Rozpoznawanie na zbyt późnym etapie, brak monitorowania wyników leczenia i precyzyjnych rejestrów to tylko część największych problemów. 2,2 mld rocznie traci gospodarka na chorych z rakiem jelita grubego. Koszty jego leczenia to połowa tej sumy – wynika z raportu Uczelni Łazarskiego „Możliwość poprawy opieki nad chorymi na raka jelita grubego”.
Rak jelita grubego / Dziennik Gazeta Prawna
Nowotwór ten jest drugim najpoważniejszym w Polsce, a liczba chorych co roku się zwiększa – w 2016 r. było 19 tys. nowych przypadków, w roku 2030 może być nawet 30 tys. Tymczasem wskaźnik przeżyć w Polsce należy do jednych z najniższych w całej Unii Europejskiej. Ponad pięć lat od momentu wykrycia choroby (to wskaźnik zakładany przy raku jako czas, po którym uważa się, że pacjent został wyleczony ) przeżywa tylko niecała połowa chorych.
Reklama
I choć – jak podkreśla Rafał Zyśk, jeden ze współautorów badania – ogromny wpływ mają odpowiednia dieta, niepalenie tytoniu i ruch (dzięki zachowaniom prozdrowotnym można uniknąć nawet kilkudziesięciu procent przypadków), to aby z chorobą zwyciężać, musi działać system. Ten zaś szwankuje już na poziomie wykrywalności.

Reklama
W ramach Narodowego Programu Zwalczania Raka działa program badań przesiewowych (im wcześniej zostanie wykryty, tym większa szansa skutecznego leczenia). Z raportu wynika, że dostęp do diagnostyki – w zależności od regionu – jest jednak bardzo zróżnicowany. W 2015 r. w województwie podlaskim działał jeden ośrodek, podczas gdy w mazowieckim było ich 11, a w lubelskim i Wielkopolsce – dziewięć. I choć w przyszłym roku na badania będzie 60 mln zł (w obecnym dwukrotnie mniej), to nadal problemem jest przekonanie pacjentów do ich wykonywania (robi je tylko 16,7 proc. osób).
Do onkologów trafiają najczęściej pacjenci z bardzo zaawansowanym rakiem. – Tak się dzieje w 50 proc. przypadków. W krajach, gdzie są lepsze standardy opieki, ten odsetek wynosi ok. 30 proc. – mówi prof. Marek Wojtukiewicz, kierownik Kliniki Onkologii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku.
Lekarz wskazuje na kolejne zmiany, które powinny być wprowadzone. Chodzi m.in. o tworzenie ośrodków kompleksowej opieki, czyli tzw. Colorectal Cancer Unit, które skupiałyby specjalistów od leczenia raka jelita grubego.
Jak podkreśla Rafał Zyśk, dane pokazują, że m.in. zabiegi prowadzone przez chirurgów onkologicznych, którzy mają doświadczenie w operacjach raka jelita, zwiększają przeżywalność nawet o kilkadziesiąt procent.
Wiceminister zdrowia Marek Tombarkiewicz przyznaje, że jest szansa, aby tego rodzaju ośrodki powstały. Jak podkreśla, lada moment według podobnego modelu zaczną działać ośrodki kompleksowej opieki w przypadkach raka piersi. – Taka zmiana jest potrzebna. Jesteśmy otwarci – uważa Andrzej Jacyna, prezes NFZ. I dodaje, że należałoby uzgodnić ze środowiskiem ekspertów, ile tego rodzaju ośrodków powinno działać w województwie. Wiceminister Tombarkiewicz dodaje, że w połowie roku został wprowadzony innowacyjny lek w leczeniu raka jelita.
Kolejną sprawą, która wymaga uregulowania, jest opieka po operacjach, czyli nad pacjentami ze stomią (chodzi o wyłonienie jelita grubego – po usunięciu jego fragmentu – na zewnątrz brzucha). – Jest problem z dostępem do sprzętu, a potem z opieką nad chorymi, którzy mają stomię – mówi Andrzej Piwowarski. Pacjent nie może jeździć do często oddalonych od jego miejsca zamieszkania wyspecjalizowanych ośrodków. Powinien mieć opiekę na miejscu od lekarzy rodzinnych, pielęgniarek środowiskowych. Z tym jest kłopot. – Nie ma też poradni stomijnych – podsumowuje przedstawiciel pacjentów.
W efekcie, jak wynika z danych przedstawionych w raporcie, nie tylko cierpią pacjenci, ale także gospodarka. W 2015 r. (dane ZUS) nowotwór ten odpowiadał za 531 tys. dni absencji chorobowej. – Jeżeli koszty są dwukrotnie wyższe niż nakłady na leczenie, to trzeba się zastanowić nad sensownością obecnego systemu – mówi Małgorzata Gałązka-Sobotka, ekspertka ds. ochrony zdrowia z Uczelni Łazarskiego. I dodaje, że jednym z rozwiązań byłoby np. zmotywowanie pracodawców do dbania o profilaktykę w tym zakresie. Badanie jej zdaniem mogłoby się pojawić w pakiecie badań medycyny pracy.