Ponad 3,1 mld zł – tyle według Ministerstwa Finansów uda się zaoszczędzić w tym i w przyszłym roku dzięki utrzymaniu na niezmienionym poziomie wartości funduszu wynagrodzeń w podsektorze rządowym i ubezpieczeń społecznych. Jest on w rządowej zamrażarce od wybuchu kryzysu. To nowe szacunki. Jeszcze w kwietniu resort spodziewał się znacznie większych kwot, wyliczając, że tylko w 2014 r. będzie to 2,2 mld zł, a w 2015 r. dodatkowe 3,4 mld zł. Nawet po korekcie w dół zamrożenie funduszu płac w budżetówce to jedna z ważniejszych pozycji w planie ograniczania deficytu finansów publicznych. Po stronie wydatków więcej uda się zaoszczędzić tylko na obsłudze długu publicznego 5,2 mld zł.

Gdzie rząd znalazł pieniądze

Gdzie rząd znalazł pieniądze

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Dalsze utrzymywanie funduszu wynagrodzeń na niezmienionym poziomie to stąpanie po kruchym lodzie – mówią eksperci. To prawda, że teoretycznie zamrożenie całego funduszu nie oznacza automatycznej blokady podwyżek, przynajmniej dla wybranych pracowników. Ale w praktyce szefowie urzędów nie zawsze decydują się na takie zarządzanie zespołem, które by to umożliwiło.

– Ważną rolę mają tu do odegrania dyrektorzy generalni poszczególnych ministerstw i urzędów. Od nich zależy, na ile da się zróżnicować płace w konkretnej instytucji. To ważne, bo o ile w przypadku osób rozpoczynających karierę wielkość wynagrodzeń w administracji i w sektorze prywatnym tak bardzo się od siebie nie różni, o tyle w przypadku pracowników z kilkuletnim doświadczeniem różnice w uposażeniu są już bardzo wyraźne. Na niekorzyść administracji oczywiście. W związku z tym istnieje ryzyko, że administracja będzie tracić pracowników z doświadczeniem, tym bardziej że kontynuowanie kariery urzędniczej nie oznacza jakiejś dużej progresji wynagrodzenia – ostrzega Michał Grzybowski, partner i lider zespołu Human Capital w firmie EY.

Grzybowski dodaje, że wygospodarowanie podwyżek mimo zamrożenia funduszu płac to też nie wszystko. Chodzi o to, żeby wyróżnić najlepszych pracowników. – Jeżeli praktyką większości urzędów byłoby wprowadzenie zasady wszystkim równo, to oznaczałoby to, że najlepsi nie będą wyróżnieni i nie dostaną satysfakcjonującej gratyfikacji za swoją pracę. To z kolei zwiększa prawdopodobieństwo utraty tych osób, ich przejścia do sektora komercyjnego. Niestety, nawet jeśli szefowie poszczególnych departamentów dostrzegają ten problem, to nie zawsze znajduje on zrozumienie u dyrektorów generalnych instytucji centralnych – dodaje Grzybowski.

Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole, twierdzi, że bez wypracowania jakiejś strukturalnej metody zarządzania kapitałem ludzkim w administracji jest ryzyko negatywnej selekcji, czyli ucieczki najlepszych do sektora prywatnego. Taką metodą zarządzania mogłaby być – jego zdaniem – ustawa o redukcji zatrudnienia w sferze budżetowej. – Warto do niej wrócić, poprawić ją, bardziej precyzyjnie zdefiniować kryteria odwołań tak, żeby Trybunał Konstytucyjny tym razem jej nie kwestionował. Jeżeli udałoby się to przeprowadzić, to wtedy w ramach istniejącego funduszu płac znalazłoby się miejsce, by premiować najlepszych pracowników. To jest najprostszy sposób pogodzenia dwóch celów: trzymania w ryzach funduszu płac w budżetówce i jednocześnie utrzymania najlepszych ludzi, którym trzeba płacić więcej – mówi ekonomista.

Ekspert zwraca uwagę, że zamrażanie płac w administracji będzie rządowi uchodzić na sucho tak długo, jak długo sytuacja na rynku pracy wyraźnie się nie poprawi. – Trzeba pamiętać, że wiele osób ceni sobie stabilność zatrudnienia, zwłaszcza w sytuacji, w której czeka nas spowolnienie gospodarcze. Im trudniejsza sytuacja gospodarcza, tym łatwiej utrzymać fundusz płac w budżetówce bez zmian – dodaje Borowski.

W nieoficjalnych rozmowach przyznają to pracujący w sferze budżetowej. – Powiem brutalnie: jeśli ktoś jest sfrustrowany, bo mało zarabia, to może sobie poszukać pracy na rynku. Jakoś nie widzę jednak żadnego exodusu – wzrusza ramionami szef departamentu jednego z urzędów centralnych. Dodaje, że sam próbuje premiować najlepszych. Jak? – Są sposoby, by wygospodarować podwyżki. Wiadomo, że na przykład osoba odchodząca na emeryturę zwykle zarabiała najwięcej. Można wtedy zatrudnić na jej miejsce kogoś młodego, a resztę środków podzielić między zespół. Pula wynagrodzeń się nie zmienia, a co rok ktoś na emeryturę przechodzi – mówi. Nasz rozmówca przyznaje jednak, że na początku w administracji nie zarabia się dużo. – Często ktoś zaczyna pracę za niską pensję i zostaje z nią przez następne kilka lat – zauważa.

Które obszary są najbardziej zagrożone drenażem kadr? Według Michała Grzybowskiego z odejściem pracowników powinny się liczyć służby podatkowe czy działy analityczne poszczególnych resortów. – Ci ludzie znaleźliby zatrudnienie w kancelariach prawnych lub firmach doradczych – uważa Grabowski. Duża rotacja może też następować w działach IT, bo dobrzy specjaliści w tej dziedzinie są poszukiwani praktycznie we wszystkich branżach.