Związkowcy alarmują: spada liczba pracowników wykonujących prace w szczególnych warunkach lub o szczególnym charakterze, za których pracodawcy opłacają dodatkowe składki na Fundusz Emerytur Pomostowych. Potwierdzają to dane ZUS. Wynika z nich, że w ciągu dwóch lat liczba takich osób zmalała o prawie 6 tys. osób.

Według związków firmy przyjmują nowe osoby do prac w warunkach narażenia na czynniki szkodliwe na podstawie umów-zleceń lub jako samozatrudnionych. To ich zdaniem oznacza omijanie obowiązującego prawa, bo składki na Fundusz Emerytur Pomostowych opłaca się tylko za zatrudnionych na umowę o pracę (na co najmniej pół etatu).

Pracodawcy tłumaczą, że odprowadzane przez nich składki na fundusz często nie mają żadnego przełożenia na możliwość skorzystania przez dane osoby, w tym zwłaszcza te zaczynające pracę, z prawa do emerytur pomostowych. ZUS bowiem ściąga składki od każdej osoby umieszczonej w ewidencji pracowników wykonujących prace szczególnie szkodliwe. Z kolei pomostówki, przyznawane na pięć lat przed powszechnym wiekiem emerytalnym, dostają tylko zatrudnieni, którzy chociaż jeden dzień przepracowali w tych warunkach przed 1 stycznia 1999 r. Dlatego będą się domagać od ZUS nienależnie zapłaconych składek.

Danina na ZUS

– Mamy wiele skarg od osób, których pracodawcy zmuszają do założenia firmy. I to także wówczas, kiedy wykonują prace w szczególnych warunkach lub o szczególnym charakterze, wymienione w ustawie o emeryturach pomostowych – twierdzi Wiesława Taranowska, wiceprzewodnicząca OPZZ, członek rady nadzorczej ZUS.

Często własne firmy muszą założyć kierowcy miejskich autobusów czy tramwajów. Za takie osoby firma musiałaby odprowadzać składki na FEP, gdyby były zatrudnione na umowę o pracę. To dodatkowe obciążenie wynosi 1,5 proc. podstawy wymiaru składek.

Podobna sytuacja dotyczy szpitali, w których spada liczba pielęgniarek z prawem do emerytury pomostowej w przyszłości.

– Także te pracujące na salach operacyjnych zmuszane są do przejścia na kontrakty. W przeciwnym razie grozi im zwolnienie. Taka zmiana formy zatrudnienia powoduje jednak, że osoby tracą prawo do emerytury pomostowej – zauważa Urszula Michalska, przewodnicząca Federacji Związków Zawodowych Pracowników Ochrony Zdrowia i Pomocy Społecznej.

Firmy się bronią

Zdaniem przedsiębiorców na ich barki przerzuca się zbyt dużo obowiązków.

– W Polsce koszty pracy są wyjątkowo wysokie. I dlatego firmy w czasie kryzysu powinny być zwolnione z podatku wpłacanego na FEP. Nie można bowiem inaczej nazwać daniny na rzecz ZUS, jeśli jej wpłata nie ma żadnego związku z wypłatą świadczenia – podkreśla Dorota Wolicka, dyrektor biura interwencji Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Podobnego zdania jest Andrzej Malinowski, prezydent Pracodawców RP. – Od dwóch lat bez skutku próbujemy przekonać rząd do tego, aby zniósł obowiązek opłacania składek za pracowników, którzy nigdy nie będą mogli przejść na emerytury pomostowe – tłumaczy.

Sprawa była przedmiotem licznych rozmów w komisji trójstronnej.

Niższe wpływy do FEP

Argumenty przedsiębiorców, że wpływy do FEP przewyższają wydatki, nie skutkowały do tej pory zmianami. W 2010 roku wpływy funduszu wynosiły 199 mln zł, rok później już 219 mln zł, zaś w ubiegłym roku 220 mln zł. Z kolei wydatki w 2012 roku wyniosły tylko 160 mln zł.

– Za każdym razem uzyskiwaliśmy od rządu odpowiedź, że ta składka ma charakter solidarnościowy. To jest jednak sprzeczne z charakterem tego funduszu, który jest wskazany jako celowy. Dlatego pracodawcy zrzeszeni w naszej organizacji będą występować do ZUS o zwrot nadpłaconych składek wraz z odsetkami za pracowników, którzy kończąc aktywność zawodową, nie nabyli prawa do emerytury pomostowej – dodaje Andrzej Malinowski.

Eksperci wskazują, że to nie koniec problemów z pomostówkami.

– Za kilka lat po takie świadczenie zgłoszą się osoby, za które pracodawcy odprowadzali dodatkowe składki. Dopiero wtedy może się okazać, że w rzeczywistości nigdy nie wykonywały pracy w szczególnych warunkach lub o szczególnym charakterze. I dlatego warto, aby pracodawcy już dzisiaj skontrolowali, za kogo odprowadzają składki – wskazuje prof. Marcin Zieleniecki z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego.

Wyjaśnia, że zweryfikować może to nie tylko Państwowa Inspekcja Pracy, lecz także ZUS czy sąd. I wtedy się okaże, czy dane stanowisko może być zaliczone jako to, gdzie jest wykonywana praca w szczególnych warunkach lub o szczególnym charakterze.

– Co więcej, osoby pracujące na podstawie umów-zleceń lub samozatrudnione także mogą dochodzić w sądzie uznania ich za pracowników. Firmy, które przegrają sprawy w sądach, nie tylko będą musiały uznać ich za pracowników, lecz także zapłacić zaległe składki na FEP – dodaje Marcin Zieleniecki.