Resort zdrowia od kilku miesięcy pracuje nad pakietem ustaw reformujących system lecznictwa. Ich wprowadzenie ma usprawnić jego działanie i spowodować, że trafią do niego dodatkowe pieniądze. Ma to zapewnić wzrost składki zdrowotnej, zrównanie pozycji publicznych i prywatnych placówek, a także wprowadzenie polis zdrowotnych. Wciąż jednak nie wiadomo, na ile te zmiany oznaczają wzrost wydatków budżetu, a na ile pacjentów.

Więcej na zdrowie

Podwyższenie składki tylko o jeden punkt procentowy spowoduje, że do NFZ trafi dodatkowo około 5 mld zł rocznie. Pakiet ustaw reformujących system lecznictwa zakłada, że wzrosłaby ona do 10 proc. już od przyszłego roku. W 2020 roku ma wynieść 12 proc. Nie ma pewności, czy jej wzrost sfinansuje budżet, czy ubezpieczeni. Obecnie składka wynosi 9 proc. z czego 7,75 proc. jest odliczane od podatku.

– Jeżeli rząd zaproponuje podwyższenie składki przy zachowaniu dotychczasowej podstawy odliczenia od podatku dochodowego, to dla pracowników oraz osób prowadzących działalność gospodarczą będzie to oznaczać po prostu wyższy podatek – mówi Mateusz Walewski z CASE.

Na takie rozwiązanie nie ma zgody wśród pracodawców. Podkreślają, że już teraz Polacy wydają z własnej kieszeni na leczenie prawie 30 mld zł rocznie (obok składki do NFZ).

– Podwyższenie składki kosztem ubezpieczonych jest dopuszczalne tylko wtedy, jeżeli byłoby to uzupełnione dodatkowymi działaniami, czyli uszczelnieniem systemu i przeznaczaniem części pieniędzy z tego wzrostu np. na ubezpieczenia pielęgnacyjne – uważa Robert Mołdoch, ekspert ds. ochrony zdrowia Konfederacji Pracodawców Polskich (KPP).

Takie rozwiązania funkcjonują w niektórych krajach UE. Tam część składki (np. 0,2 proc.) jest gromadzona i ma służyć zabezpieczeniu opieki w starszym wieku. O wprowadzeniu takiego rozwiązania mówi się również od kilku lat w Polsce. Jak na razie nie znalazło to przełożenia np. w projekcie ustawy.

W publicznym jak w prywatnym

Resort zdrowia chce również zrównania praw szpitali publicznych i niepublicznych. Jedne i drugie działają na podstawie kontraktu z NFZ, ale tylko te ostatnie mogą legalnie wykonywać zabiegi komercyjne i pobierać opłaty od osób ubezpieczonych w Funduszu. Teraz taką możliwość mają zyskać równie publiczne.

– Wykonywanie komercyjnych zabiegów to możliwość rozładowania szpitalnych kolejek. Zyskają na tym również ci pacjenci, których nie stać na zapłacenie za nie z własnej kieszeni – mówi Marek Wójcik, ekspert ds. ochrony zdrowi Związku Powiatów Polskich.

Również Konwent Marszałków Województw popiera takie rozwiązanie. Zdaniem samorządowców, w sytuacji coraz większego zapotrzebowania na świadczenia zdrowotne, przy jednocześnie ograniczonych możliwościach NFZ, brak możliwości pobierania przez publiczne szpitale opłat od pacjentów powoduje powstawanie tzw. nadwykonań.

Przeciwnicy tego rozwiązania przestrzegają przed wypieraniem przez pacjentów komercyjnych tych, którzy leczą się tylko za pieniądze z NFZ.

– W takiej sytuacji szpital, który leczy coraz mniej pacjentów z NFZ, a zwiększa liczbę zabiegów komercyjnych, powinien liczyć się z tym, że straci kontrakt z Funduszem – uważa Stanisław Maćkowiak, prezes Federacji Pacjentów Polskich.