Trwa protest mundurowych związków, które domagają się podwyżki nie tylko dla policjantów i żołnierzy, ale i pozostałych formacji. Rząd jest skłonny do negocjacji?

W tegorocznym budżecie są pieniądze na podwyżki dla policjantów i żołnierzy. Od 1 lipca 2012 r. każdy z nich otrzyma po 300 zł podwyżki. Jak zapowiadałem, 18 stycznia spotkam się z przedstawicielami związków zawodowych Straży Granicznej i Państwowej Straży Pożarnej, którym przedstawię wyniki analizy budżetów tych formacji. Już dziś mogę zadeklarować, że będę wnioskował do ministra finansów o taką samą podwyżkę od 2013 roku dla pozostałych służb podległych MSW.

Jak będą podzielone pieniądze: po równo czy w zależności od zajmowanego stanowiska?

Po równo, bo zależy nam, aby najmocniej odczuli to ci, którzy są na pierwszej linii. Ta podwyżka będzie wliczana do pensji również w kolejnych latach.

Związki zapowiadają walkę o obniżenie progu 55 lat, od którego według nowej ustawy będzie wypłacana emerytura.

Dotąd nie usłyszałem przekonujących argumentów, aby obniżać granicę. Ustawa jest w fazie konsultacji społecznych i uzgodnień międzyresortowych. Myślę, że mundurowi i tak są w komfortowej sytuacji, choćby dlatego, że nie są w powszechnym systemie emerytalnym. Nowe zasady zakładają minimalny wiek emerytalny na 55 lat i wydłużenie minimalnego stażu służby z 15 do 25 lat. Dopiero połączenie 25 lat stażu służby i 55 lat wieku zagwarantuje prawo do emerytury. W ten sposób nowi funkcjonariusze i żołnierze będą pracowali dłużej w służbie dla państwa. Rozmawiając ze związkowcami, zwróciłem uwagę, że chociaż będę pracował do 67. roku życia, to i tak będę miał niższą emeryturę od nich. Pragnę podkreślić, że zmiany będą dotyczyć nowych funkcjonariuszy, którzy rozpoczną służbę po wejściu w życie ustawy.

Imiennym rozporządzeniem premiera został pan uprawniony do nadzoru nad wszystkimi służbami specjalnymi. Po raz pierwszy od 20 lat cała wrażliwa wiedza o państwie zbiega się w pana gabinecie. Czy to ostateczny, systemowy kształt nadzoru nad służbami specjalnymi?

Premier skorzystał z możliwości delegowania swoich uprawnień na poszczególnych członków rządu. To rozporządzenie jest imienne, czyli nie oznacza, że każdy kolejny minister spraw wewnętrznych będzie nadzorował wszystkie służby. W każdej chwili premier może przekazać część moich zadań innemu ministrowi.

Skoro nie są to rozwiązania systemowe, to czy trwają prace nad takimi zmianami?

Pierwszym moim zadaniem w 2008 roku jako sekretarza kolegium ds. służb specjalnych było sporządzenie audytu działalności tych służb. Wtedy premier podjął decyzję, że nie będziemy dokonywali dużych zmian, a skoncentrujemy się na uspokojeniu sytuacji po rządach poprzedników. Chcieliśmy, żeby służby nie zajmowały się sobą, ale zadaniami. Myślę, że te cztery lata zostały dobrze wykorzystane, czego dowodem są np. ostatnie zatrzymania w związku z korupcją przy koncesjach na wydobywanie gazu łupkowego czy śledztwo dotyczące łapówek przy wielkich projektach informatycznych.

Ostatecznie ABW znajdzie się pod nadzorem ministra spraw wewnętrznych, a CBA pozostanie bliżej premiera?

ABW, wykonując swoje zadania, którymi są zwalczanie terroryzmu i kontrwywiad, współpracuje z policją i ze Strażą Graniczną. Naturalne wydaje się więc umiejscowienie jej w resorcie spraw wewnętrznych. Z kolei CBA nie jest klasyczną służbą specjalną, ale kontrolno-policyjną. Dlatego powinno zostać przy premierze, który koordynuje pracę ministrów. Ostateczne decyzje należą do niego.

Te głębokie zmiany w kierownictwie policji wiążą się z największą aferą łapówkarską polskiego wymiaru sprawiedliwości, której czarnym charakterem jest policjant, dyrektor Centrum Projektów Informatycznych.

Ta sprawa dała mi do myślenia. Długo zastanawiałem się, kto powinien kierować największą i najważniejszą formacją dla bezpieczeństwa Polaków. Ostatecznie zdecydowałem, że będzie to gen. Marek Działoszyński. To świetny fachowiec. Przekonał mnie też sposób, w jaki mówił o codziennej pracy policjantów, bo wiemy, jak ważna jest ona w budowaniu zaufania obywatela do policji, a tym samym do państwa. Uzgodniliśmy, że jednym z priorytetów będzie podniesienie komfortu pracy funkcjonariuszy.

Czym pan skusił Michała Deskura, człowieka biznesu, by przyszedł pracować za 6 tys. zł miesięcznie?

Kiedyś minister Deskur powiedział mi, że dobrym pomysłom w sektorze publicznym brakuje solidnego rachunku ekonomicznego. Bywa, że na różne projekty wydaje się setki milionów i niewiele otrzymuje w zamian. Jestem wdzięczny, że przyjął moją ofertę.

Wkrótce ma być rozstrzygnięty przetarg na blankiet nowego dowodu osobistego. Stać nas na to?

Pod kierownictwem ministra Romana Dmowskiego powołano zespół, który dokonuje oceny całego projektu. Została podjęta decyzja o przesunięciu o trzy miesiące daty rozstrzygnięcia przetargu.

Przez ostatnie lata przekonywano nas także, że niedługo będziemy się cieszyć z możliwości załatwiania urzędowych spraw przez internet.

To złożony proces, jego przeprowadzenie wymaga czasu. W grudniu podjąłem decyzję o przesunięciu o rok terminu wejścia w życie ustawy o ewidencji ludności. System PESEL łączy kilka tysięcy użytkowników, musimy mieć gwarancję, że działa bezpiecznie.

Podczas podziału MSWiA kwestie zarządzania kryzysowego zostały niejasno rozłożone. Przykładem jest telefon alarmowy 112, na który pan nie będzie miał wpływu.

Zastaliśmy ten system niemal już zbudowany. Teraz trzeba go dokończyć, właśnie w oparciu o centra powiadamiania ratunkowego przy urzędach wojewódzkich. Natomiast jeśli chodzi o zarządzanie kryzysowe, to i tak opiera się ono głównie na działaniach administracji zespolonej, którą kieruje wojewoda. Po rozmowie z ministrem Michałem Bonim mamy jasny podział: on działa tam, gdzie klęski żywiołowe, a ja mu pomagam. Odwrotna sytuacja będzie wtedy, gdy dojdzie np. do aktu terroru. Wtedy to MSW będzie pełniło wiodącą rolę. Mogę zapewnić, że robimy i zrobimy wszystko, aby Polacy czuli się bezpiecznie.