Kolejne rządy zapowiadają reformę KRUS. Teraz Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi przygotowało kolejny projekt. Czy faktycznie coś się zmieni?

- Nic. To proteza rozwiązań. Polski rząd próbuje mydlić wyborcom z miast oczy, że coś się zmienia. A tak naprawdę chodzi wyłącznie o zachowanie obecnego status quo. Resort rolnictwa planuje, aby od przyszłego roku zdecydowana większość rolników na przyszłą emeryturę płaciła 764 zł rocznie i 78 zł kwartalnie na ubezpieczenie wypadkowe, chorobowe i macierzyńskie. Z budżetu nadal będzie finansowana składka zdrowotna rolników. Dla porównania szewc prowadzący niewielki punkt usługowy miesięcznie tyle płaci do ZUS. Jestem zdumiona, że działające w Polsce organizacje skupiające małych i średnich przedsiębiorców, na przykład Związek Rzemiosła Polskiego, do tej pory nie przeprowadziły skutecznej kampanii przeciwko nierównemu traktowaniu drobnych przedsiębiorców.

Minister rolnictwa zapewnia, że bogaci rolnicy będą płacić wyższe składki.

- To prawda, ale ich wysokość nie ma nic wspólnego z ich zamożnością. Resort rolnictwa zakłada, że roczna wysokość składki podstawowej płaconej przez rolników będących właścicielami gospodarstw rolnych powyżej 300 ha wyniesie 4428,36 zł. Dla porównania osoba prowadząca pozarolniczą działalność gospodarczą wpłaca do ZUS rocznie prawie 10 tys. zł. W efekcie tych zmian do KRUS ma wpłynąć rocznie dodatkowo zaledwie 40 mln zł.

Czy to mało?

- Oczywiście. W ubiegłym roku z budżetu państwa do rolnictwa w różnej formie zostało skierowanych w sumie 13 proc. wszystkich środków, czyli 3 proc. PKB. Na polską wieś i do rolników trafiło więc około 50 mld zł. A rezultaty osiągniętego z tego tytułu są minimalne.

Dlaczego tak się dzieje?

- Polska wieś przejada pieniądze przeznaczone na restrukturyzację rolnictwa. Po czterech latach od wejścia do UE efekty zmian są mniejsze niż zakładano. To dlatego, że większość środków jest traktowana jako pomoc socjalna. Dopłaty bezpośrednie są przeznaczane na zakup dywanów, a nie nowoczesnego sprzętu do gospodarstwa. Obecnie na polskiej wsi panuje bardzo niebezpieczna sytuacja. Z jednej strony jest duże bezrobocie, z drugiej zaś właściciele plantacji nie mogą znaleźć chętnych do pracy przy zbiorze owoców. Równocześnie właściciele małych gospodarstw ciągle narzekają, że mają niskie dochody.

Rolnicy od wielu lat twierdzą, że nic im się nie opłaca.

- Tak, a dodatkowo w tym przekonaniu utwierdzają ich politycy. Rolnicy są jedyną grupą zawodową, o której właśnie politycy decydują, czy osiąga dochody czy nie. A tak naprawdę, takie opinie powinny być wypowiadane na podstawie analizy przychodów i wydatków danego gospodarstwa. Każdy rolnik powinien prowadzić księgowość.

Przeciwnicy takiego rozwiązania twierdzą, że gospodarz nie poradzi sobie z prowadzeniem rachunkowości.

- To mity blokujące reformę systemu. W kilku krajach UE zastosowano bardzo proste rozwiązanie. Rolnicy mają dwa gwoździe. Na jednym są zawieszane rachunki np. za środki ochrony roślin czy nawozy. Na drugi zaś trafiają dokumenty potwierdzające wielkość sprzedaży. Rolnik nie zajmuje się księgowością, gdyż rozliczeniem zajmuje się profesjonalna firma rachunkowa. Na polskiej wsi może powstać ponad 100 tys. miejsc pracy w firmach rachunkowych.

Dlaczego jest tak ważne, aby rolnicy prowadzili księgowość?

- Rolnicy powinni płacić składki wyłącznie na podstawie faktycznie osiąganych dochodów. Obecnie mamy tylko dane części gospodarstw, które uczestniczą w polskim programie FADN, który działa w Polsce od 1 maja 2004 r. Jego celem jest dostarczanie danych rachunkowych z reprezentatywnej próby gospodarstw rolnych do Sieci Danych Rachunkowych z Gospodarstw Rolnych. FADN to skrót od angielskiej nazwy tego programu Farm Accountancy Data Network. Dane te umożliwiają porównywanie dochodów gospodarstw. W Polsce badaniem FADN objęto 12 tys. gospodarstw.

Co z tych badań wynika?

- Rolnicy, którzy mają gospodarstwa powyżej 11 hektarów, osiągają przychody podobne do ludności pozarolniczej. Mówimy tu o zrównaniu z przeciętnymi dochodami w mieście w przypadku gospodarstw mających powyżej 11 ha, a nie 50 ha, jak chce resort rolnictwa. Natomiast rolnik mający 300 ha gruntów rolnych uzyskuje dochody wynoszące wielokrotność średniej krajowej. To kolejny dowód, że przy ocenie zamożności rolników nie możemy się opierać na deklaracjach polityków. Na podstawie księgi przychodów i rozchodów trzeba policzyć faktyczne dochody gospodarstwa. Dopiero stworzenie tak solidnych fundamentów pozwoli na reformę systemu ubezpieczeń.

Co się stanie, jeśli po zbadaniu dochodów gospodarstw w Polsce okaże się, że nie ma kto płacić składek do KRUS, bo rolnicy nie mają żadnych dochodów?

- To nie będą płacić wyższych składek, a ich obciążenia na rzecz KRUS będą utrzymane na obecnym poziomie. Jeśli każde gospodarstwo będzie prowadzić księgowość, to będzie można dopiero powiedzieć, czy przynosi ono zyski czy straty. W latach 80. w Nowej Zelandii zreformowano cały system podatkowy tylko dlatego, że rolnicy nie byli w stanie ponosić takich obciążeń jak ludność nierolnicza. Kraj ten w imię równości obywateli obniżył wysokość obciążeń w całej gospodarce. W Polsce być może trzeba wprowadzić podobne rozwiązanie, lecz nie wolno utrzymywać obecnej sytuacji.

Co trzeba zmienić?

- Gospodarstwo musi być traktowane jak jednoosobowa mikrofirma. Artykuł 31 konstytucji mówi, że każdy jest równy wobec prawa. Wszystkie osoby prowadzące działalność gospodarczą powinny być traktowane tak samo. Zgodnie z prawami ekonomii gospodarstwo rolne jest firmą, bo prowadzi produkcję skierowaną w mniejszym lub większym stopniu na rynek. Z tego też powodu powinno mieć obowiązek notowania przychodów i rozchodów. W Polsce tylko politycy przeciwstawiają się prawom ekonomii.

To jednak oznacza konieczność zmiany konstytucji, w której zapisano, że podstawą jest rodzinne gospodarstwo.

- Nic podobnego. W konstytucji nie jest także zapisane, że gospodarstwo rodzinne nie może być podmiotem prawa. A u nas nie jest. W ustawie zasadniczej nie ma też żadnego przepisu, że rolnicy mają płacić niskie składki na ubezpieczenie społeczne. Proszę mi pokazać przepis, że konstytucja zwalnia rolników z płacenia składek na ubezpieczenie zdrowotne. Nikt takiego nie znajdzie, bo go nie ma. Dlatego, nie zmieniając konstytucji, można przeprowadzić reformę systemu i objąć tę grupę zawodową obowiązkiem płacenia podatków od osób fizycznych. W nowej ustawie o KRUS trzeba jasno i wyraźnie zapisać, że skoro gospodarstwo rolne staje się podmiotem prawa, to rolnik musi mieć prawo zawierania umów i ponoszenia konsekwencji z tego tytułu.

Resort rolnictwa planuje podniesienie kwoty granicznej, która powoduje wykluczenie z KRUS rolników z firmą. Czy to krok we właściwym kierunku?

- Ależ skąd. Na polskiej wsi jest największa szara strefa w Europie. Rolnicy, płacąc za usługi, nie korzystają z kont, lecz przekazują sobie pieniądze z ręki do ręki. Firmy prowadzone przez rolników ubezpieczonych w KRUS wystawiają rachunki dopiero wtedy, gdy muszą. I to naprawdę nie ma nic wspólnego z faktycznym rozmiarem ich obrotów. Czy kwota należnego podatku będzie wynosić tyle co obecnie, czy ponad 5 tys. zł, jak proponuje resort rolnictwa, to i tak to nic nie zmieni. To jest tylko kosmetyczna zmiana.

Związkowcy twierdzą, że w starych krajach UE rolnicy mogą prowadzić sklepy ze swoimi produktami. Oni też tak chcą.

- A kto im broni prowadzić taką działalność.

Jeśli to zrobią, zostaną wykluczeni z KRUS i trafią do ZUS.

- Po pierwsze, w Polsce aż 67 proc. rolników nie produkuje na rynek artykułów żywnościowych. Natomiast 30-proc. grupa rolników dostarcza 80 proc. produktów na rynek. Reszta sprzedaje małe nadwyżki i żyje z czegoś innego. Po drugie, to nieprawda, że w krajach starej Piętnastki wszyscy rolnicy prowadzą własne sklepy. W Grecji, Niemczech czy Francji powstają grupy producenckie. Rolnicy wyciągają pieniądze z kieszeni, budując małe przetwórnie. Jednak sami rolnicy nie pracują w przetwórni, gdyż do produkcji serów zatrudniają pracowników. Takie przetwórnie przeważnie wytwarzają produkty regionalne spełniające najwyższe normy jakości. A polscy rolnicy nie zakładają takich przetwórni, bo musieliby płacić podatki.

KATARZYNA DUCZKOWSKA-MAŁYSZ

profesor ekonomii, kierownik Katedry Rozwoju Obszarów Wiejskich Szkoły Głównej Handlowej, wcześniej wrocławskiej Akademii Rolniczej. Ekspert UE ds. gospodarczych