Oczywiście tak złej sytuacji by nie było, gdyby w poprzednich latach kolejne rządy i to niezależnie od barw partyjnych, nie decydowały się wbrew ustawie na zamrażanie kryteriów dochodowych. A kiedy w końcu trzy lata temu Ministerstwu Pracy i Polityki Społecznej udało się przeforsować wzrost progów, to opór ze strony resortu finansów był tak silny, że podwyżka była minimalna. Skutki tej decyzji były zaś takie, jak wszyscy przewidywali. Liczba dzieci z przyznanym zasiłkiem wcale nie wzrosła. Co więcej , dalej spadała, co stanowiło kolejny argument przemawiający za tym, że taka podwyżka nie mogła przynieść żadnych pozytywnych efektów.

Tego samego nie będzie można powiedzieć za kilka miesięcy, gdy zaczną obowiązywać podwyższone kryteria. Z pewnością spowoduje to, że po raz pierwszy od 2004 r., kiedy wprowadzony został obecny system wsparcia rodzin wychowujących dzieci, w statystykach odnotowany zostanie wzrost przyznanych zasiłków. Dzięki temu tysiące opiekunów uzyska ją realną pomoc pozwalającą na chociaż częściowe pokrycie wydatków na dzieci.

W tym miejscu w zasadzie mogłabym zakończyć komentarz, gdyby nie pozostająca w tyle głowy myśl o jesiennych wyborach i związanych z tym wątpliwościach co do prawdziwych intencji rządu. Czy gdyby sytuacja polityczna w tym roku była inna, np. taka jak trzy lata temu, premier Ewa Kopacz byłaby tak hojna dla rodzin? Czy gdyby nie spadające poparcie dla rządzącej od 8 lat koalicji, decyzja byłaby inna? Pytania te są na tyle uzasadnione, że wyższe kryteria i zasiłki to nie wszystko. Rodziny, które mimo podwyżki dalej będą przekraczać próg dochodowy, będą mogły skorzystać z reguły złotówka za złotówkę. Warto więc przy okazji chwalenia rządu pamiętać, że niekoniecznie motywem działań była trudna sytuacja rodzin lub chęć przywrócenia normalności w systemie przyznawania świadczeń.