Nad młodzieżowymi ośrodkami wychowawczymi (MOW), młodzieżowymi ośrodkami socjoterapii (MOS) i specjalnymi ośrodkami wychowawczymi nadzór sprawuje obecnie resort edukacji. W Sejmie powstał jednak plan, by przynajmniej część z nich trafiła pod skrzydła Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej.

Brak pomysłu

Choć ośrodki zajmujące się trudną młodzieżą działają już od 50 lat, to nigdy nie wypracowano jednego pomysłu na ich funkcjonowanie. Za to kilkukrotnie zmieniał się nadzór nad nimi – raz podlegały resortowi pracy, a innym razem edukacji (ostatnia zmiana odbyła się w 2004 r.). Nie pociągało to jednak za sobą ustalenia dla tych ośrodków chociażby standardów pracy. Efekt jest taki, że nadal nie wiadomo, jak je kwalifikować – czy jako placówki pieczy zastępczej, czy jako edukacyjne.

– Te ośrodki działają jak piecza zastępcza. Dzieci przebywają w nich latami, a więc wychowawcy i terapeuci w tych placówkach de facto zastępują rodziców – stwierdza autorytatywnie posłanka PO Magdalena Kochan, która zainicjowała debatę.

Jej zdaniem część placówek młodzieżowych powinna jak najszybciej trafić pod nadzór resortu pracy, który opracował system pieczy zastępczej. – Mam na myśli przede wszystkim specjalne ośrodki wychowawcze, które nie mają nawet szkół w swojej ofercie, bo wychowankowie uczęszczają do placówek ogólnodostępnych – dodaje posłanka.

Pomysł, by ośrodki ponownie znalazły się w gestii resortu pracy, krytycznie ocenia prof. Marek Konopczyński, specjalista w dziedzinie resocjalizacji. – Pod kuratelę MPiPS nie można na pewno przenieść MOS i MOW. To bardzo utrudni pracę tych placówek. Taki precedens miał miejsce już w 2000 r., cztery lata później wycofywano się z tych rozwiązań. Na przenosinach straciły też finansowo – przypomina.

Pomysłem zaniepokojeni są także dyrektorzy placówek.

– Po ostatniej zmianie normowanie sytuacji ośrodka zajęło mi trzy lata – informuje Sławomir Moczydłowski, dyrektor MOW w Goniądzu. – Kolejna zmiana nadzorcy będzie gwoździem do trumny ośrodków. Nie mam wątpliwości, że reforma jest potrzebna, bowiem obecny system lekceważy problemy MOW. Jednak nie powinna polegać na przeniesieniu nas pod kuratelę ministra pracy – dodaje Sławomir Moczydłowski.

Wtórują mu inni dyrektorzy ośrodków. Ich zdaniem proponowane przez posłankę zmiany pociągną za sobą wiele problemów. Choćby taki, że prowadzone przez nie szkoły będą musiały zostać w resorcie edukacji. Co oznacza, że jedną instytucją będą się zajmować de facto dwa różne ministerstwa. – Powstanie bałagan, a niewykluczone, że pociągnie to za sobą dodatkowe koszty. Przecież w każdej placówce będą dwie dyrekcje – jedna zajmująca się sprawami ośrodka, a druga szkoły – dodają.

Z kolei zdaniem rzecznika praw dziecka Marka Michalaka polski system ośrodków resocjalizacyjnych i socjoterapeutycznych dla dzieci i młodzieży jest oparty na przestarzałych koncepcjach. – Nie przystaje ani do współczesnych rozwiązań pedagogicznych, ani do dynamicznych zmian kulturowo-społecznych, których jesteśmy świadkami. Próby jego odgórnej modyfikacji przez ostatnie 25 lat sprowadzały się do fragmentarycznych korekt – twierdzi Michalak.

Potrzebne są standardy

O tym, że w młodzieżowych ośrodkach nie dzieje się najlepiej, potwierdza szefowa MEN Joanna Kluzik-Rostkowska. Jest ona jednak sceptycznie nastawiona do radykalnej zmiany. – Najpierw należy dokładnie przeanalizować, jaka jest sytuacja w poszczególnych ośrodkach – tłumaczy.

Dodaje, że na początek kwietnia planowane jest spotkanie dotyczące placówek młodzieżowych. Udział w nim wezmą dyrektorzy ośrodków, a także przedstawiciele resortów edukacji i pracy.

Wszystko wskazuje na to, że zostanie tam poruszona nie tylko sprawa zmiany nadzorcy ośrodków młodzieżowych, lecz także braku standardów ich pracy. – Od ich wypracowania musimy zacząć pracę – stwierdza Joanna Kluzik-Rostkowska.

Okazuje się, że projekt standardów już istnieje. Został opracowany przez zespół pracujący pod kierunkiem rzecznika praw obywatelskich i na początku marca został już przesłany do Ministerstwa Edukacji Narodowej. W dokumencie postuluje się m.in. ograniczenie liczby wychowanków i ustalenie limitu dzieci przypadających na wychowawcę. Jednak nie wiadomo, czy spotka się on z aprobatą MEN.