I nie jest prawdą, że nikt nie chce inwestować na wsi, bo na rozpatrzenie czeka ponad 10 tys. wniosków. Gołym okiem widać, że program tworzenia małych firm na wsi szwankuje i wymaga pilnej naprawy. „DGP” z troską pochylił się nad tym problemem i został za to ostro skarcony. W zjadliwym komentarzu ad personam rzecznik prasowy Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa przypomina, że agencja jest w Europie liderem w wydawaniu unijnych pieniędzy. O tym, że nie jest liderem w tworzeniu mikroprzedsiębiorstw na wsi i jakie są tego przyczyny, nie pisnął ani słowem. A jest o czym pisać.

O niektórych absurdach, z którymi spotykają się inwestorzy, którzy pokusili się o unijne pieniądze z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich, krążą już anegdoty. Bo jak nie wyśmiewać się np. z wymogu przedłożenia urzędowego zaświadczenia o tym, że wybudowanie płotu nie wymaga pozwolenia na budowę. Tego by nawet Bareja nie wymyślił. Rzecznik, co oczywiste, zamiast o fiasku tworzenia mikroprzedsiębiorstw na wsi woli pisać o sukcesach swojej instytucji. Chwali się np. tym, że na początku grudnia w ciągu czterech pierwszych dni realizacji dopłat bezpośrednich za 2010 rok agencja przekazała na konta rolników 3,5 mld zł. Zapomniał jednak dodać, że w kolejnych dniach tempo przekazywania płatności wyraźnie zwolniło i przez następny tydzień do rolników trafiło już tylko 400 tys. zł. Do wypłacenia agencja ma jeszcze 9 mld zł.

Czy wypłaty będzie realizowała w tempie z początku, czy z połowy grudnia? Czy trzeba będzie na nie czekać cztery dni, czy cztery miesiące? Tych informacji na próżno szukać na stronie internetowej ARiMR. W imieniu rolników, którzy z tymi pytaniami dzwonią do naszej redakcji, pytam więc: jest świetny PR, a gdzie jest kasa?