Szefowa Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych przypomniała, że obecnie minimalne normy zatrudnienia są regulowane rozporządzeniem ministra zdrowia. "Ono jest bardzo skomplikowane i posiada wady prawne" - oceniła Małas w rozmowie z PAP.

Jeszcze bardziej krytyczna jest Izabella Szczepaniak z Zarządu Krajowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych. „Minimalne normy zatrudnienia w grupie zawodowej pielęgniarek i położnych wprowadzone rozporządzeniem ministra Bartosza Arłukowicza to kompletny bubel; kompletnie nie przystają one do rzeczywistości” – powiedziała.

Zdaniem pielęgniarek minimalne normy zatrudnienia pielęgniarek nie gwarantują bezpieczeństwa pacjentów.

"Według tego rozporządzenia nie da się wyliczyć obsad w sposób bezpieczny. Jest też tak, że nawet jak zostaną wyliczone, i tak pracodawca ostatecznie decyduje. Czyli nie ma sankcji dla pracodawcy i on może zmienić te minimalne normy i najczęściej zmienia w dół, a nie w górę, tłumacząc się oczywiście sytuacją finansową szpitala" - podkreśliła Małas.

Zdaniem Szczepaniak służący do ustalania norm zatrudnienia wzór obejmujący m.in. zakres i rodzaj udzielanych świadczeń, liczbę pacjentów według różnych kategorii opieki oraz średni dobowy czas świadczeń pielęgniarskich bezpośrednich i pośrednich, jest „skomplikowany, nieczytelny i nieprzystający do rzeczywistości”.

Normy zatrudnienia to, w jej opinii, furtka dla dyrektorów placówek do określania minimalnych norm zatrudnienia pielęgniarek na jak najniższym poziomie, nie odzwierciedlającym faktycznych potrzeb. Jej zdaniem są najczęściej spełniane na "najniższym możliwym, zupełnie minimalnym poziomie, tak żeby pacjent nie umarł i szpital przetrwał".

„Szpitale wyliczają cały cykl dziwnych skomplikowanych procedur, żeby ustalić na koniec, że wystarczy jedna pielęgniarka. Wychodzi piękny rachunek ekonomiczny” – podkreśliła Szczepaniak.

Jak dodała, normy określane są raz w roku, czasami raz na trzy lata. Tymczasem sytuacja na oddziałach zmienia się bardzo dynamicznie i raz są pacjenci dość samodzielni a kiedy indziej - wymagający całkowitej opieki pielęgniarskiej - zaznaczyła.

Zdaniem samorządu należy wypracować standardy, które określą minimalne normy zatrudnienia. "Chcielibyśmy, żeby pielęgniarka nie miała pod opieką więcej niż 6-8 pacjentów" - powiedziała Małas.

Jak dodała w przypadku opieki nad dziećmi normy powinny być inne. Wskazała, że zgodnie ze standardami, jakie obowiązują w wielu krajach europejskich, pielęgniarka powinna mieć pod opieką nie więcej niż jedną salę dziecięcą (w zależności m.in. od rodzaju oddziału).

Samorząd zaproponował wskaźniki, według których wyliczana powinna być liczba pielęgniarek. Zdaniem NRPiP na oddziałach zachowawczych wskaźnik taki powinien wynosić 0,6; na zabiegowych - 0,7; a na dziecięcych - 0,8. Oznacza to, że np. na oddziale dziecięcym, na którym jest 40 łóżek, liczba pielęgniarek powinna być iloczynem 40 i wskaźnika 0,8 - powinny być więc zapewnione 32 etaty pielęgniarskie.

"Czasami jest tak, że na grafiku jest sporo pielęgniarek, ale są one na urlopach wychowawczych lub zwolnieniach lekarskich. Czasami jest tak, że na grafiku jest ich 20, a pracuje 14 albo 15. Ten stan nie jest uzupełniany w żaden sposób" - podkreśliła Małas.

Poinformowała, że samorząd spotka się z kierownictwem resortu zdrowia w sprawie wpisania w tzw. rozporządzenia koszykowe wskaźników minimalnej obsady pielęgniarskiej. Wówczas NFZ, kontraktując świadczenia, sprawdzałby, czy szpital spełnia te normy. Takie rozwiązanie już teraz obowiązuje m.in. w neonatologii.

Takich zmian domaga się również OZZPiP. „Chcemy by przy kontraktowaniu procedur medycznych było jasno określone, ilu potrzeba lekarzy, ile pielęgniarek. Wtedy nie byłoby tego, co jest teraz: że nie ma kasy i zatrudnia się jedną pielęgniarkę na oddział albo jedną na dwa oddziały bo i takie są sytuacje” – powiedziała Szczepaniak.

„Pacjent ma prawo do prawdziwej opieki pielęgniarskiej, a tej chwili według norm pielęgniarka pielęgnuje przede wszystkim dokumentację, bo jest jej tyle że ma czas prawie tylko na nią. A przecież pacjent ma prawo do tego, by miał pielęgniarkę, która poświęci jemu czas, porozmawia z nim i wykonana wszystkie zabiegi pielęgnacyjno-lecznicze” – powiedziała Szczepaniak.

Ministerstwo Zdrowia podkreśla, że rozporządzenie w sprawie sposobu ustalania minimalnych norm zatrudnienia pielęgniarek i położnych określa sposób ustalania norm, a nie same normy. Jest to narzędzie dla kadry zarządzającej, które służy m.in. do określenia zapotrzebowania na opiekę pielęgniarską i położniczą.

Rzeczniczka MZ Milena Kruszewska zaznaczyła, że minimalne normy zatrudnienia są różne dla poszczególnych podmiotów leczniczych, co wynika m.in. z zakresu i rodzaju udzielanych świadczeń zdrowotnych, liczby hospitalizowanych pacjentów oraz harmonogramu czasu pracy.

„Rozporządzenie zawiera załączniki, przy wykorzystaniu których można dokonać oceny stanu pacjenta i stopnia jego samodzielności, co w efekcie daje możliwość zakwalifikowania go do danej kategorii opieki. Istotne jest ustalenie średnich czasów świadczeń pielęgniarskich pośrednich, bezpośrednich i średniego czasu dyspozycyjnego pielęgniarki, a następnie na podstawie wzoru można obliczyć minimalną normę zatrudnienia” – przekazała PAP Kruszewska.

Rzeczniczka zaznaczyła, że kierownik podmiotu leczniczego oraz kadra pielęgniarska znają stany kliniczne pacjentów, czas trwania hospitalizacji, specyfikę udzielanych świadczeń zdrowotnych, organizację pracy, zatem mogą obliczyć liczbę pielęgniarek i położnych konieczną do opieki nad chorymi.

Ostateczna decyzja w sprawie ustalenia minimalnej liczby pielęgniarek i położnych zatrudnianych np. na danym oddziale należy do kompetencji kierownika placówki. Kruszewska zaznaczyła, że powinna być ona opiniowana przez przedstawicieli samorządu zawodowego i związków zawodowych.

Zgodnie z przepisami normy powinny być ustalane co najmniej raz na trzy lata. Rzeczniczka podkreśliła jednak, że gdy stan kadry lub warunki organizacyjne ulegają zmianie, kierownik powinien "podjąć doraźne działania i dostosować ustalone wcześniej minimalne normy do zmieniającej się sytuacji".

Określenie niezbędnej liczby pielęgniarek i położnych na poszczególnych oddziałach szpitalnych przy kontraktowaniu świadczeń zdrowotnych z NFZ (tak, jak jest to w przypadku lekarzy) od dłuższego czasu jest jednym z postulatów tej grupy zawodowej.