Rząd chce ograniczyć możliwości pracy nauczycieli akademickich na kilku uczeniach. Czy to dobry pomysł?

Na takie rozwiązanie środowisko akademickie czekało od dłuższego czasu. Rząd zaproponował je w nowelizacji ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym z 31 sierpnia tego roku. Wprowadzenie tzw. jednoetatowości oznacza, że wykładowca akademicki zatrudniony na etacie na danej uczelni będzie musiał wystąpić o zgodę jej rektora przy podjęcia kolejnego zatrudnienia na pełen etat w innej szkole wyższej.

Jak zyskają na tym wykładowcy?

Takie rozwiązanie spowoduje związanie nauczyciela akademickiego z podstawowym miejscem pracy. Skorzystają na tym również studenci, bo będą oni mieli więcej czasu na kontakt z nimi.

Takie rozwiązanie krytykują uczelnie prywatne. Ich zdaniem ograniczy to liczbę nauczycieli pracujących w ich szkołach i będzie im trudniej prowadzić studia.

Przyzwolenie na wieloetatowość było i jest sposobem na poprawę sytuacji materialnej nauczyciela akademickiego, rzadziej na wypełnienie misji edukacyjnej. Doprowadziło to do powstawania niekontrolowanej liczby uczelni niepublicznych. Obecnie jest ich w Polsce 350, co stanowi ewenement w skali europejskiej. Wpłynęło to na zasadnicze obniżenie jakości kształcenia na studiach, zarówno w sektorze publicznym, jak i prywatnym. Uzależnienie podjęcia dodatkowej pracy na etat od zgody rektora spowoduje, że na rynku edukacyjnym pozostaną jedynie najlepsze uczelnie. Poza tym w projekcie ustawy rząd daje możliwość tworzenia związków uczelni publicznych i niepublicznych. Tym samym dopuszczalna będzie również konsolidacja kadry akademickiej.

Jakie inne zmiany w zatrudnianiu czekają nauczycieli akademickich?

Chociażby obsadzanie stanowisk na podstawie konkursów. Nauczyciele akademiccy będą zatrudniani na podstawie kontraktów. Ten wymóg nie będzie dotyczyć jedynie osób, które posiadają tytuł naukowy profesora. Ci będą zatrudnieni na zasadach mianowania. Dobra dla nich informacja to propozycja uzależnienia ich pensum (liczba godzin, jaką musi przepracować nauczyciel) od ich aktywności zawodowej, a nie do liczby zajęć dydaktycznych.

Czy to oznacza, że będą mieli więcej czasu na własne badania?

Oczywiście. Chodzi o to, żeby zmobilizować wykładowców do prowadzenia własnych badań, a nie ograniczać ich jedynie do obowiązków dydaktycznych.

Jakie będą zmiany w ścieżce awansu zawodowego i kariery naukowej?

Na przykład przy robieniu doktoratu, wprowadza się wymóg publikacji naukowej przed otwarciem przewodu doktorskiego. Problem w tym, że ta zmiana w praktyce może okazać się tylko formalna. Nie sposób jednoznacznie sformułować, jakie kryteria powinna spełniać publikacja doktoranta, bo to zależy od dyscypliny i dziedziny nauki. Podniesienie poziomu polskich doktoratów, co jest niewątpliwie ważne, powinno również dotyczyć podniesienia poziomu rad naukowych, które je oceniają. Wtedy będą one miały pełne kompetencje do tego, żeby samodzielnie ustalać wymogi, jakie muszą spełnić prace doktoranckie w poszczególnych dyscyplinach.

Czy zmieni się również sposób prowadzenia habilitacji?

Na drugim etapie awansu zawodowego ma być zniesiony wymóg kolokwium i wykładu habilitacyjnego. Habilitacja będzie mogła być przedstawiana w formie spisu prac oryginalnych wraz z komentarzem. To bardzo dobry pomysł, ponieważ na tym szczeblu kariery naukowej liczy się dorobek badacza. Byłoby dobrze, gdyby to recenzenci pracy habilitacyjnej decydowali o tym, czy to kolokwium jest potrzebne, czy nie, bo wiele zależy od specyfiki prowadzonych badań i dyscypliny.

A co z tytułem naukowym profesora?

Żeby go uzyskać, wystarczy, że recenzent pracy wypełni specjalną ankietę. To przyspieszy proces uzyskiwania tytułu profesora, a także umożliwi ich ocenę według podobnych kryteriów.