ROZMOWA

DOMINIKA SIKORA:

Okręgowy Sąd Pracy w Białymstoku oddalił trzy apelacje złożone przez lekarzy, którzy domagali się odszkodowań od pracodawców za nierówność płacową. Czy to oznacza koniec akcji, do której OZZL zachęcał lekarzy?

RYSZARD KIJAK*:

Przypomnę, iż nierówność płacowa polega na tym, że uczący się zawodu lekarze rezydenci mają wyższe wynagrodzenia zasadnicze niż etatowi lekarze specjaliści, którzy ich szkolą. Akcji bynajmniej nie kończymy. Spodziewaliśmy się, że sąd rejonowy lub okręgowy może nie wydać korzystnych dla lekarzy wyroków. Zresztą, gdyby to zrobił, to apelacje i kasacje z pewnością złożyliby pozwani pracodawcy.

Czyli będziecie dalej walczyć o wyższe pensje?

Od początku byliśmy nastawieni na wyczerpanie drogi prawnej w kraju aż do końca. W razie niekorzystnego werdyktu w Sądzie Najwyższym będziemy się starali złożyć pozwy w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości w Strasburgu.

Sąd argumentował, oddalając apelacje, że to nie pracodawcy ustalają wysokości wynagrodzeń rezydentów, tylko resort zdrowia. Zgadza się pan z tą argumentacją?

Nie, ponieważ sąd wziął tu pod uwagę tylko połowę stanu faktycznego, czyli że pracodawcy nie mają wpływu na wysokość wynagrodzeń rezydentów, którzy finansowani są przez Ministerstwo Zdrowia. Tego wcale nie kwestionujemy. Natomiast druga połowa stanu faktycznego jest taka, iż pracodawcy mają wpływ na wysokość płac specjalistów. Sędziowie natomiast uporczywie uciekają od tego aspektu. Skoro zatrudnia się rezydenta za określoną stawkę wynagrodzenia, to specjaliście trzeba zwiększyć wynagrodzenie zasadnicze powyżej tej stawki. Mówi o tym art. 78 par. 1 kodeksu pracy. Zgodnie z nim wynagrodzenie za pracę powinno być tak ustalone, aby odpowiadało w szczególności rodzajowi wykonywanej pracy i kwalifikacjom wymaganym przy jej wykonywaniu, a także uwzględniało ilość i jakość świadczonej pracy. Rezydenci są zatrudnieni na umowy o pracę w placówkach opieki zdrowotnej, a nie w Ministerstwie Zdrowia, są więc takimi samymi pracownikami tych zakładów jak specjaliści etatowi. Pracodawca musi stosować wymienione kryteria w odniesieniu do obu tych grup.

Resort zdrowia rozważa zrównanie wynagrodzeń rezydentów i doktorantów. A co, jeśli się okaże, że doktoranci podobnie jak rezydenci zarabialiby więcej od specjalistów?

Jeżeli będzie to oznaczało podwyższenie wynagrodzeń doktorantów, a nie obniżenie wynagrodzeń rezydentów, to jak najbardziej popieram tę decyzję. Bo teraz stypendium naukowe wynosi 1044 zł miesięcznie, a po otwarciu doktoratu jest to 1244 zł. Doktorant z reguły specjalizuje się w ramach wolontariatu, a za cały 16-godzinny dyżur otrzymuje na rękę 120 zł, czyli po 10,50 zł za godzinę brutto. Jeśli zacznie zarabiać tyle co rezydent, to sprawiedliwości stanie się zadość. A specjaliści etatowi, z doktoratami czy bez, i tak w dalszym ciągu będą się ubiegać o wyznaczenie odpowiednich proporcji w wynagrodzeniach.

*Ryszard Kijak

sekretarz generalny Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy