Ministerstwo Sprawiedliwości proponuje rozszerzenie katalogu spraw pilnych o te związane z przysposobieniem. Ośrodki adopcyjne wznawiają działalność, wykorzystując… otwarcie przedszkoli i parków.
„Departament Spraw Rodzinnych i Nieletnich skierował propozycje dodatkowych kategorii spraw sądowych, z obszaru prawa rodzinnego i opiekuńczego i zaproponował uwzględnienie w nim, m.in. spraw o przysposobienie” – poinformowało Ministerstwo Sprawiedliwości. To odpowiedź na apele o odmrożenie procesów adopcyjnych. Rozszerzenie katalogu spraw pilnych może zostać zawarte w nowelizacji ustawy covidowej.
– Kandydaci na rodziców alarmowali nas, że procesy adopcyjne w związku z pandemią zostały zamrożone, spadały z wokandy albo były przekładane na kolejne miesiące. Nie mieściły się w katalogu spraw wprowadzonych przez tarczę antykryzysową – mówi Marta Górna ze Stowarzyszenia „Nasz Bocian”, które zwracało się do MS w tej sprawie. Podkreśla, że za każdym zamrożonym procesem kryją się potężne ludzkie emocje. Podaje przykład rodziny, która była w regularnym kontakcie z trzyletnim chłopcem już od miesięcy. Dziecko jeździło do ich domu, gdzie miało swój pokój. Teraz nie dość, że nie wiadomo, kiedy odbędzie się rozprawa przed sądem, to jeszcze jedyną formą kontaktu stały się rozmowy przez Skype’a. – Dorosłym trudno się odnaleźć w tej sytuacji, a co dopiero dziecku, które już sporo w życiu przeszło. Tym cenniejsza jest reakcja MS, które dostrzegło problem – wskazuje ekspertka.
Obecnie rodzina, która jest w zaawansowanym procesie adopcyjnym, może złożyć wniosek o tzw. uregulowanie styczności, który sąd może rozpatrzyć na posiedzeniu niejawnym, ale to nie jest regułą. Nie wiadomo, ile potrwa pandemia, a dalsze wstrzymywanie pracy sądów i ośrodków adopcyjnych może oznaczać problemy dla całego systemu, ponieważ piętrzą się nieuregulowane sprawy i pojawiają kolejne dzieci porzucane przez biologicznych rodziców.
Reklama
Dlatego dyrektorzy ośrodków zaczynają działać. Ośrodek Adopcyjny TPD w Warszawie prowadzi szkolenia dla przyszłych rodziców w dwóch etapach: indywidualnie i grupowo. Te pierwsze przeniósł do sieci i zaprasza na wideo rozmowy. Znalazł też sposób na wypełnianie, obowiązkowych dla kandydatów, testów psychologicznych. – Nie dostaliśmy wytycznych, by nie działać. Musimy natomiast dostosować się do warunków epidemicznych. Zapraszamy więc osoby, pojedynczo, do wydzielonych sal – opisuje dyrektor Monika Jagodzińska.
Ale proces adopcyjny to przede wszystkim kontakt z dzieckiem. – Mieliśmy obawy, ale odkąd żłobki i przedszkola dostały sygnał do pracy, uznaliśmy, że my również możemy się zorganizować. Zebraliśmy zgody powiatowego centrum pomocy rodzinie, kandydatów oraz rodziny zastępczej, pod opieką której obecnie przebywa dziecko, i… udało się – opowiada Jagodzińska.
– Najpierw robiliśmy spotkania wirtualne, ale odkąd otwarto z powrotem parki i lasy, postanowiliśmy organizować spotkania właśnie tam – wtóruje Anna Sobiesiak, dyrektor ośrodka adopcyjnego w Toruniu. Są maseczki, rękawiczki, z dystansem nieco gorzej, bo dzieci i przyszłych rodziców trudno trzymać od siebie z daleka. Do tego ośrodek wznowił kursy dla kandydatów. Zamiast spotkań w grupach są indywidualne dla par, a przed przyjściem kolejnych osób sala jest dezynfekowana. Przygotowuje też diagnozy dla dzieci, niezbędne, by zakwalifikować je do dalszego etapu procesu.
Anna Sobiesiak zachęca inne ośrodki, by wznowiły pracę. I zastanawia się, czy finalizująca proces rozprawa adopcyjna rzeczywiście jest dziś logistyczną przeszkodą? Owszem, wymaga obecności stron, ale na dużej sali sądowej można przecież zachować dystans.