ZUS przygotowuje merytoryczny grunt pod likwidację zbiegów ubezpieczeń. Wśród pomysłów jest pełne ozusowanie umów zleceń.
Zakład Ubezpieczeń Społecznych pokazał wczoraj raport „Pełne dochody – niepełne składki” autorstwa Fundacji Inicjatyw Strategicznych Instrat. Autorzy wyliczyli, że różnica między opodatkowaniem i oskładkowaniem 20 proc. osób z najwyższymi dochodami i 40 proc. tych o najniższych zarobkach wynosi aż 20 pkt proc. To sytuacja niespotykana w Unii Europejskiej i bardzo niesprawiedliwa. Fakt, że ubezpieczeni w ZUS mogą płacić składki tylko od jednej umowy, np. o pracę, a z pozostałych tytułów już nie, jest jedną z przyczyn powstawania degresywnego klina podatkowego, czyli sytuacji, w której obciążenia podatkami i składkami niskich dochodów są większe niż dochodów wysokich.
Co konkretnie mają do tego tzw. zbiegi ubezpieczeń? Autorzy raportu wyliczają, że korzysta z nich ok. 1 mln osób, czyli 6,4 proc. zatrudnionych. Przy czym jako zatrudnieni traktowani są wszyscy, którzy odprowadzają składki zdrowotne. Z analizy wynika, że głównymi korzystającymi z uprawnienia do odprowadzania składek w niepełnym wymiarze wcale nie są młodzi na śmieciówkach. Prawie dwie trzecie z nich to osoby w wieku 40+, a ich średnie dochody to prawie 7500 zł brutto miesięcznie. Na ogół są to osoby, które pracują na etacie i oprócz tego mają jakieś umowy zlecenia lub prowadzą dodatkowo działalność gospodarczą.