W praktyce postulaty te wciąż czekają na realizację. Zwłaszcza po ostatnich zapowiedziach podwyżki VAT. Jakby tego było mało, to pracodawca ma wiedzieć, gdzie, w jakim orzeczeniu sądu, szukać dokładnych terminów wypłaty świadczeń, żeby nie narazić się na zrzut łamania praw pracowniczych. W kodeksie pracy na próżno ich szukać. To właśnie efekt zaniechania działań, które miały uprościć prowadzenie firmy.

Kodeks pracy to nadal opasłe tomisko. 300 artykułów zrozumiałych dla wytrawnych specjalistów, ale zupełnie bezużytecznych dla przeciętnego właściciela małej firmy. Bez komentarzy ekspertów, orzeczeń sądów, a nawet płatnych opinii prawników trudno w nich znaleźć odpowiedź na podstawowe pytania dotyczące zatrudnienia.

Dobrą okazją do poprawienia prawa byłoby odkurzenie projektu nowego kodeksu pracy, który eksperci przygotowywali kilka dobrych lat. Na razie jego miejsce to dalej głęboka szuflada, do której rządzący nie zaglądają. Po ostatnich wyborach stracili alibi umożliwiające im brak decyzji w najważniejszych dla firm sprawach.