GRAPE | TŁOCZONE Z DANYCH
Choć od mieszania herbata nie robi się bardziej słodka, to w gospodarce wiele można poprawić, przesuwając zasoby z jednego miejsca w drugie. I nie, nie chodzi o centralne planowanie, a o mechanizmy, które pomagają unikać marnotrawstwa. Przykładem koronnym marnotrawstwa jest proces rekrutacji młodych lekarzy na programy specjalizacyjne, czyli w praktyce jedynej drogi, dzięki której absolwent uniwersytetu medycznego może stać się kardiologiem, chirurgiem czy psychiatrą.
Dlaczego marnotrawstwa? Postępowanie kwalifikacyjne dotyczące rozpoczęcia specjalizacji dla lekarzy i lekarzy dentystów odbywa się dwa razy do roku. W uproszczeniu – lekarz może ubiegać się o odbywanie szkolenia specjalizacyjnego tylko w jednej dziedzinie i w jednym województwie. Kwalifikacja odbywa się na podstawie listy rankingowej szeregującej kandydatów względem wyniku uzyskanego z Lekarskiego Egzaminu Końcowego. Zaaplikowanie na specjalizację, o miejsca na której toczy się silniejsza konkurencja czy to z powodu dużego zainteresowania, czy małej liczby miejsc, wiąże się z istotnym ryzykiem niedostania się na wybrany program specjalizacyjny. Owocuje to dla lekarza de facto utratą połowy roku rozwoju kariery, a dla społeczeństwa utraty pół roku pracy lekarza specjalisty, którego kształcimy wszak z naszej wspólnej kieszeni. W obawie przed utratą okienka stażowego wielu młodych lekarzy decyduje się wybrać specjalizację pragmatycznie, nie słuchając powołania, ale biorąc pod uwagę swoje szanse na zakwalifikowanie się za pierwszym razem. Warto mieć świadomość, że pół roku dla kogoś, kto kształci się ok. 12–13 lat, to ok. 2 proc. jego docelowego czasu pracy zawodowej. A dla kraju: obniżenie podaży lekarzy, których i tak w Polsce mamy za mało. A lekarzy z powołania – dzięki systemowi rekrutacji na specjalizację częściowo eliminujemy.