Umowy-zlecenia będą oskładkowane aż do wysokości płacy minimalnej (1680 zł w 2014 r.). Wpłaty do ZUS mają być odprowadzane także za członków rad nadzorczych. Według prognoz dochody Zakładu z tych tytułów mają rocznie wynieść odpowiednio 340 i 300 mln zł.

Takie rozwiązania zakłada projekt ustawy o zmianie ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych oraz niektórych innych ustaw. Wczoraj odbyło się jego I czytanie.

Nowe rozwiązania skierowane są m.in. do grupy ok. 100 tys. osób, które pracują w miesiącu na dwóch lub więcej zleceniach. Będą miały one obowiązek sumować przychody do osiągnięcia wskazanego limitu i informować o tym płatników. Ci rozliczą należności i przekażą je do ZUS. Według wyliczeń resortu składki odprowadzane od płacy minimalnej wystarczą w przyszłości na najniższą emeryturę (840 zł w 2014 r.).

– Celem rządu jest wyeliminowanie patologii polegającej na podpisywaniu umów na skrajnie nierówne kwoty (np. 50 zł i 1500 zł) i odprowadzaniu składek od mniejszej wysokości – wskazywał Marek Bucior, podsekretarz stanu w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej.

Propozycje zmiany przepisów nowelizacji zgłosili pracodawcy. Liczą na wprowadzenie rocznego okresu rozliczeniowego od podstawy równej 12-krotności minimalnego wynagrodzenia oraz wydłużenie vacatio legis omawianych zmian z trzech do 12 miesięcy. Jeremi Mordasewicz z Konfederacji Lewiatan argumentował, że inaczej projekt nadmiernie zwiększy koszty administracyjne po stronie zleceniodawców, a jego ubocznym skutkiem będą tysiące korekt do ZUS. Długie vacatio legis ma dać czas na przygotowanie się tym branżom, które funkcjonują na podstawie kontraktów długoterminowych.

– Te propozycje są nie do przyjęcia. Już dzisiaj przy kilku umowach zleceniobiorcy mają obowiązek zgłaszania podstawy wymiaru składek – mówił minister Bucior. Podkreślił, że wniosek pracodawców musiałby dotyczyć wszystkich zleceń, co z kolei wiązałoby się z mniejszymi wpływami do organu rentowego. Ich brak skomplikowałby sytuację Polski, objętej unijną procedurą nadmiernego zadłużenia.

Projekt ustawy reguluje także kwestie zbiegu ubezpieczeń rolniczych i powszechnych. Konieczne się stało rozwiązanie problemu członków ochotniczej straży pożarnej i sołtysów, którzy będąc obowiązkowo ubezpieczeni w KRUS, wykonywali drobne prace na rzecz lokalnych społeczności. I z tego powodu musieli podpisać umowy-zlecenia na symboliczne kwoty wynoszące od 100 do 300 zł. Rząd uznał, że w takiej sytuacji nadal będzie obowiązywać zasada, zgodnie z którą składki do systemu powszechnego są obowiązkowe. – Rolnicy nie będą jednak na siłę przenoszeni z KRUS do ZUS – tłumaczył posłom wiceminister.

Aby w przyszłości takie osoby miały prawo do rolniczej emerytury, ma zostać wprowadzona zasada, że zainteresowany będzie mógł dobrowolnie opłacać składki do KRUS.

– Osoby te będą uiszczać podwójne składki – wyjaśniał Marek Bucior.

Z takiego rozwiązania skorzystają osoby, dla których działalność rolnicza stanowi stałe źródło utrzymania, a jedynie z powodu wykonywania drobnych prac podpisują umowy-zlecenia (obowiązkowo objęte ubezpieczeniem w ZUS). Warunkiem skorzystania z podwójnego ubezpieczenia będzie uzyskiwanie z tytułu zlecenia przychodu w wysokości nieprzekraczającej połowy minimalnego wynagrodzenia.

Wiele emocji w trakcie posiedzenia komisji wywołała sprawa obowiązkowego opłacania składek na ubezpieczenia społeczne za członków rad nadzorczych. Rząd ustalił, że gdyby takie rozwiązania obowiązywały przez cały 2014 r., to wpływy do ZUS z tego tytułu mogłyby wynieść 300 mln zł.

– Nie wyobrażałam sobie, że to aż tak duża kwota. Prognozy te oznaczają, że członkowie rad nadzorczych osiągają z tego tytułu przychody w wysokości miliarda złotych – zauważyła poseł Anna Bańkowska (SLD), zastępca przewodniczącego sejmowej komisji polityki społecznej i rodziny.

Projekt został skierowany do podkomisji stałej do spraw rynku pracy.

Etap legislacyjny

Projekt skierowany do prac w podkomisji rynku pracy