Zakwestionowanych decyzji ZUS przybywa w szybkim tempie. Jeszcze w 2009 r. zainteresowani złożyli 118,4 tys. odwołań, a w 2013 r. było ich już 170,6 tys. Najwięcej z nich dotyczy emerytur i rent (46 proc.), ale najszybciej przybywa spraw z zakresu podlegania ubezpieczeniom społecznym i wymiaru składek (31 proc.). Tych ostatnich w 2009 r. było 16,4 tys., a w 2013 r. – już 53,3 tys. (ponad trzykrotny wzrost). Rośnie też znacząco liczba odwołań w sprawie świadczeń chorobowych i macierzyńskich. Regularnie maleje za to liczba tych dotyczących jednorazowych odszkodowań (z 4,9 tys. do 4,5 tys.) i renty socjalnej (z 3,8 tys. do 3,6 tys.).

Lepsza wiedza

– Główną przyczyną coraz częstszego kwestionowania decyzji ZUS jest rosnąca świadomość prawna społeczeństwa. Wiele wskazówek można znaleźć w internecie, a media chętnie nagłaśniają absurdalne decyzje zakładu – twierdzi radca prawny Katarzyna Przyborowska. Sama stara się pomagać ludziom, umieszczając porady na blogu Temida Jest Kobietą. Jej zdaniem na sytuację wpływ ma także korzystne orzecznictwo Sądu Najwyższego i to, że postępowanie sądowe z zakresu ubezpieczeń społecznych nie wymaga wnoszenia opłat.

Z kolei rzecznik prasowy ZUS Jacek Dziekan, wskazuje, że trudno wymienić jedną przyczynę wzrostu liczby odwołań. Na pewne sprawy zakład nie ma wpływu.

– 13 listopada 2012 r. Trybunał Konstytucyjny zakwestionował przepis o zawieszeniu emerytury osobom, które kontynuowały zatrudnienie po złożeniu wniosku o jej wypłatę. Spowodowało to znaczący wzrost składanych odwołań – przekonuje.

Eksperci wskazują, że coraz częstsze są też spory dotyczące kwalifikacji stosunku prawnego będącego tytułem prawnym ubezpieczenia (umowa o pracę, zlecenie, o dzieło).

Zakład niełaskawy

O ile ubezpieczeni częściej skarżą decyzje zakładu, o tyle sam organ rentowy coraz rzadziej je uwzględnia.

Warto w tym miejscu przypomnieć, że każde postępowanie przed ZUS odbywa się na podstawie kodeksu postępowania administracyjnego, chyba że przepisy ubezpieczeniowe przewidują odmienne rozwiązania, które znajdą pierwszeństwo jako regulacja szczególna (np. postępowania nie wolno kończyć postanowieniem, pisma wysyłane są listem zwykłym). Rozstrzygnięcie następuje w formie decyzji, od której przysługuje w terminie 30 dni odwołanie do sądu pracy i ubezpieczeń społecznych. Wnosi się je za pośrednictwem organu rentowego. Jeśli ten uwzględni je w całości, sprawę uznaje się za zamkniętą. W ubiegłym roku ZUS zdecydował się na to w 9 proc. spraw. W 2009 r. uwzględniał odwołania w 11 proc. spraw.

Z chwilą przyjęcia sprawy przez sąd nabiera ona charakteru cywilnoprawnego. Zgodnie z procedurą cywilną przeprowadza postępowanie dowodowe celem dokładnego ustalenia stanu faktycznego (na dzień wydania decyzji). Następnie orzeka merytorycznie co do istoty sprawy. Ma prawo zmienić decyzję w całości lub w części i przyznać ubezpieczonemu świadczenie. Tylko w jednym przypadku działa kasatoryjnie – w razie stwierdzenia nowych okoliczności w sprawie dotyczącej świadczeń z tytułu niezdolności do pracy. Wówczas uchyla decyzję ZUS i przekazuje ją do ponownego rozpoznania. Nie ma prawa orzec nieważności decyzji organu rentowego.

Przychylna wokanda

Ze statystyk wynika, że wraz ze wzrostem odwołań zwiększyła się też liczba spraw, w których sądy je uwzględniły. W 2013 r. uczyniły tak w 41,3 tys. postępowań (wzrost o 24 proc. w porównaniu z 2012 r. i o 36,1 proc. wobec 2009 r.).

To oznacza, że w tylu sprawach ZUS nie ma racji.

– Nie jest to raczej liczba znaczna, mając na względzie częstotliwość zmian w prawie ubezpieczeń społecznych i związaną z tym trudność interpretacji nowych przepisów – tłumaczy sędzia Andrzej Marek z Sądu Okręgowego w Legnicy.

Zgłaszane są jednak postulaty, aby większość spraw związanych z ZUS trafiała do sądów administracyjnych, które lepiej znają specyfikę procedury urzędniczej.

– Nie jestem zwolennikiem takiego rozwiązania. Regulacje ubezpieczeniowe bliższe są prawu pracy i prawu zobowiązań niż publicznemu. Ponadto głównym celem sądownictwa administracyjnego jest kontrola działalności administracji publicznej pod względem zgodności z prawem (legalności) jej aktów prawnych. W dodatku sądy administracyjne z reguły nie prowadzą postępowania dowodowego – ocenia sędzia Andrzej Marek.