Pieniądze te miały być wykorzystane dopiero w sytuacji, gdyby było więcej pobierających świadczenia niż płacących składki. Politycy szybko jednak uznali, że pieniądze na przyszłe emerytury lepiej wykorzystać na bieżące potrzeby i w ten sposób zapewnić sobie zwycięstwo w kolejnych wyborach. Dopiero po dziesięciu latach od startu reformy emerytalnej obecny rząd planuje przeznaczyć 40 proc. przychodów z prywatyzacji na przyszłe emerytury. Szkoda, że dopiero teraz zaproponowano takie rozwiązanie. Prywatyzacja dobiega bowiem końca.