PiS we wtorek wycofało z Sejmu projekt znoszący limit 30-krotności składki na ZUS. Stało się tak, bo do projektu nie udało się przekonać wszystkich partnerów w Zjednoczonej Prawicy.

Bortniczuk pytany był w środę w radiowej "Trójce", czy Porozumienie świętuje wycofanie projektu. "Niewątpliwie jesteśmy zadowoleni, ale nie jest to powód do tryumfalizmu, czy nadmiernego świętowania. To jest dobra decyzja (...) dla polskiej gospodarki, to zarówno w takiej perspektywie krótkoterminowej, jak i w długoterminowej, wieloletniej. Więc cieszymy się. Dziękujemy naszym partnerom za to, że w naszej ocenie wykazali się zdrowym rozsądkiem i wycofali się z tego projektu" - powiedział poseł.

Pytany czy nie obawia się zarzutu o rozbijanie prawicy w obronie 300-350 tys. osób, które objęłaby nowe przepisy powiedział, że musi zaprotestować przeciwko takiej narracji. Jak mówił należy wyjaśnić, że w efekcie zniesienia limitu 30-krotności za kilka lub kilkanaście lat ZUS musiałby wypłacać nieograniczone w swojej wysokości emerytury, co byłoby zagrożeniem dla całego systemu emerytalnego.

"O ile ci najbogatsi, o których rzekomo walczyliśmy, poradziliby by sobie zawsze jakoś na emeryturze w sytuacji, gdyby nawet system emerytalny poniósł fiasko, byłby krach systemu emerytalnego, bo zawsze mieliby jakieś nieruchomości, oszczędności zgromadzone w czasie, gdy zarabiali ponad przeciętną to największy problem mieliby ci biedni, ci dla których emerytura miałaby być jedynym źródłem utrzymania, zupełnie pomijając fakt szkodliwości dla polskiej gospodarki" - powiedział rzecznik Porozumienia.

Jak mówił są firmy, w których 70-80 proc. pracowników zarabia ponad te kwoty. "Łatwo się domyśleć, że są to firmy funkcjonujące w obszarze nowych technologii, formy informatyczne, gdzie rzeczywiście pracują wysoko wyspecjalizowani, młodzi najczęściej ludzie, taka tworząca się zdrowa polska klasa średnia. Zapewne jakiś odsetek tych firm w sytuacji, gdybyśmy znieśli 30-krotność, czyli de facto podnieśli bardzo mocno koszty pracy w Polsce, zdecydowałoby się na przeniesienie swojej działalności do kraju, a nie jest to trudne w Unii Europejskiej, w którym koszty pracy tych najlepiej wykwalifikowanych osób byłby niższe" - wyjaśnił.

Według niego, byłoby to szkodliwe, bo do systemu nie trafiłyby nie tylko te składko powyżej 30-krotności, ale i te do 30-krotności, nie trafiłby PIT od tych wynagrodzeń, a i VAT od tych osób, jeśli zdecydowałby by się na emigrację.

Bortniczuk pytany był, dlaczego jeśli te uwagi były zgłaszane przez Porozumienie wcześniej, projekt autorstwa PiS dotyczący zniesienia limitu i tak trafił do Sejmu, czy to było testowanie ich, jako koalicjantów, element jakiejś gry.

"Rzeczywiście można nadawać różne znaczenia temu, co się działo przez ostatnie dni w kontekście 30-krotności. Ja nie będę próbował szukać tych dodatkowych znaczeń politycznych. Formalne uzasadnienie było takie - i wierzę, że to był główny powód - aby te 7 mld zł, choć my się nie zgadzamy z tymi wyliczeniami (...), pozwoliłoby po raz pierwszy w historii III Rzeczypospolitej przedstawić projekt zrównoważonego budżetu, budżetu bez deficytu" - zastrzegł rzecznik Porozumienia.

Jego zdaniem, niezbilansowanie budżetu nie będzie żadną tragedią. "Nawet, jeśli nic byśmy nie zaproponowali w zamian, w kontekście tych 7 mld zł i ten budżet miałby 7 mld deficytu, to i tak byłby to najniższy deficyt w ujęciu nominalnym, i ujęciu procentowym, w historii III Rzeczypospolitej, co przy skali naszych programów rozwojowych, programów prospołecznych i tak jest wielkim sukcesem" - ocenił.

"Nie rozumieliśmy, po co narzucać sobie taki ciasny kaganiec w sprawach budżetowych, szczególnie, jeśli miałoby to odbyć się kosztem tej rosnącej, zdrowej polskiej klasy średniej, złożonej z młodych, polskich specjalistów, świetnie wykształconych, dobrze zarabiających, kosztem systemu emerytalnego i kosztem tych firm, które tak dobrze funkcjonują. Dlatego tak broniliśmy tej kwestii" - dodał.

Bortniczuk odniósł się też do zarzutu rozbijania jedności prawicy. "Muszę zaprotestować, z naszej strony absolutnie nie. My tutaj w żaden sposób nie zaskakiwaliśmy" - powiedział. Podkreślił, że szef Porozumienia, wicepremier Jarosław Gowin był bardzo konsekwentny, a już po wyborach, 9 listopada, Zarząd Krajowy Porozumienia podjęła uchwałę, która zobowiązuje wszystkich parlamentarzystów z ugrupowania do głosowania przeciwko zniesieniu limitu 30-krotności.

"Kilka dni później pojawił się ten projekt poselski. Zrodziło się pewne zamieszanie w ramach Zjednoczonej Prawicy. My nie ustąpiliśmy, staliśmy twardo na swoim stanowisku. Tak, że dziękujemy naszym partnerom za to, że podjęli odpowiedzialną decyzję, która nie spowodowała chociażby potencjalnie możliwego, że tak powiem, bardzo niedobrego precedensu, w ramach, którego Zjednoczona Prawica, czy Prawo i Sprawiedliwość, przeforsowałby pewien projekt, ale nie głosami partii Zjednoczonej Prawicy, ale przy udziale głosów opozycji" - powiedział. "To byłoby bardzo niebezpieczne i bardzo się cieszę, że tego udało się uniknąć. I jeszcze raz dziękuję naszym partnerom, że zdecydowali się wycofać ten projekt" - dodał.

Sejm miał się projektem zająć we wtorek wieczorem. Wcześniej brak poparcia dla projektu zadeklarowali nie tylko przedstawiciele Koalicji Obywatelskiej, ale także koalicjant PiS ze Zjednoczonej Prawicy - Porozumienie Jarosława Gowina. Ugrupowanie to przyjęło uchwałę, która zobowiązuje posłów i senatorów Porozumienia do głosowania przeciwko projektowi. Prezydent Andrzej Duda pytany we wtorek w Sejmie, jak podchodzi do propozycji zniesienia tego limitu odparł: "Sceptycznie patrzę na tę sprawę".

W imieniu klubu PiS projekt wycofał poseł PiS Marcin Horała. Powiedział on dziennikarzom w Sejmie, że na taką decyzję nie miał wpływu klub Lewicy, który złożył swój własny projekt dot. likwidacji 30-krotności składek ZUS.

Premier Mateusz Morawiecki mówił we wtorek w Sejmie, że limit 30-krotności składek „tworzy taką sytuację, że mamy w Europie niesprawiedliwy, jeden z najbardziej degresywnych systemów podatkowych”. Poinformował, że obecnie prace nad zniesieniem tego limitu są zawieszone i będą dalej konsultowane.

"Będziemy starali się utrzymać naszą propozycję zrównoważonego budżetu pomimo to. Będzie to oczywiście o wiele trudniejsze, ponieważ – tak jak podaliśmy to w kwietniu, niczego nigdy nie ukrywając – z tego źródła miało wpłynąć ok. 5,3 mld netto więcej do FUS-u, a więc mniej w dotacji z budżetu do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych” - zapewnił szef rządu.

Projekt PiS zakładający likwidację od 2020 r. górnego limitu przychodu, do którego płaci się składki na ubezpieczenia emerytalne i rentowe, który wynosi 30-krotność prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce, został złożony w Sejmie w ubiegłą środę. Według autorów projektu, miało to przynieść dodatkowe 7,1 mld zł.