NOWOŚĆ

Rady pracowników, które miały usprawnić dialog pracodawców z pracownikami, nie spełniają swej roli. Działają zaledwie w 2,3 tys. firm z 17 tys., gdzie mogły powstać. Eksperci, pracodawcy i pracownicy wskazują, że przepisy regulujące działanie rad pełne są sprzeczności. Dodają, że paradoksalnie ich powołanie może utrudniać, a nie ułatwiać przepływ informacji w firmie.

Znikoma rola rady

Plany rozwoju firmy, ekspansja krajowa i zagraniczna, plany dotyczące przyjmowania nowych i zwalniania pracowników - to tylko niektóre z informacji, jakich mogą domagać się członkowie rady od pracodawcy. Mogą też konsultować z nim te zagadnienia.

Taki tryb wymiany informacji miał być szczególnie istotny w firmach, w których nie działają związki zawodowe. Tak się przynajmniej wydawało dwa lata temu, kiedy wchodziła w życie ustawa z 7 kwietnia 2006 r. o informowaniu pracowników i przeprowadzaniu z nimi konsultacji (Dz.U. nr 79, poz. 550).

Okazało się jednak, że pracownicy, którzy nie mają związkowych przedstawicieli, nie chcą też powołania rady. Zgodnie z szacunkami Instytutu Spraw Obywatelskich w Łodzi, takie gremium powstało zaledwie w około 4 proc. przedsiębiorstw, w których nie działają związki.

- Przyczyną tego jest m.in. to, że w firmach, w których nie ma związków, aż 10 proc. załogi musi wyrazić pisemne poparcie dla inicjatywy powołania rady - mówi senator Zbigniew Romaszewski.

Wskazuje, że osoby takie nie są jednak chronione i mogą czuć się zagrożone popierając powołanie rady.

Witold Polkowski, ekspert Konfederacji Pracodawców Polskich, twierdzi, że rady nie są tak naprawdę potrzebne w firmie, o czym świadczy ich mała liczba. Dodaje, że ponaddwukrotnie więcej (ponad 4 tys.) zarejestrowanych jest porozumień pracodawców z przedstawicielami załogi, na mocy których nie trzeba tworzyć rady, ale trzeba zapewnić w firmie sprawny system informacyjno-konsultacyjny. To, w jego przekonaniu dowodzi, że pracodawcy i pracownicy nie stronią od dialogu. Nie zamierzają jednak powoływać w tym celu specjalnego, dodatkowego gremium.

Tak jest np. w firmie doradczej KPMG, w której pracownicy nie utworzyli rady. W opinii Andrzeja Gojnego, partnera i dyrektora ds. personalnych tej firmy, kierownicy poszczególnych struktur i działów spotykają się z pracownikami i omawiają z nimi sprawy firmy. Pracownicy mają też możliwość w elektronicznym tzw. sugestion box zgłaszać opinie dotyczące firmy.

Unia nie nakazała

Większość pracodawców jest przekonana, że to UE narzuciła im obowiązek stworzenia rad. A powołanie tego gremium zależy od woli zatrudnionych u nich pracowników lub działających związków. Ponadto powołanie rad wynika nie z unijnej dyrektywy, implementowanej do polskiej ustawy, a z nadgorliwości polskiego ustawodawcy.

- W dyrektywie jest mowa jedynie o tym, aby zapewnić w firmach przepływ informacji poprzez wprowadzenie odpowiednich systemów informacyjno-konsultacyjnych - podkreśla adwokat Bartłomiej Raczkowski z Bartłomiej Raczkowski Kancelaria Prawa Pracy.

To polski ustawodawca przygotowując ustawę narzucił wprowadzenie rad zamiast np. umocnić i usankcjonować funkcjonujące już w firmach mechanizmy, które zapewniały dialog z załogą.

- Taką rolę spełniają np. wysyłane przez e-maile informacje o planach firmy, które można później konsultować na np. comiesięcznych zebraniach - podkreśla Ewa Łachowska-Brol, radca prawny w kancelarii Wierzbowski Eversheads.

W opinii Jerzego Wratnego, prof. z Uniwersytetu Rzeszowskiego, wiele firm jest przekonanych, że muszą powołać rady. Skupiają się na wprowadzeniu dodatkowej administracji i biurokracji, zamiast na współpracy z podwładnymi.

- Nasz pracodawca zaniepokoił się brakiem wniosku od pracowników o chęci powołania rady. Otrzymaliśmy e-maile, że Unia zobowiązuje nas, żeby takie gremium powołać i że mamy zgłosić kandydatów. Mimo że nie widzieliśmy takiej potrzeby, musieliśmy to zrobić - mówi Jolanta Górska, pracownik z firmy mleczarskiej z województwa podlaskiego.

Brak przepływu informacji

W jej przekonaniu rada nie przyczyniła się do lepszego przepływu informacji o firmie. Członkowie tego gremium zostali zobowiązani przez pracodawcę do nieujawniania niektórych informacji reszcie załogi. Rzadko występują też o udostępnienie aktualnych danych o firmie. Pracodawca z kolei przestał informować wszystkich, co się dzieje w przedsiębiorstwach. Jak podkreśla Marcin Wojewódka, radca prawny z kancelarii Wojewódka & Pabisiak, ustawa była opracowywana w ogromnym pośpiechu, aby uniknąć finansowej kary za opóźnienia w implementacji unijnej dyrektywy. Stąd tak wiele w niej niedopracowanych regulacji.

- Jedną z jej wad jest brak regulacji zobowiązującej członków rady do przekazywania informacji od pracodawcy reszcie załogi - wskazuje dr Krzysztof Walczak z Uniwersytetu Warszawskiego.

Andrzej Malinowski, prezydent KPP, podkreśla, że ustawa daje związkom zbyt duży wpływ na wybór rady. Tylko one - i to wyłącznie reprezentatywne - mogą decydować, czy w firmie, w której funkcjonują, ma powstać rada. Jeśli zostanie utworzona przez pracowników, bo w zakładzie pracy nie ma organizacji związkowej, jej kadencja wygaśnie z chwilą, gdy taki związek zostanie utworzony.

Ministerstwo będzie reagować

- W resorcie trwają już prace nad zmianą ustawy - wskazuje Radosław Mleczko, wiceminiester pracy i polityki społecznej.

Tłumaczy, że mają one wyeliminować wątpliwości interpretacyjne obowiązujących przepisów.

2,3 tys. rad funkcjonuje w polskich firmach

4,1 tys. porozumień pracodawców z pracownikami zwalnia ich z tworzenia rad