ROZMOWA

MICHALINA TOPOLEWSKA

Sejm kończy dzisiaj prace nad nowelizacją ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Kontrowersje budzi możliwość zabrania przez pracownika socjalnego dziecka z domu, gdy zagrożone jest jego zdrowie lub życie. Czy może to prowadzić do nadużyć?

PIOTR BRODA-WYSOCKI

To kontrowersyjne uprawnienie, jednak zabezpieczone tym, że to sąd podejmie ostateczną decyzję. Nie sądzę też, że będzie często stosowane, bo część pracowników socjalnych będzie się obawiać posądzenia o nadgorliwość. Jednak skupianie się na samym odbieraniu dziecka przypomina udzielanie pomocy od końca. Taka decyzja powinna być ostatecznością, a wcześniej z rodziną powinni pracować pracownicy socjalni.

Ale jak to robić, gdy pod swoją opieką mają oni nawet 60 rodzin?

Czasami tych rodzin jest jeszcze więcej. Prostą receptą na taki stan rzeczy byłoby zwiększenie liczby pracowników socjalnych, ale większość gmin nie ma na to pieniędzy. Trzeba więc myśleć o odciążeniu ich od biurokratycznych obowiązków, a nie nakładaniu się na nich nowych zadań. Pracownik socjalny jest też osamotniony w środowisku lokalnym, w którym pracuje. Brakuje współdziałania z innymi służbami, np. policją, szkołami, a zwłaszcza szwankuje współpraca z sądami.

Dlaczego?

Sędziowie przy podejmowaniu decyzji wolą się opierać na paragrafach i opinii swoich służb, czyli kuratorów, a nie pracowników socjalnych. A wymiar sprawiedliwości i służby społeczne kierują się swoimi wytycznymi i często nie dostrzegają wspólnego celu, jakim powinno być dobro dziecka. Z tego wynikają problemy. Na przykład z roku na rok wzrasta liczba dzieci umieszczanych w opiece zastępczej, bo wcześniej zabrakło współpracy, która pomogłaby rodzinom przeżywającym trudności.