● Dzisiaj odbędzie się pierwsze czytanie projektu ustawy o ZOZ, którego celem jest ograniczenie handlu długami szpitali. Czy to w ogóle jest możliwe?

– Szpitale odgrywają szczególną rolę w systemie lecznictwa. Jednocześnie część z nich jest w bardzo trudnej sytuacji finansowej. Gdy nie stać ich na spłatę długów, wierzyciele najczęściej decydują się na ich odsprzedanie innej firmie. I nierzadko dochodzi do sytuacji, że długi danej placówki przechodzą w ręce jednego podmiotu, który specjalizuje się w takim działaniu. Jest to bardzo niebezpieczne zjawisko, bo zagraża właściwemu funkcjonowaniu szpitali.

● Z projektu ustawy wynika, że samorząd będzie wyrażał zgodę na sprzedaż długów przez podmioty zewnętrzne?

– Ma to wzmocnić pozycję negocjacyjną szpitali z wierzycielami.

● W ten sposób jednak samorząd będzie mógł wpływać na sytuację firmy, której szpital zalega z zapłatą?

– Tu chodzi o ochronę interesów szpitali, które obecnie nie mają żadnego wpływu na to, co dzieje się z ich długami. Praktycznie każdy może je kupić. Dlatego samorząd, czyli organ założycielski szpitala, musi mieć możliwości ograniczania takich sytuacji.

● Czy nie jest to ograniczanie swobody działalności gospodarczej?

– Takie zarzuty też mogą się pojawiać. To jest jednak kwestia odpowiedzenia sobie na podstawowe pytanie, co jest bardziej istotne z punktu wiedzenia interesu publicznego – pełna swoboda w obrocie długami szpitali czy jednak możliwość kontrolowania tego zjawiska.

● Czy taką zgodę samorządy będą wyrażać w przypadku wszystkich kontrahentów szpitali?

– Na pewno będzie to dotyczyć tych umów, które będą zawierane po wejściu w życie ustawy. W przypadku firm, wobec których szpitale już mają zobowiązania, to samorząd będzie mógł renegocjować warunki umowy, tak aby uzyskać możliwość wyrażania zgody na ewentualną cesję wierzytelności.

● A co z firmami, które oferują placówkom ochrony zdrowia bardzo drogie kredyty. Czy na podejmowanie przez szpital takich zobowiązań samorząd również powinien mieć wpływ?

– Działalność tego typu firm ogranicza tzw. ustawa antylichwiarska. Zgodnie z nią oprocentowanie kredytu nie może przekroczyć określonego poziomu.

● Ale koszty obsługi takiego kredytu nie są już limitowane?

– I to jest faktycznie duży problem, bo firmy zawierają z daną placówką nie tylko umowę kredytową, ale dodatkowo pobierają opłatę np. za obsługę prawną długu, który w przeliczeniu na odsetki od wartości zobowiązania głównego sięga np. 50 proc. w skali roku.