FELIETON

Demografia jest dość przewidywalna. Znając obecną strukturę społeczeństwa, okres trwania życia, szacując tempo jego poprawy, można ocenić skalę przyszłych wyzwań demograficznych. Oczywiście tego typu szacunki jak zawsze oparte są na pewnych założeniach, choćby takich, że skala migracji do krajów europejskich znacznie nie wzrośnie. Będąc świadomymi wyzwań demograficzno-fiskalnych, można albo udawać, że ich nie ma – uznając że jest to zmartwienie przyszłych rządów – lub też zmierzyć się z tym wyzwaniem, przede wszystkim podnosząc wiek emerytalny. Można to robić jak Niemcy, zapowiadając to z wyprzedzeniem: począwszy od 2012 roku wiek emerytalny będzie stopniowo wydłużany, równy dla kobiet i mężczyzn, i będzie wynosił docelowo 67 lat. Innym wariantem podnoszenia wieku emerytalnego jest wariant grecki, gdzie przez lata wmawiano ludziom, że przywilej wcześniejszego przechodzenia na emeryturę się należy, a teraz w wyniku kryzysu wiek emerytalny musi być podwyższany skokowo. Nawet we Francji, która w Europie jest ostoją rozwiązań socjalnych, rząd przyjął projekt zmian wieku emerytalnego, proponując podwyższenie go o dwa lata z obecnych 60 do 62 lat.

W Polsce w 1999 roku przeprowadziliśmy zmianę systemu emerytalnego, ściśle wiążąc wiek przechodzenia na emeryturę z sumą wpłaconych składek i momentem zakończenia aktywności zawodowej. Dzięki temu powstał system promujący dłuższą aktywność i późniejsze przechodzenie na emeryturę. Niestety doświadczenia światowe pokazują, że nawet tak silne bodźce nie działają. Wielu z nas woli wróbla w garści niż gołębia na dachu. Innymi słowy lepsza niższa emerytura teraz niż wyższa, tyle że za kilka lat. Nie umiemy sami oszacować szansy dożycia późniejszego wieku emerytalnego, nie mamy pewności, czy przez kolejne kilka lat będziemy mieli pracę. Te dylematy powodują, że nie zdecydowano się wprowadzić w pełni elastycznego wieku emerytalnego i przyjmuje się, że minimalny wiek przechodzenia na emeryturę jest niezbędny. Gdyby wiek emerytalny był w pełni elastyczny, istniałoby ryzyko, że osoby przechodzące bardzo wcześnie na emeryturę znalazłyby się w końcu na garnuszku państwa.

Nie możemy się oszukiwać i wierzyć, że zachęty do późniejszego przechodzenia na emeryturę rozwiążą problem. Dlatego już dzisiaj powinniśmy rozpocząć podwyższanie minimalnego wieku emerytalnego. Mamy znacznie lepszą sytuację demograficzną niż średnia europejska, gdyż pokolenia wyżu stanu wojennego będą pracować na emerytury wyżu powojennego. W innych krajach Europy nie ma wyżu demograficznego lat 80. Ale w Polsce efektywny wiek przechodzenia na emeryturę jest wyjątkowo niski. Średnio dla mężczyzn wynosi on ok. 61 lat, a dla kobiet ok. 58 lat. Nie ma co ludziom tworzyć iluzji – nie ma innego wyjścia jak podwyższanie wieku emerytalnego przy jednoczesnym jego zrównaniu dla obu płci. Im wcześniej to zaczniemy robić, tym bardziej akceptowalne będzie społecznie. Najgorzej, gdy dziś będziemy zapewniać, że nie ma takiej potrzeby, a jutro skokowo wiek emerytalny podwyższymy.