- W polskiej kulturze nie jest przyjęte, aby samemu proponować odejście, chyba że ma się już innego pracodawcę. Propozycje rozstania składają w takich sytuacjach zwykle pracodawcy. Czasami mamy jednak przeczucie, że jesteśmy następni do zwolnienia. Jeśli mamy dobrą intuicję i świadomość, że taka sytuacja nastąpi, to jest to dobry moment, aby zaproponować pracodawcy rozstanie na swoich warunkach. Zyskujemy wtedy małą, ale zawsze przewagę negocjacyjną. Ułatwiając to mało przyjemne zadanie, jakim jest zwolnienie, naszemu przełożonemu, możemy liczyć na jego wdzięczność, która w tej sytuacji może zadziałać na naszą korzyść.

● A jeśli rozmowy o odejściu toczą się nie po naszej myśli, jak nie stracić zimnej krwi?

- Palenie za sobą mostów jest chyba najgorszym rozwiązaniem, jeśli do tej pory nasze relacje z pracodawcą były poprawne i zgodne z zasadami prawa.

Ludzie się znają, informacje w poszczególnych branżach krążą, nigdy nie wiadomo, czy np. nasz szef nie zmieni pracy i w przyszłości nie będzie naszym usługobiorcą.

Warto więc odejść z klasą. Warunkiem niezbędnym z obu stron jest w takiej sytuacji otwartość i dialog. Tymczasem często słyszy się o nagłym blokowaniu zwalnianym dostępu do skrzynek pocztowych, zakazie wstępu do biura. Jest to nagminny błąd popełniany przez pracodawców. Nie łudźmy się: przy odejściu nie należy liczyć na niczyje wsparcie w firmie, jedynie na swoje siły i umiejętności dyplomatyczne.

● Czy warto utrzymywać dobry kontakt z byłym pracodawcą? Informować go, gdzie się przechodzi, zostawić telefon?

- Oczywiście, że warto utrzymywać taki kontakt, chociaż nie ma prawnego obowiązku informowania, gdzie się odchodzi. Spora część pracodawców zabezpiecza się obecnie, stosując odpowiednie zapisy w umowach, jednak zakaz konkurencji i pracy na rzecz innych pracodawców z danej branży ma zastosowanie wyłącznie wtedy, gdy pracodawca ze swojej strony zapewni byłemu pracownikowi odszkodowanie.