W tym roku NFZ wyda na świadczenia zdrowotne 54,1 mld zł. Kolejne 30 mld zł dołożą pacjenci z własnej kieszeni. To wciąż za mało, aby publiczna ochrona zdrowia działała sprawnie. Samo zwiększenie nakładów, bez wprowadzenia reform, niewiele zmieni.

System lecznictwa wymaga zmian, zwłaszcza jeżeli chodzi o jego finansowanie. W Polsce publiczne wydatki na zdrowie to 4,2–4,3 proc. PKB (bez nakładów prywatnych). W UE średnia to 8–9 proc. Aby ten poziom osiągnąć, musi wzrosnąć składka zdrowotna. Ale to wciąż za mało, aby usprawnić jego działanie. Może się bowiem okazać, że dodatkowe pieniądze zostaną zmarnowane i nic się nie poprawi, jeśli chodzi o sytuację pacjentów i wydolność systemu. Najpierw konieczne jest więc uporządkowanie sytuacji publicznych szpitali, wprowadzenie dodatkowych ubezpieczycieli czy konkurencji o pieniądze pacjenta.

W ten sposób system otrzyma zastrzyk pieniędzy, szpitale uzyskają kolejne źródło finansowania, a zarządzający nimi będą mieli większą motywację do poprawy jakości usług.

Podzielić NFZ

System ochrony zdrowia jest nieustannie reformowany od co najmniej 10 lat. Może nawet dłużej, jeżeli wziąć pod uwagę zmiany z końca lat 90., których skutki odczuwamy do dziś. To wtedy szpitale przestały być finansowane z budżetu i przeszły pod nadzór jednostek samorządu terytorialnego. Wtedy też, w 1999 r., pojawiły się regionalne kasy chorych. Te zostały zlikwidowane w momencie, kiedy część z nich zaczęła przynajmniej częściowo wychodzić na prostą. Jednak zdaniem ówczesnego ministra zdrowia Mariusza Łapińskiego kasy nie radziły sobie finansowo, bo część z nich się zadłużała. W ich miejsce pojawił się więc scentralizowany NFZ. Nie ma więc żadnej konkurencji – ani o pieniądze pacjenta, ani o kontrakt z płatnikiem.

O ile na temat słuszności likwidacji kas chorych można dyskutować, o tyle połączenie ich w jeden fundusz nie wyszło na zdrowie ani pacjentom, ani świadczeniodawcom. O tym, jak trudno jest zlikwidować monopol NFZ, przekonała się zarówno ta, jak i poprzednia ekipa rządząca. Przeprowadzenie jego decentralizacji i podziału na mniejsze regionalne fundusze zdrowia, a docelowo wprowadzenie na rynek prywatnych funduszy, do których każdy z nas mógłby przekazywać składkę zdrowotną, proponował zarówno prof. Zbigniew Religa, minister zdrowia w rządzie PiS, jak i Ewa Kopacz, obecna szefowa resortu zdrowia. Jak na razie ta koncepcja nie wyszła poza ramy pomysłu. A eksperci wskazują, że decentralizacja NFZ jest niezbędna. Przede wszystkim wprowadzi rzeczywistą konkurencję szpitali o pieniądze z funduszu i o pacjenta. Tego można przyciągnąć np. lepszym standardem usług. Musi to być jednak proces rozłożony w czasie. Fundusze zyskają stabilność finansowania świadczeń zdrowotnych, a także to, że żaden ubezpieczony, niezależnie od stanu zdrowia i wieku, nie zostanie pozbawiony możliwości zapisania się do wybranego przez siebie funduszu.

Poza tym podział NFZ należy tak przeprowadzić, żeby w jego miejsce powstały silne i stabilne finansowo fundusze. Jeżeli nie będą w stanie przyciągnąć odpowiedniej liczby ubezpieczonych, zapewnić im w zamian pewnych warunków leczenia, to nie utrzymają się na rynku. A to oznacza, że osoby tam zapisane mogą pozostać bez ochrony.