Pracownik może wnieść do sądu pracy odwołanie (to jest pozew przeciwko pracodawcy) w ciągu 7 dni od dnia doręczenia pisma zawierającego wypowiedzenie umowy o pracę. Tak wynika z art. 264 par. 1 k.p. W odwołaniu może żądać uznania wypowiedzenia za bezskuteczne, przywrócenia do pracy albo odszkodowania.

Termin 7-dniowy jest zawity, co oznacza, że jego przekroczenie powoduje oddalenie powództwa pracownika. Jest to termin stosunkowo krótki, dlatego też kodeksu pracy przewiduje, że w przypadku jeśli zatrudniony nie dotrzymał go bez swojej winy, może złożyć od sądu pracy wniosek o jego przywrócenie. Musi jednak spełnić kilka wymagań. Po pierwsze, wniosek taki należy wnieść w ciągu 7 dni od ustania przyczyny uchybienia (przeszkody, która spowodowała opóźnienie). Pracownik powinien w nim uprawdopodobnić okoliczności uzasadniające przywrócenie terminu. Przepisy nie nakładają w tym przypadku szczególnych wymagań formalnych.

W praktyce oznacza to, że jeśli pracownik spóźnił się ze złożeniem pozwu, powinien go złożyć najpóźniej w ciągu 7 dni od dnia, kiedy ustała przyczyna zwłoki i jednocześnie złożyć wniosek o przywrócenie terminu, w którym wskaże, jaki był powód opóźnienia i uzasadni, że nastąpiło ono bez jego winy.

W takim przypadku sąd pracy nie jest zobowiązany do wydania odrębnego orzeczenia. Po rozważeniu wyjaśnień zawartych we wniosku pracownika i uznaniu, że termin podlega przywróceniu, będzie prowadził sprawę tak, jakby pozew wpłynął we właściwym czasie.

Ważne jest, aby przekroczenie terminu nastąpiło bez winy pracownika. Okolicznością, która usprawiedliwia opóźnienie, może być np. brak pouczenia w wypowiedzeniu, że odwołanie należy wnieść w terminie 7-dniowym, lub przystąpienie do negocjacji w celu polubownego załatwienia sprawy albo ciężka choroba. Opóźnienie nie może być jednak nadmierne. Zgodnie z wyrokiem SN z 22 listopada 2001 r. (I PKN 660/00) znaczne przekroczenie 7-dniowego terminu mogą usprawiedliwiać tylko szczególne okoliczności trwające przez cały okres opóźnienia.