Bo nie chce kisić się w domu. Premier Kopacz, prezydent Ogórek, a dla Polaków pętla i sznurek. Ten ogórek jest zielony... – fala żartów zalała internet po wystąpieniu kandydatki SLD na urząd prezydenta. W programie wyborczym Magdaleny Ogórek nie zabrakło kilku słów o młodych bez perspektyw, z bezużytecznymi dyplomami szkół wyższych, którzy nawet nie potrafią obsłużyć kasy w supermarkecie.

Chwali się, że pani doktor problem dostrzega. Pytanie jednak, jak go rozwiąże? Skoro od kilku lat głowi się nad nim Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, a mimo to dotychczas wprowadzane pomysły przynoszą mizerny efekt.

Rząd zobowiązał uczelnie do brania pod uwagę potrzeb pracodawców przy kształtowaniu oferty kształcenia. I co z tego? Nic. Nadal najwięcej miejsc szkoły wyższe proponują na kierunkach ekonomicznych, pedagogicznych czy społecznych. W pośredniakach w tych zawodach sezon ogórkowy trwa. Z danych urzędów pracy wynika, że absolwenci takich fakultetów mają największe problemy ze znalezieniem zatrudnienia. Nieraz przez pół roku do pośredniaka nie trafia dla nich żadna oferta pracy. Na pierwszą pracę po studiach niektóry czekają przez trzy lata. Uczelnie oburzają się: jak wyglądałby uniwersytet bez filozofów czy socjologów?! Nie jesteśmy szkołą zawodową! Ale przecież nie trzeba rezygnować z tych fakultetów. Można by jednak chociaż obniżyć liczbę miejsc na nich, zamiast ją zwiększać.

Szkoły wyższe też nie bardzo przejmują się danymi z których wynika, że już dzisiaj w branżach, na których kształcenie kwitnie, planowane są zwolnienia. Zaszokowała mnie informacja od rzecznika jednego z najlepszych uniwersytetów, że przecież osoba z dyplomem politologa może się przekwalifikować. Zrobi to na pewno, gdy po kilku latach bezskutecznego poszukiwania pracy dotrze do niej, że jedyny wakat czeka na kasie w supermarkecie, ale i do tej pracy nie ma potrzebnych kwalifikacji. Szkoda tylko, że takie niepotrzebne dyplomy sponsorują podatnicy.