Przez 12 miesięcy aktywnie wspieraliśmy Związek Przedsiębiorców i Pracodawców. I udało się. Klub PO przygotował projekt ustawy abolicyjnej „o umorzeniu należności powstałych z tytułu niezapłaconych składek na ubezpieczenia społeczne osób prowadzących pozarolniczą działalność gospodarczą”. Przedsiębiorcy, których ścigał ZUS z powodu niejasnego prawa, będą mogli odetchnąć.

Projekt przewiduje, że wszystkie osoby fizyczne prowadzące działalność gospodarczą, które nie zapłaciły składek ubezpieczeniowych za siebie za okres od 1 stycznia 1999 do 28 lutego 2009 r., będą mogły skorzystać z abolicji. O umorzenie należności będą mogli wystąpić m.in. chałupnicy prowadzący działalność gospodarczą i osoby, które ją zawiesiły. One podobnie jak wszystkie osoby prowadzące działalność będą mogły starać się o umorzenie zaległości, pod warunkiem że płacą za siebie składki od 1 marca 2009 r. i za pracowników od 1 stycznia 1999 r. Z abolicji nie będą mogli skorzystać natomiast przedsiębiorcy zatrudniający osobę, którą ZUS wyłączył z ubezpieczeń, wydając prawomocną decyzję. – Liczymy na to, że część osób ujawni się i wyjdzie z szarej strefy – mówi Małgorzata Mrzygłocka, posłanka Platformy Obywatelskiej.

Wpływy ze składek od drobnych właścicieli firm są niewielkie – 7,2 proc., co daje ok. 65 mln zł rocznie, gdy od 1999 roku do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych powinno wpłynąć 868 mln zł. – Rząd zrozumiał, jak ważni dla gospodarki są drobni przedsiębiorcy, że lepiej pozwolić im działać, a nie ich zarzynać – mówi Dorota Wolicka, reprezentantka środowiska chałupników. Gdy sejm przyjmie ustawę i podpisze ją prezydent, przedsiębiorcy będą mogli ubiegać się o abolicję. Będą musieli złożyć wniosek do ZUS; zainteresowani mają na to rok, licząc od 1 maja, czyli od dnia, kiedy ustawa ma wejść w życie. Termin może też być krótszy – półroczny. Tyle czasu będzie miał ubezpieczony od dnia uprawomocnienia się decyzji z ZUS o tym, że zalega z płatnościami za okres sprzed 1 lutego 2009 r. Decyzja zakładu umarza składki na ubezpieczenie społeczne, zdrowotne i na Fundusz Pracy, co skutkuje darowaniem nieopłaconych odsetek za zwłokę, opłat prolongacyjnych, kosztów upomnienia, opłat dodatkowych i kosztów egzekucyjnych.

Dorota Wolicka podkreśla, że projekt ustawy jest zgodny z oczekiwaniami chałupników i osób, które zawiesiły działalność. One od lat walczą z ZUS przed sądami, bo ten każe płacić im zaległe składki sprzed 10 lat, często opiewające na 40 tys. zł, do czego ich zdaniem nie ma prawa. DGP od początku wspierał nakładców. Pisaliśmy o tym, że ZUS łamie prawo, domagając się zapłaty składek od działalności gospodarczej, choć mogli wybrać tytuł ubezpieczenia: umowa o pracę nakładczą lub działalność gospodarcza. Wybierali chałupnictwo, bo wtedy płacili niskie składki.

Jeremi Mordasewicz z PKPP Lewiatan, który przyłączył się do akcji pomocy chałupnikom zainicjowanej przez DGP. – Obywatel nie może być karany za to, że korzysta ze złego prawa tworzonego przez państwo – mówi Mordasewicz. Z kolei przedsiębiorcy, którzy, jak twierdzą, za zgodą i wiedzą ZUS przestali płacić składki, wnieśli pozew grupowy przeciw zakładowi. Będą chcieli, aby sąd uznał, że z winy ZUS ponieśli szkodę. Potem na podstawie tego wyroku chcą w postępowaniach sądowych dochodzić konkretnych kwot odszkodowań od Zakładu Ubezpieczeń Społecznych

Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców

Ustawa jest ważna dla dziesiątków tysięcy drobnych przedsiębiorców, którym inaczej groziłaby upadłość. A historia, która doprowadziła do konieczności przygotowania tej ustawy, jest głęboko niemoralna. ZUS najpierw dawał przedsiębiorcom możliwość wyboru tytułu opłacania składek, potem na podstawie jakiegoś starego rozporządzenia zaczął ich ścigać. To było nieuczciwe i podważało zaufanie do państwa. Projekt ustawy pokazuje, że zorganizowany nacisk opinii publicznej nawet w sprawie z pozoru beznadziejnej może dać efekt. Gdy rok temu razem z „Dziennikiem Gazetą Prawną” braliśmy się do tego tematu, większość mówiła, że z ZUS nikt nie wygrał. O sprawie poinformowaliśmy premiera i projekt przyjął klub PO. To pokazuje także, że stworzyliśmy tak dysfunkcjonalny system, iż bez interwencji osobistej premiera nic się nie da zrobić.