Ubezpieczona od 1978 roku przez 13 lat pracowała w wydziale paszportowym komendy wojewódzkiej policji. Mimo jego likwidacji w 1991 roku pozostała w służbie. W 2006 roku Zakład Emerytalno-Rentowy (ZER) przyznał jej prawo do emerytury policyjnej. Jednak wejście w życie ustawy z 23 stycznia 2009 r. nowelizującej ustawę emerytalną spowodowało, że ZER obniżył jest wysokość świadczenia za lata 1978 – 1989, przeliczając każdy rok służby po 0,7 proc. postawy wymiaru, a nie jak było wcześniej – po 2,6 proc. Decyzja taka wynikała z tego, że Instytut Pamięci Narodowej potwierdził, że zainteresowana w tym okresie pełniła służbę w organach bezpieczeństwa państwa. W efekcie tego obniżenia emerytowana policjantka każdego miesiąca otrzymuje 3072 zł.

Ubezpieczona odwołała się do sądu I instancji. W czasie sprawy jako pełnomocnik dyrektora ZER pojawił się pracownik tego organu. Ubezpieczona, która przegrała sprawę, złożyła apelację od tego wyroku. Natomiast sąd II instancji, badając sprawę, skierował pytanie prawne do Sądu Najwyższego (SN), czy wymóg należytego umocowania pełnomocnika procesowego jest w interesie strony, którą reprezentuje (czyli ZER). Tym samym tylko ona może powoływać się na nieważność takiego postępowania czy także strona przeciwna.

Sąd Najwyższy po zbadaniu sprawy odmówił jednak odpowiedzi na to pytanie. Zdaniem SN pracownik ZER niebędący radcą prawnym nie może być pełnomocnikiem procesowym w sprawach ubezpieczeniowych. W takich sprawach ma zastosowanie uchwała siedmiu sędziów z 13 października 2011 r. (sygn. akt II UZP 6/11).

– Ma ona zastosowanie na przyszłość, od dnia jej podjęcia – wyjaśnia Józef Iwulski, sędzia SN.

Zdaniem Małgorzaty Hasiewicz, radcy prawnego z Wrocławia, dyrektor ZER w sprawach z zakresu zaopatrzenia emerytalnego funkcjonariuszy działa więc samodzielnie. A że nie jest osobą prawną ani przedsiębiorcą, więc faktycznie pracownik nie może go reprezentować w sądzie pracy.

Wyrok Sądu Najwyższego z 9 grudnia 2011 r., sygn. akt II UZP 10/11