W opinii Woźnickiego, naczelną zasadą, którą należy wprowadzić w polityce naukowej państwa, jest zasada stałego zwiększania finansowania szkół wyższych. "16 kwietnia 2008 r. obiecał to premier Donald Tusk. W 2013 r. nakłady na naukę i szkolnictwo wyższe mają wynosić 2 proc. PKB" - przypomniał. Zaznaczył, że należy też czerpać pieniądze ze środków pozabudżetowych, czyli wprowadzić powszechne czesne, które - jak ocenił - mogłoby kosztować każdego studenta ok. 2,5 tys. zł rocznie. "To wymaga wcześniejszego wprowadzenia systemu kredytów i pożyczek studenckich" - dodał.

"Wprowadzenie powszechnego czesnego na uczelniach publicznych jest nierealistyczne" - ocenił prof. Karol Modzelewski, który przypomniał, że wprowadzenie płatnych studiów wymaga zmiany art. 70 polskiej Konstytucji (gwarantującej bezpłatne studia), na co - biorąc pod uwagę obecne polityczne uwarunkowania - nie będzie zgody.

W podobny sposób Modzelewski odniósł się do propozycji Thieme, który mówił o tym, że jakość polskich uczelni poprawiłoby wprowadzenie na wzór Stanów Zjednoczonych rad powierniczych, które rozliczałyby władze uczelni z ich efektywności. Jego zdaniem, to rozwiązanie narusza także zapisaną w konstytucji zasadę autonomii uczelni i z tego powodu jest nierealistyczna.

"Z tych dwóch chmur (chodzi o dwie dyskutowane strategie - PAP), spadnie średni deszcz" - podsumował Modzelewski i zaznaczył, że bez zgody całego środowiska akademickiego nie będzie żadnych reform.

W rozmowie z PAP wiceprezes Fundacji na rzecz Nauki Polskiej prof. Włodzimierz Bolecki powiedział, że najważniejszą sprawą na tym etapie reformowania uczelni jest zgoda, co do tego, że "w polskim szkolnictwie źle się dzieje". "Mam jednak wrażenie, że nie wszyscy w środowisku akademickim się z tym zgadzają, pomimo fatalnych notowań polskich uczelni w międzynarodowych rankingach" - dodał.