To oznacza, że w 100 proc. będą odpowiadać za to, co się dzieje w ich szpitalach. Pacjenci będą wreszcie wiedzieli, kogo winić za złe usługi.

W ciągu ostatnich 10 lat z publicznej kasy na długi szpitali wydano co najmniej 10 mld zł. A z każdym kolejnym oddłużeniem samorządowcy i dyrektorzy szpitali zyskiwali pewność, że i następnym razem, jak wystarczająco głośno pokrzyczą, że szpitale stoją na skraju bankructwa, państwo wyciągnie do nich pomocną dłoń. Taka zabawa mogła trwać jeszcze kilka dobrych lat.

Rząd nie rezygnuje z krytykowanej koncepcji przekształceń, chociaż nie mówi już o obowiązkowych przekształceniach. Próbuje do nich raczej zachęcać, niż zmuszać. Mają być prostsze i szybsze, a samorządy po raz ostatni dostać dodatkowe pieniądze na spłatę długów swoich placówek.

To, czy szpitale będą lepiej gospodarować pieniędzmi, w dużej mierze zależy od determinacji samorządów. Jak każde inne sprawnie działające przedsiębiorstwo także one muszą nauczyć się liczyć i szanować nasze pieniądze.