Pracownik był właścicielem 25 akcji w spółce pracowniczej, w której był zatrudniony jako ślusarz. Podpisał notarialną umowę przedwstępną sprzedaży tych akcji po 5 tys. zł za każdą spółce zewnętrznej, a także udzielił jej pełnomocnictwa nieodwołalnego do reprezentowania go na walnych zgromadzeniach akcjonariuszy. Pracodawca uznał, że pracownik naruszył tym działaniem obowiązek dbania o dobro firmy. Dlatego zwolnił go za trzymiesięcznym okresem wypowiedzenia.

Ślusarz odwołał się do sądu rejonowego. Ten uznał tak samo jak pracodawca, że naruszył on dobro spółki i innych pracowników. Argumentował, że chciał sprzedać akcje, mimo że zabraniał tego statut spółki. A to zdaniem sądu wystarczająca przesłanka wypowiedzenia umowy. Były pracownik złożył apelację od tego wyroku. Sprawę jednak przegrał. Sąd II instancji powtórzył argumenty prawne z poprzedniego wyroku.

Pracownik wniósł skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego. Adwokat Stefan Jaworski, pełnomocnik ślusarza, mówił wczoraj w czasie rozprawy, że przyczyną wypowiedzenia nie może być to, że pracownik realizował swoje uprawnienia korporacyjne, zawierając umowę przedwstępną i ustanawiając pełnomocnictwo.

Z tym poglądem nie zgodzili się sędziowie. Ich zdaniem powodem rozwiązania umowy było to, że pracownik nie dbał o dobro pracodawcy, a nie to, że chciał sprzedać swoje akcje i pozbyć się prawa głosu na walnym zgromadzeniu wspólników. A nie dbał on o to dobro, bo działał na jej szkodę i jej pracowników. I nie ma przy tym znaczenia, czy szkoda powstaje wskutek działania, które jest zawinione albo niezgodne z prawem. Tak więc nie ma zatem znaczenia, że pracownik niezgodnie ze statutem spółki chciał pozbyć się akcji i prawa głosu. Ważne jest to, że w konsekwencji szkodziło to spółce, bo sprzyjało spółce zewnętrznej, która chciała ją wrogo przejąć. Ta kupowała głosy na walnym zgromadzeniu także od innych pracowników. Oprócz powoda, jeszcze 17 pracowników ustanowiło pełnomocnictwo na rzecz spółki.

Dzięki temu mogła ona wpływać na losy spółki. Mimo że przed taką sytuacją miał ją chronić statut. Przewiduje on, że pracownicy mogą sprzedać akcje, jeśli zgodzi się na to rada nadzorcza. Ponadto pierwszeństwo w ich nabyciu mają inni pracownicy. Każdy z nich ma dwa głosy, a pozostali, niebędący pracownikami, jeden.

– Pracownik zachował się więc nielojalnie wobec spółki i swoich kolegów – mówi Jolanta Strusińska-Żukowska, sędzia Sądu Najwyższego.

Sygn. akt II PK 199/10