Jak sprawdziliśmy, cztery resorty - gospodarki, infrastruktury, sportu oraz pracy - nic nie robią, aby ułatwić zatrudnianie cudzoziemców z Dalekiego Wschodu przy budowie dróg i stadionów na Euro 2012. Za to ministrowie kierujący tymi resortami od czasu do czasu snują mgliste plany skorzystania z pomocy azjatyckich robotników.

Bez ułatwień dla Chińczyków

- Nie chcemy tworzyć żadnych specjalnych procedur ułatwiających zatrudnianie obywateli państw z Dalekiego Wschodu, np. Chińczyków w Polsce - mówi Janusz Grzyb, dyrektor departamentu migracji w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej.

Dodaje, że byłoby to sprzeczne z prawem unijnym.

- Jedyne ułatwienia dotyczące zatrudniania wszystkich cudzoziemców spoza UE, w tym także z Dalekiego Wschodu, są zawarte w nowelizacji ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy - mówi Janusz Grzyb.

Procedura zatrudnienia cudzoziemca ma być jedno-, a nie dwuetapowa. Przedsiębiorca będzie od razu starał się u wojewody o zezwolenie. Obecnie najpierw ubiega się u niego o tzw. przyrzeczenie. Firmy polskie będą musiały poddawać się tzw. testowi rynku pracy, tylko jeśli będą chciały zatrudnić cudzoziemca w tzw. zawodach wrażliwych, w których więcej jest chętnych do pracy Polaków niż ofert.

Usługi firm

Cudzoziemcy z Dalekiego Wschodu mogą pracować w Polsce nie tylko na podstawie indywidualnych zezwoleń na pracę. Prawo dopuszcza, aby byli zatrudnieni jako pracownicy delegowani przez firmę azjatycką, która podpisała kontrakt z firmą mającą siedzibę w Polsce.

- Firma zagraniczna musi jednak uzyskać od wojewody zezwolenie na pracę dla pracownika delegowanego - mówi Mirosław Bieniecki z Instytutu Spraw Publicznych.

Do wykonania niektórych robót, np. na budowę drogi czy stadionu, konieczne jest przeprowadzenie przetargu. W takiej sytuacji firmy z Dalekiego Wschodu będą musiały stanąć do przetargu i konkurować z firmami z Polski i z UE. Ministerstwo Infrastruktury chętnie widziałoby w Polsce firmy np. chińskie. Nie robi jednak nic, aby stworzyć dla nich dodatkowe zachęty.

- Każdy podmiot ma prawo do startu w przetargach na budowę infrastruktury, co tworzy szansę na poszerzenie rynku i zwiększenie konkurencyjności - odpowiada GP enigmatycznie Mikołaj Karpiński, rzecznik prasowy Ministerstwa Infrastruktury, na pytanie dotyczące zamierzeń resortu zmierzających do wprowadzenia zachęt dla firm i pracowników z Dalekiego Wschodu.

Podobną odpowiedź uzyskaliśmy w Ministerstwie Gospodarki.

Konkretną propozycję wysuwa za to branża budowlana. Zdaniem Józefa Zubelewicza, członka zarządu Erbud, firmy takie mogłyby wykonywać prace w ramach umowy z polską firmą budowlaną (zarejestrowaną w Polsce i płacącą tutaj podatki) jako jej podwykonawca.

- Jest to zgodne z interesem branży budowlanej i interesem polskim - mówi.

Dodaje, że byłby to jeden ze sposobów czasowego uzupełnienia niedoboru siły roboczej na polskim rynku w przypadku spiętrzenia się prac budowlanych związanych z Euro.

Wydumane wyliczenia

Mirosław Drzewiecki, minister sportu i turystyki, stwierdził, że oferty chińskich firm startujących w przetargach związanych z Euro 2012 mogą być nawet o połowę tańsze od ofert firm polskich. Niestety, mimo kilkakrotnych próśb redakcji Małgorzata Pełechata, rzecznik prasowy ministerstwa, nie potrafiła powiedzieć, w jaki sposób minister dokonał tego wyliczenia.

- Politycy nie wiedzą, o czym mówią - ocenia Zbigniew Bachman, dyrektor Izby Przemysłowo-Budowlanej Budownictwa.

Podobnego zdania jest Józef Zubelewicz. Wskazuje, że firmy chińskie nie będą tańsze, bo podobnie jak pozostałe muszą wypełnić wszystkie wymogi związane z prawem polskim i UE.

- Płaca Chińczyka czy Wietnamczyka musi być porównywalna z płacą Polaka na danym stanowisku, bo tego wymaga unijne prawo - mówi Józef Zubelewicz.

Tłumaczy, że koszty materiałów, sprzętu i transportu będą takie same dla wszystkich inwestorów.

- Jeśli firma chińska będzie płaciła te same podatki co my, takie same składki na ubezpieczenie i inne opłaty, to nie będzie zdecydowanie tańsza niż firmy polskie - mówi Zbigniew Bachman.

Sąsiedzi zza miedzy

Na kolejną barierę w zatrudnianiu cudzoziemców z Dalekiego Wschodu zwraca uwagę Mac Dang Minh, partner w Top Consulting, firmie zajmującej się m.in. sprowadzaniem do Polski Wietnamczyków. Wskazuje, że mają oni problemy z otrzymaniem polskiej wizy. Twierdzi, że te kłopoty mogą być skutkiem świadomej polityki migracyjnej rządu polskiego. Innego zdania jest Krzysztof Lewandowski, naczelnik wydziału analiz migracyjnych w departamencie polityki migracyjnej Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji.

- To efekt zaostrzonych kryteriów uzyskania prawa do wjazdu do strefy Schengen i niedostosowania placówek konsularnych do skali zainteresowania pracą w Polsce - mówi Krzysztof Lewandowski.

Janusz Grzyb dodaje jednak, że polska strategia migracyjna zakłada otwieranie się i wprowadzanie zachęt przede wszystkim dla naszych wschodnich sąsiadów, a nie dla pracowników z krajów Dalekiego Wschodu.