Najważniejsza jest statystyka

W ich szkole zdarza się, że uczniowie powtarzają klasę. Na jednych to działa motywująco. A inni odchodzą.

To tylko znak, że nie każdy się nadaje do liceum – dodaje.

– Może w ogóle skasować oceny i przepuszczać wszystkich jak leci – komentuje pomysł prof. Marcin Król, dziekan Wydziału Stosowanych Nauk Społecznych i Resocjalizacji Uniwersytetu Warszawskiego. Jego zdaniem to kolejny krok do umasowienia szkół ponadgimnazjalnych. Pierwszym było obniżenie poziomu matury. – Jest tak skonstruowana, by prawie każdy mógł ją zdać – mówi Król. I przytacza przykład z tegorocznego egzaminu z wiedzy o społeczeństwie, w której padały banalnie proste pytania np. o to, ile trwa kadencja prezydenta. – Kto trafi do liceum, nie ma szans, żeby go nie skończyć. A teraz dodatkowo daje się furtkę dla uczniów, którzy gorzej sobie radzą. Tymczasem elitaryzm jest wpisany w edukację: są gorsi i lepsi. I próba likwidacji tego nie wróży nic dobrego – mówi prof. Król. Także jego zdaniem ministerstwu chodzi przede wszystkim o statystyki. Im więcej uczniów ma wykształcenie średnie, tym więcej punktów dla polskich szkół i tym lepiej polska edukacja wypada w statystykach.

Umasowienie

Obecnie, jak wynika z danych GUS, do liceów chodziło 44 proc. młodzieży. Podczas gdy jeszcze 15 lat temu było to niecałe 30 proc. W zeszłym roku szkolnym do matury w liceach przystąpiło 97,4 proc. A tylko dwa i pół procent jej nie zdało. Jednak zdaniem prof. Jana Hartmana z Uniwersytetu Jagiellońskiego, pomysł ministerstwa nie jest całkiem zły, ma też swoje dobre strony. Na przykład, że uczniowie nie będą tracić roku z powodu jednego przedmiotu. – I może nauczycielom będzie łatwiej dawać niedostateczny, bo będą wiedzieli, że to nie przesądzi o losie ucznia – mówi Hartman. Jednak i on przyznaje, że motywacja resortu może być inna. – Dążenie polityki edukacyjnej jest takie, żeby 80 proc. społeczeństwa miało zdaną maturę – mówi.