terytorialnego Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Dodaje, że przepis ten to luka umożliwiająca zatrudnianie urzędników z ominięciem konkursów.

Z tego rodzaju interpretacją nie zgadza się Adam Leszkiewicz, współtwórca ustawy o pracownikach samorządowych, przewodniczący Rady Służby Cywilnej. Jego zdaniem nie było intencją rządu otwieranie dostępu, z pominięciem procedur, do stanowisk urzędniczych asystentom lub doradcom. Ustawa jasno bowiem określa, co jest stanowiskiem doradczym, a co urzędniczym.

Zgodnie z przepisami kandydaci na stanowiska urzędnicze muszą spełnić szereg wymagań. Trzeba przystąpić do konkursu, odbyć służbę przygotowawczą i zdać egzamin. Z takiego obowiązku zwolnieni są m.in. asystenci i doradcy wójta, prezydenta miasta czy starosty lub marszałka. Są zatrudniani jedynie na czas trwania kadencji.

– W tym roku będą przeprowadzane wybory samorządowe, a to może spowodować, że asystenci i doradcy będą masowo kierowani na stanowiska urzędnicze – mówi dr Stefan Płażek.

Podkreśla, że będzie to ze szkodą dla urzędu. Ponadto sądy pracy nie mogą unieważniać nawiązanego już stosunku pracy.