W ciągu ostatnich 10 lat emigranci zarejestrowali w urzędach stanu cywilnego ponad 432 tys. dzieci, które przyszły na świat poza naszym krajem.
DGP
W ubiegłym roku zarejestrowano w Polsce 57,8 tys. polskich dzieci urodzonych za granicą – wynika z danych GUS. To o 2,5 tys. mniej niż w roku poprzednim. Ale to nie znaczy, że Polki na obczyźnie rodzą mniej. Po prostu nie wszystkie pociechy są rejestrowane w naszym kraju. Rodzice nie mają bowiem ani limitu czasu, ani obowiązku zgłaszania do ewidencji dzieci, które przyszły na świat za granicą. W rzeczywistości może być ich więcej.
Decyzje o rejestracji podejmowane są czasem z dużym opóźnieniem. Na przykład wtedy, gdy trzeba wyrobić paszport niezbędny do zagranicznych podróży. Dlatego w ubiegłym roku, tak jak w poprzednich latach, mogli być rejestrowani nawet kilkunastolatkowie, gdyż statystyka GUS obejmuje także dzieci, które przyszły na świat od 2004 r. Możliwe jest więc, że nie było spadku urodzeń Polaków za granicą, a tylko zmniejszyła się liczba takich, których rejestracja nastąpiła po wielu latach od urodzenia.
Reklama
Dane na ten temat GUS zbiera od 2009 r. Według nich od tego czasu emigranci zarejestrowali w USC aż 432,3 tys. dzieci. – To zaskakująco dużo – mówi dr Agata Zygmunt, demograf z Uniwersytetu Śląskiego. Jej zdaniem składa się na to wiele przyczyn. Po pierwsze, za granicą przebywa bardzo dużo Polaków. W 2017 r. było ich ponad 2,5 mln. Są to przeważnie ludzie młodzi, w wieku, w którym zwykle powiększa się rodzinę lub ją tworzy. Potwierdzają to badania ankietowe NBP przeprowadzone w 2016 r., z których wynika, że wśród emigrantów największy odsetek osób jest w wieku 25–34 lata – np. w Wielkiej Brytanii i Holandii wynosi on aż 45 proc.

Reklama
Ponadto powiększa się grupa Polaków, którzy przebywają na emigracji dość długo. W 2017 r. ponad 2 mln było za granicą ponad rok. Co ważne, według wspomnianych badań NBP już połowa emigrantów chce pozostać na stałe w kraju, w którym przebywa. A to może oznaczać, że ich sytuacja materialna jest stabilna i dość dobra, co sprzyja prokreacji. – Część emigrantów decyduje się na potomstwo także dlatego, że nie martwi się wychowaniem dzieci, bo w wielu krajach może liczyć na duże socjalne wsparcie państwa. Nie ma też problemów ze żłobkami, przedszkolami czy na przykład z opieką medyczną – podkreśla dr Zygmunt.
Jest też i tak, że część emigrantów rejestruje latorośle w naszych USC na wszelki wypadek, choć wcześniej się z tym ociągała, aby mieć ewentualnie prawo do korzystania z benefitów związanych z polityką prorodzinną prowadzoną w naszym kraju. Świadczy o tym gwałtowny wzrost (aż o 38 proc.) rejestracji dzieci urodzonych za granicą w 2016 r., gdy wprowadzono program 500 plus. Wielu spodziewało się, że dzięki rejestracji uzyska świadczenia z tego programu. Pieniądze nie trafiają jednak do rodzin, które na stałe zamieszkują za granicą.
Nie ma zbiorczych danych, które pokazywałyby, ile dzieci Polki rodzą za granicą. – Nie we wszystkich krajach oficjalna statystyka podaje urodzenia w rozbiciu na obywatelstwo matek albo kraj ich urodzenia – informuje prof. Piotr Szukalski, demograf z Uniwersytetu Łódzkiego.
Spośród miejsc, w których takie dane są, najwięcej pociech z polskimi korzeniami przychodzi na świat w Anglii i Walii. Co ciekawe, już od 2010 r. Polki rodzą w Zjednoczonym Królestwie najwięcej dzieci wśród kobiet z obcym obywatelstwem. Wyprzedziły nawet Pakistanki, które tradycyjnie najczęściej zostawały matkami. Z ostatnich dostępnych danych wynika, że w 2017 r. Polki urodziły na Wyspach 20,8 tys. dzieci, a Pakistanki – 17,1 tys.
Na drugim miejscu w tym rankingu są Niemcy. Tam nasze rodaczki wydały na świat w 2017 r. ponad 11,7 tys. dzieci i ustąpiły tylko Turczynkom, które w tym czasie urodziły prawie 21 tys. pociech – wynika z danych Federalnego Urzędu Statystycznego.
Okazuje się też, że po uwzględnieniu emigrantek wskaźnik dzietności Polek nie wynosi 1,44, jak mówią statystyki, ale – według szacunków prof. Szukalskiego – nieco ponad 1,6. Czyli na 100 kobiet w wieku rozrodczym (15–49 lat) przypada ponad 160 urodzonych dzieci, a nie 144. Bez tej korekty w 2017 r. Polki były dopiero na 20. miejscu wśród pań z 28 krajów UE. Najlepiej pod tym względem jest we Francji, Szwecji i Irlandii. Jednak żadnemu z tych krajów nie udało się zapewnić prostej zastępowalności pokoleń. Występuje ona wtedy, gdy wskaźnik dzietności wynosi 2,1–2,15. – W związku z emigracją tracimy podwójnie, bo zarówno dorosłych, jak i dzieci – podkreśla prof. Szukalski. A będzie nas coraz mniej. Według ostatnich prognoz GUS w 2050 r. liczba ludności Polski spadnie z obecnych ponad 38 mln do ok. 34 mln.