Zbigniew Religa, minister zdrowia, który wczoraj spotkał się z premierem Jarosławem Kaczyńskim, powiedział, że Szpital Kliniczny z Wrocławia, który jest zadłużony na 300 mln zł, może liczyć na pomoc państwa. Zapowiedział, że zostanie mu przekazane 30–40 mln zł na pokrycie długów. Nie przedstawił jednak szczegółów uruchomienia zapowiadanego w piątek wieloletniego programu oddłużeniowego dla szpitali generujących największe długi. Wiadomo jedynie, że resort zdrowia proponuje udzielenie tym placówkom ochrony zdrowia długoterminowej pożyczki z budżetu państwa. Dzięki temu szpitale mogłyby spłacić swoje zobowiązania wymagalne, czyli takie, których termin płatności już minął.
Pożyczka do spłaty
Obecnie w kraju jest około 30 szpitali, które mają tak duże długi, że zachodzi obawa, że zajęcie ich pieniędzy przez komorników może pozbawić je możliwości leczenia pacjentów. Minister zdrowia podkreśla, że pożyczka powinna trafić do tych najbardziej zadłużonych. Szpitale, które będą chciały z niej skorzystać, musiałyby również spełnić wiele restrykcyjnych warunków. Nie można byłoby jej umorzyć. Na taką pomoc liczy m.in. Akademickie Centrum Kliniczne Szpitala Akademii Medycznej w Gdańsku. Obecnie dług tej placówki wynosi około 200 mln zł. Szpital również sam stara się redukować zadłużenie. – Niestety to wiąże się m.in. ze zmniejszaniem zatrudnienia – mówi Zbigniew Krzywosiński, dyrektor gdańskiego centrum. Szpital stara się jednocześnie o uzyskanie kredytu hipotecznego, którego spłata byłaby rozłożona na 40 lat. Liczy na to, że dzięki uzyskanym pieniądzom zmniejszy się chociażby obsługa jego zadłużenia, która kosztuje placówkę nawet 3 mln zł miesięcznie.
Ministerstwo Zdrowia chce również chronić przed zajęciami komorniczymi 75 proc. środków z NFZ, jakie trafiają do poszczególnych szpitali
Zmienić wycenę procedur
Wśród 43 szpitali klinicznych tylko 11 nie jest zadłużonych. Zdaniem Stanisława Szczepaniaka, zastepcy dyrektora Szpitala Klinicznego nr 2 w Poznaniu, przyczyny zadłużania się klinik są różne. – Wysokospecjalistyczne procedury medyczne, które są wykonywane tylko przez szpitale kliniczne, są źle wyceniane – mówi dyrektor Stanisław Szczepaniak. Dodaje jednak, że jednocześnie przez lata placówki te nie liczyły się w ogóle z ograniczeniami narzucanymi im przez Narodowy Fundusz Zdrowia. – Nigdy nie było decyzji chociażby o dostosowaniu bazy tych jednostek do ich możliwości finansowych – dodaje dyrektor poznańskiego szpitala. Szpitale kliniczne wykonują więcej świadczeń zdrowotnych, niż przewidują to kontrakty z funduszem. – To wynika z tego, że nauczone doświadczeniem wiedzą, że NFZ i tak, wcześniej czy później, za nie zapłaci – podkreśla dyrektor Stanisław Szczepaniak. Profesor Florian Czerwiński, dyrektor ds. lecznictwa Szpitala Klinicznego nr 2 w Szczecinie, potwierdza, że faktycznie niektóre usługi medyczne wykonywane w szpitalach klinicznych są bardzo źle wyceniane – np. z zakresu chirurgii, onkologii czy chemioterapii. – Ale szpital zarabia na świadczeniach, które są bardzo dobrze płatne, czyli okulistycznych czy kardiologicznych – dodaje profesor Florian Czerwiński. Szczeciński szpital jest jednym z tych, które nie są zadłużone. To wynik bardzo restrykcyjnej polityki finansowej. – Dokładnie liczymy wszystkie koszty, nie mamy np. dużych zapasów leków, bo nie ma najmniejszego sensu tego robić – dodaje prof. Florian Czerwiński. Dyrektorzy szpitali klinicznych podkreślają jednak, że rola szpitali klinicznych jest bardzo specyficzna – one nie tylko leczą, ale również uczą młodych lekarzy. Jak mówi dyrektor Zbigniew Krzywosiński, to także powinno wpływać na poziom ich finansowania. Natomiast w praktyce jest tak, że wyceniając np. operację wyrostka, fundusz nie bierze pod uwagę tego, że uczestniczy w niej również kilkunastu studentów. – Szpital musi im zapewnić jednorazowe maseczki, rękawiczki czy fartuchy, a to wszystko kosztuje – dodaje dyrektor Zbigniew Krzywosiński.
Kliniczne z dużym budżetem
To, że szpitale nie tylko leczą, ale również uczą, powoduje, że nawet jeżeli są bardzo zadłużone, to dalej funkcjonują. Tomasz Korkosz, rzecznik prasowy Naczelnej Izby Lekarskiej, mówi, że dyrektorzy szpitali klinicznych dobrze wiedzą, że nie zostaną zlikwidowane, bo akademii medycznych, czyli ich organów nadzorczych, nie stać na przejęcie wielomilionowych długów. – Jednocześnie żaden inny świadczeniodawca w regionie nie byłby w stanie zająć się pacjentami takiej placówki, bo nie dysponuje odpowiednim sprzętem lub po prostu nie wykonuje skomplikowanych operacji – dodaje Tomasz Korkosz. Roczny kontrakt szpitala klinicznego z NFZ to nawet 200 mln zł (dla porównania – szpitala wojewódzkiego, to kilkadziesiąt mln zł). Fundusz jednak nie kontroluje sytuacji finansowej szpitala przed podpisaniem kontraktu. Jak mówi Jolanta Kocjan, rzecznik prasowy NFZ, fundusz może sprawdzić np. warunki lokalowe w szpitalu lub czy badania są wykonywane sprawnym sprzętem. Nie nadzoruje jednak sytuacji finansowej konkretnej placówki. – NFZ może zareagować, gdy placówka nie wywiązuje się z ustaleń zawartych w kontrakcie, i nałożyć na nią karę finansową do 2 proc. wartości podpisanej umowy – dodaje Jolanta Kocjan. Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy uważa, że jednym z powodów dramatycznej sytuacji szpitali jest brak równowagi między ilością pieniędzy przeznaczanych na świadczenia zdrowotne a ilością finansowanych świadczeń. – Bez dodatkowych pieniędzy system lecznictwa nigdy nie będzie sprawnie działał – uważa Krzysztof Bukiel, przewodniczący OZZL. Natomiast proponowane pożyczki jedynie odłożą problem w czasie. – Należy poważnie zastanowić się nad wprowadzeniem możliwości ogłoszenia upadłości szpitali oraz przekształceniem szpitali w spółki prawa handlowego – dodaje przewodniczący Związku.