Najpierw zasady, które trzeba było spełnić do uzyskania wsparcia, były tak liberalne, że do gmin zaczęła wpływać lawinowa liczba wniosków o jego przyznanie. Pracownicy ośrodków pomocy społecznej nieraz sygnalizowali, że w wielu rodzinach trwały wówczas gorączkowe poszukiwania takiej osoby, nad którą opieka pozwalałaby na otrzymywanie świadczenia. Bycie opiekunem stało się sposobem na życie.

Aby zapobiegać takim przypadkom rząd postanowił zaostrzyć wymogi otrzymywania pomocy. Wprowadził tak ostre warunki, że praktycznie zablokował możliwość jego uzyskania. Gminy zalała więc kolejna fala, tym razem odwołań i spraw, które trafiają do sądów administracyjnych. Rząd postanowił jednocześnie odebrać prawo do pomocy osobom, które już uzyskały świadczenia. To właśnie ten krok spowodował protesty i wniosek do Trybunału Konstytucyjnego.

I kiedy wydawało się, że opiekunom pozostanie już tylko czekanie na pozytywną dla nich decyzję sędziów, rządzący zdecydowali się na kolejną woltę. Osoby pozbawione od lipca pomocy, a przynajmniej część z nich będzie ponownie otrzymywać świadczenia. Gminy będą więc przyjmować kolejne wnioski i wydawać decyzje. Jednak ani samorządy, ani sami opiekunowie nie mają gwarancji, że przygotowywana w ekspresowym tempie zmiana przepisów będzie wolna od wad. Jest więc pewne, że ciągnące się jak brazylijska telenowela zmagania ze świadczeniem pielęgnacyjnym szybko się nie skończą.