Blisko dwa lata obowiązuje już nowa ustawa o pracownikach samorządowych. Miała m.in. ułatwić zarządzanie urzędnikami w samorządzie. Czy tak się stało?

Takie było założenie ustawodawcy. W praktyce nie wszystkie nowości się sprawdziły. Pozwoliły nam uwolnić się od narzuconych przez rząd ograniczeń. I to daje nam poczucie większej samodzielności i odpowiedzialności.

Jakie to były ograniczenia?

Na przykład nie mogliśmy samodzielnie decydować o zarobkach. Rząd nie narzuca nam już, ile maksymalnie mogą zarabiać urzędnicy. Dlatego jeśli jednostka samorządowa jest zamożna, to może pozwolić sobie na zwiększenie maksymalnych stawek. Dzięki temu możemy konkurować na rynku z prywatnymi firmami o specjalistów. Wciąż jednak mamy rządową kontrolę nad płacami wójtów, prezydentów miast czy starostów.

Część ekspertów uważała, że zbyt duża swoboda samorządów może prowadzić do nadużyć. Czy te obawy były uzasadnione?

Nie. W starostwie czy urzędzie gminy wszystko można sprawdzić. Tu kontrolują nas mieszkańcy i sami urzędnicy. Ostania kontrola NIK w samorządach nie zarzuciła żadnemu z nich, że np. na niektórych stanowiskach są ustalone zbyt wysokie stawki. Wszystko jest transparentne i dostępne w urzędzie lub w biuletynie informacji publicznej. Samorządy po 20 latach funkcjonowania dojrzały do samodzielnego decydowania.

Ale NIK miała jednak zastrzeżenia do samorządów, np. do sposobu zatrudniania.

Tak. Kontrola nie dotyczyła jednak kilku tysięcy jednostek, a zaledwie około 50 gmin. Nieprawidłowości tam wykazane nie dają pełnego obrazu urzędów samorządowych. Dobór niewłaściwych kryteriów przy przeprowadzaniu konkursów na wolne stanowiska często wynika z małego doświadczenia gmin przy naborach. Zwłaszcza w małych gminach, gdzie fluktuacja kadr jest niewielka, a konkurs ogłaszany jest dwa do trzech razy w roku. Warto też dodać, że sama definicja wolnego stanowiska urzędniczego jest nieostra. W naszym starostwie trzy osoby z różnych działów zasiadają w komisji konkursowej, a później odbywa się indywidualna, niezależna ocena.

Co sekretarzom przeszkadza w stosowaniu nowej ustawy?

Na przykład brak możliwości przeniesienia z administracji rządowej urzędnika do samorządu. A tak jest w służbie cywilnej, gdzie można na podstawie porozumienia kierowników jednostek przenieść pracownika z jednego urzędu do drugiego. Możliwość przenoszenia powinna być w całej administracji publicznej. Tym bardziej że wszyscy urzędnicy są zatrudniani na podobnych zasadach. Wtedy sytuacja osoby przenoszonej jest stabilniejsza. Z kolei kierownik jednostki nie musiałby rozpisywać konkursu. Dodatkowo pracownik, np. z urzędu wojewódzkiego, jest już sprawdzony merytorycznie, bo współpracuje z samorządami. A osoba z konkursu to niewiadoma – dopiero po kilku miesiącach pracy można wskazać, czy wybór był dobry.